,
Obserwuj
Małopolskie

Bolesna prawda o śmierci Natalii w Andrychowie. "Nie jesteśmy mądrymi ludźmi"

Natalia Ryńska
3 min. czytania
04.12.2023 08:53
Patrząc na osobę leżącą na ulicy, w kryzysie bezdomności, nasz mózg nie pomyśli, że ona może potrzebować pomocy. Bardziej interpretujemy to jako zagrożenie dla nas, niż to, że ta osoba potrzebuje pomocy - tłumaczyła na na antenie TOK FM Emilia Wesołowska, prezeska Fundacji "Ambulans z Serca" w rozmowie z Anną Piekutowską.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Tragiczna śmierć 14-letniej Natalii w Andrychowie wstrząsnęła całą Polską. Policjanci oraz bliscy rodziny przekazują sprzeczne informacje na temat tego, co wydarzyło się w dniu zaginięcia dziewczynki. Pewnym jest, że nastolatka spędziła w okolicach sklepu w Andrychowie około pięć godzin. Było zimno, padał śnieg. Jak podawały lokalne media, dziewczynką zainteresował się tylko jeden z mieszkańców. Niestety, reanimacja oraz wezwanie pogotowia nie uratowały jej życia. Gdy trafiła do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, była w stanie głębokiej hipotermii, temperatura jej ciała wynosiła 22 stopnie. Choć jak przyznała w audycji 'Poranek Radia TOK FM' Anna Piekutowska, po przeprowadzonej sekcji zwłok nie można stwierdzić, że wychłodzenie było bezpośrednią przyczyną śmierci, to sam fakt, że nastolatka była ignorowana przez społeczeństwo przez tyle godzin jest szokujący, bo dotyczy dziecka. Ale przecież 'każdego roku w Polsce kilkadziesiąt osób umiera z powodu wychłodzenia organizmu'.

Postępująca choroba społeczna

Zdaniem goszczącej w audycji Emilii Wesołowskiej, prezeski Fundacji 'Ambulans z Serca', niosącej pomoc na ulicach Warszawy osobom w kryzysie bezdomności, winny zaistniałej sytuacji jest przede wszystkim brak chęci wzięcia odpowiedzialności. - Możemy być zaskoczeni, ale jeśli mamy być sprawiedliwi, to znieczulica jest chorobą - można powiedzieć - postępującą (?) My, jako społeczeństwo, szczególnie w sytuacjach, kiedy odpowiedzialność jest rozproszona, nie chcemy brać tej odpowiedzialności na siebie - wyjaśniła.

Drugim równie ważnym aspektem jest niewiedza. - Nie potrafimy pomagać. Nie wiemy, jak pomagać. (?) Od lat prosimy tylko o reagowanie, o nieobojętność, o zadzwonienie. Nie o osobisty kontakt, nie o to, żeby podejść, sprawdzić parametry życiowe, bo tego nawet nie potrafimy - przyznała z żalem.

I to właśnie w sytuacji Natalii boli Emilię Wesołowską najbardziej. - Nikt nie zadzwonił, nawet jeśli z daleka obserwował tę sytuację - podkreślała gościni TOK FM.

'Jednostki zamknięte w telefonach'

Ekspertka wskazała również, że jako społeczeństwo 'nie jesteśmy ze sobą połączeni'. A omawiane wydarzenie jest tego bolesnym przykładem. - Ta dziewczynka nie była w stanie poprosić nikogo o pomoc, a była już pora, kiedy ludzie chodzili do pracy - wskazała.

- Jesteśmy jednostkami zamkniętymi w swoich telefonach, gdzieś biegnącymi, mknącymi. Nie widzimy tego, co się dzieje tu i teraz - stawiała diagnozę. Zdaniem działaczki społecznej, nie chcemy mierzyć się trudnymi rzeczami.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>

- Nie jesteśmy mądrymi ludźmi, jeśli chodzi o właśnie refleksję na temat tego, co widzimy. Patrząc na osobę leżącą na ulicy, w kryzysie bezdomności, nasz mózg nie pomyśli, że ona może potrzebować pomocy. Bardziej interpretujemy to jako zagrożenie dla nas, niż to, że ta osoba potrzebuje pomocy - tłumaczy Wesołowska. To właśnie dlatego 'uciekamy i jesteśmy z boku'.

Co gorsza, jak przyznała prezeska Fundacji 'Ambulans z Serca', nawet ona nie ma pomysłu, jak rozwiązać ten problem i 'nauczyć ludzi reagowania'. Istotą sprawy może być to, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za ignorancję. - Czy ktoś wystawił nam rachunek społeczny za to, co się stało z Kamilkiem? Czy my jako społeczeństwo jesteśmy pociągani do odpowiedzialności za takie sytuacje? Czy prokurator, który prowadzi sprawę świętej pamięci Natalki, przesłucha osoby, które mijały ją leżącą bardzo blisko sklepu? - pytała.

Jej zdaniem, 'jeśli nie dojdziemy indywidualnie do ludzi, nie zapytamy ich, dlaczego tak się zachowałeś, dlaczego nie zareagowałeś, to sytuacja się powtórzy'.