,
Obserwuj
Lubelskie

Ile jeszcze utrzyma się to zimno? Sadownicy wołają o pomoc. "Może być dramat"

3 min. czytania
11.05.2025 09:00
Ceny owoców mogą pójść w górę - mówią nam sadownicy i producenci owoców jagodowych z Lubelszczyzny. Podkreślają, że ze względu na utrzymujące się niskie temperatury sytuacja jest już bardzo trudna. A tzw. zimna Zośka jeszcze przed nami.
|
|
fot. Bartlomiej Magierowski/East News

 

  • Przed rokiem straciłem prawie całe plony i wiele wskazuje na to, że teraz może być podobnie - mówi nam jeden z rolników;
  • Przymrozki utrzymują się od kilku dni, po weekendzie zapowiadane są kolejne;
  • Lubelszczyzna nie skończyła jeszcze liczyć strat po nawałnicach, jakie przetoczyły się przez region w połowie kwietnia.

 

Niskie temperatury, z którymi mamy ostatnio do czynienia na Lubelszczyźnie, mocno dają się rolnikom i sadownikom we znaki. Nocą, przy gruncie, słupek spada nawet do minus 5-6 stopni. - Jest źle. Widać, że zawiązki są mocno zniszczone, kwiaty odpadają. Nie wiem, ile ostatecznie będzie u mnie jabłek, ale nie wygląda to ciekawie - rozkłada ręce pan Piotr z okolic Opola Lubelskiego. - Przed rokiem straciłem prawie całe plony i wiele wskazuje na to, że teraz może być podobnie. A widzę, że te przymrozki dalej mają się utrzymać. Może być dramat - dodaje z niepokojem.

Krzysztof Cybulak ze Związku Sadowników ma gospodarstwo w gminie Łaziska. - Syn obliczył, że to już dziewiąty czy dziesiąty dzień z przymrozkami. Straty będą na pewno, choć na razie nie wiemy jakie. Zwłaszcza, że na poniedziałek i wtorek znów jest przewidywany mróz - mówi. Podkreśla, że w gorszej sytuacji są te drzewka, które rosną w dolinach. - Zawiązki na nich brązowieją, a to oznacza, że raczej nic z nich już nie będzie. Dotyczy to m.in. wiśni, czereśni, śliw, jabłoni. Ale na razie trudno oszacować skalę ewentualnych strat - stwierdza Cybulak.

 

Jak nie mrozy, to nawałnice

Lubelszczyzna nie skończyła jeszcze liczyć strat po nawałnicach, jakie przetoczyły się przez region w połowie kwietnia. - W wielu miejscach spowodowało to praktycznie całkowite zniszczenie upraw - mówiła posłanka Małgorzata Gromadzka (KO) na posiedzeniu sejmowej Komisji Rolnictwa. - Niestety, ubezpieczenia są dość drogie, a koszty uprawiania roślin rosną. Dlatego zwróciłam się do Ministerstwa Rolnictwa, by zadbać już teraz o tych rolników, którzy są w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. By jak najszybciej oszacować straty i jak najszybciej uruchomić pomoc - dodała.

Rolnicy, z którymi rozmawialiśmy, przyznają, że z ubezpieczeniami jest duży problem. Po pierwsze dlatego, że są drogie. A po drugie - że nie zawsze można je dostać. - Od lutego próbowaliśmy ubezpieczyć naszą plantację jagodową od mrozów. Ajent i firma ubezpieczeniowa przeciągały to z tygodnia na tydzień. W końcu pojawiła się informacja, że w naszym regionie wystąpił mróz i firmy z automatu odmówiły ubezpieczenia od mrozu, suszy i gradu. A nam się potem mówi: "Trzeba było się ubezpieczać" - nie krył oburzenia Krzysztof Kozak, jeden z plantatorów z gminy Łaziska.

W jego ocenie ubezpieczenia powinny być obligatoryjne i powszechne. - Państwo powinno mieć w tym swój udział. A tymczasem ani poprzedni rząd, ani obecny, nie zrobił na razie nic, aby rolnik mógł się ubezpieczyć. (...) Jeśli ktoś nie jest ubezpieczony, bo nikt nie chciał zawrzeć z nim polisy, to po kataklizmie pogodowym taka osoba zostaje z niczym - rozkłada ręce Cybulak.

Rolnicy są rozgoryczeni i boją się, że będą musieli znów brać kredyty, by przetrwać kolejny sezon. Przypomnijmy, że w poprzednim roku straty na Lubelszczyźnie - spowodowane mrozem i gradobiciem - w części gospodarstw wyniosły nawet 90 procent. - Jesteśmy jeszcze przed tzw. zimną Zośką (15 maja). Wszyscy pamiętamy, jak to wyglądało przed rokiem - mówił w TOK FM dyrektor Wydziału Rolnictwa w Urzędzie Wojewódzkim Paweł Turczyn.

Rok temu straty w Lubelskiem wyniosły w sumie ponad 110 milionów złotych.