Kandydat PiS ma kłopoty. Sąd kazał mu wyrzucić ulotki i plakaty wyborcze
W województwie lubelskim są już pierwsze pozwy w trybie wyborczym. Jeden z nich dotyczył kandydata na burmistrza podlubelskiej Łęcznej. Michał Pelczarski na swoich plakatach i ulotkach napisał, że mieszka właśnie w Łęcznej. Sąd Okręgowy w Lublinie - w trybie wyborczym - orzekł, że kandydat Prawa i Sprawiedliwości podawał nieprawdziwe informacje, wprowadzając mieszkańców w błąd.
Materiały wyborcze jego komitetu - decyzją sądu - muszą zostać zniszczone. Pelczarski musi też opublikować na swoim profilu i na łęczyńskich portalach oświadczenie o treści: ''Ja - Michał Pelczarski - kandydat Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość na Burmistrza Łęcznej oświadczam, że nieprawdą jest, że mieszkam w Łęcznej".
Sam kandydat z decyzją sądu się nie zgadza. W piątek złożył zażalenie. Zamieścił też na Facebooku swoje oświadczenie. Napisał w nim: "Tak, potwierdzam, jestem mieszkańcem Milejowa Osady. Natomiast pragnę wyjaśnić, że stwierdzenie 'Łęczna - tu mieszkam, tu pracuję, tu się uczą moje dzieci, tu spędzam wolny czas' to jedno z haseł mojego planu dla Łęcznej, który ja i moja Drużyna zbudowaliśmy razem z mieszkańcami, w wyniku konsultacji społecznych".
Przypomnijmy - wniosek złożony w trybie wyborczym jest rozpatrywany przez sąd w ciągu 24 godzin. Taki szczególny tryb sądowego dochodzenia roszczeń w przypadku rozpowszechniania nieprawdziwych informacji w czasie kampanii dopuszcza prawo wyborcze.
Wybory w Lublinie. Kampanijny folklor
Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności, która od lat walczy o jawność w życiu publicznym mówi, że lubelska kampania dopiero powoli się rozkręca. - Na razie jest mało porywająca i mało widoczna, aczkolwiek każdego dnia pojawiają się coraz to nowe materiały wyborcze poszczególnych komitetów - mówi. Niektóre są zaskakujące.
Marcin Magier - kandydat na burmistrza Świdnika pod Lublinem - który startuje z własnego komitetu wyborczego Komitet Wyborczy Wyborców Projekt Świdnik, pokazuje, że chce być "superbohaterem" i taki też billboard powiesił w swoim mieście.
"Chcemy odejść od klasycznej formy kampanii wyborczej, zerwać ze sztampową, nudną kampanią" - napisał w mediach społecznościowych. W poprzedniej kadencji Magier startował z listy kandydatów Komitetu Wyborczego Wyborców Waldemara Jaksona. Był również bliskim współpracownikiem posła Artura Sobonia z Prawa i Sprawiedliwości.
Zbigniew Jurkowski - kandydat do rady miasta w Lublinie - który startuje z list komitetu Krzysztofa Żuka - w swojej kampanii postanowił postawić na muzykę. W utworze, przygotowanym specjalnie na wybory, śpiewa: "Radny w Lublinie - co może zrobić? Aqua, arena, Park Ludowy". Nawiązuje tutaj do zrealizowanych w mieście inwestycji: pływalni Aqua Lublin, stadionu Arena Lublin i renowacji Parku Ludowego.
Inna z kandydatek - Emilia Lipińska, która startuje do lubelskiego sejmiku z list Trzeciej Drogi - postawiła w kampanii na wsparcie białego misia, podobnego do tego z zakopiańskich Krupówek. Z dużą maskotką chodzi po mieście, rozmawia z mieszkańcami i zachęca do robienia zdjęć za darmo.
- Biały miś z Zakopanego stał się symbolem pazerności, nagabującym, a czasem wręcz zmuszającym do zapłaty za zdjęcia, nawet jeśli zupełnym przypadkiem pojawił się w kadrze. W ramach połączonych kampanii lubelskiego misia i kandydatki do sejmiku chcemy zmienić wizerunek tego puchatego zwierzaka, aby na powrót kojarzony był z jak najlepszymi emocjami - wskazuje kandydatka.
Kandydat PiS na prezydenta Lublina, Robert Derewenda też coraz aktywniej promuje się w mediach społecznościowych. Publikuje liczne zdjęcia i krótkie filmiki, na których na przykład robi zakupy na miejskich targowiskach.
Są i bardziej tradycyjne formy kampanijnej promocji. Radna Anna Ryfka, startująca w Lublinie z komitetu Krzysztofa Żuka, postawiła na słodkości.
Czego nie wolno w kampanii?
Do wyborów samorządowych zostało dwa tygodnie. Na ostatniej prostej kampanii nietypowych pomysłów będzie pewnie więcej. Krzysztof Jakubowski w rozmowie z nami zwraca jednak uwagę na coś jeszcze. - W ostatnich dniach dzwoni do nas sporo osób z różnymi pytaniami w sprawie kampanii. Mieszkańcy zgłaszają też nieprawidłowości - mówi.
Chodzi m.in. o prowadzenie agitacji na terenie szkoły, czego - zgodnie z prawem - nie wolno robić. - To oznacza, że nie można wieszać plakatów czy banerów na płotach wokół szkoły. Nie można też zamieszczać materiałów wyborczych na terenach urzędów - wyjaśnia Jakubowski. Jak dodaje, kandydaci, którzy od dawna są samorządowcami, np. burmistrzowie - nie powinni agitować wyborczo na swoich oficjalnych (samorządowych) profilach w mediach społecznościowych.
Apel w tej sprawie wydała zresztą niedawno Państwowa Komisja Wyborcza. "Osoby piastujące funkcje publiczne, w tym przedstawiciele administracji samorządowej i rządowej, angażujące się w agitację na rzecz komitetów wyborczych obowiązane są ściśle oddzielać taką działalność od wykonywania obowiązków związanych z pełnioną funkcją" - podkreślili członkowie PKW.
"Niedopuszczalne jest wykorzystywanie w jakikolwiek sposób środków publicznych do prowadzenia kampanii wyborczej, np. wykonywanie przez pracowników urzędów administracji samorządowej i rządowej w czasie pracy czynności związanych z prowadzeniem agitacji wyborczej, wykorzystywanie pojazdów i urządzeń służbowych w kampanii wyborczej, prowadzenie agitacji wyborczej na stronach internetowych i profilach w mediach społecznościowych administrowanych przez urzędy" - doprecyzowali.