Afera o wybory rektora na uniwersytecie w Krakowie. "Panuje atmosfera strachu"
O trudnej sytuacji na dawnym Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie - dziś jest to Uniwersytet Komisji Edukacji Naukowej - pisaliśmy już pół roku temu. Zwrócili się do nas wtedy byli i obecni pracownicy tej uczelni. Opowiadali o zwolnieniach czy próbach zastraszania. Odpowiedzialnością za to wszystko obarczali władze uczelni. Podawali, że za rządów rektora prof. Piotra Borka pracę straciło ponad 100 osób. - Kto okazuje się niewygodny, komu nie po drodze z obecną władzą albo ma inne zdanie, ten traci pracę. W tle jest wielka polityka - mówili nam związani z uniwersytetem profesorowie.
Jednym ze zwolnionych był poprzedni rektor prof. Kazimierz Karolczak. Poszedł do sądu pracy i wygrał. Z uczelni odejść musiał też m.in. prof. Jan Majcherek, publicysta, wieloletni dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii na Uniwersytecie Pedagogicznym. - Nie mam wątpliwości, że to decyzja polityczna - mówił 'Gazecie Wyborczej'. Niedawno otrzymaliśmy od pracowników kolejną informację - o tym, że Państwowa Inspekcja Pracy w lutym 2024 roku skierowała do sądu wniosek o ukaranie rektora Piotra Borka. Chodziło o zarzut dotyczący rozwiązania z pracownikiem stosunku pracy z rażącym naruszeniem przepisów prawa.
Kto nowym rektorem?
Obecnie na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie odbywa się procedura związana z wyborami nowego rektora. Zgłosiło się dwóch kandydatów - obecny rektor prof. Piotr Borek oraz historyk prof. Piotr Trojański, szef Inicjatywy Pracowniczej - związku zawodowego, który powstał za kadenci rektora Borka, by bronić pracowników.
- Na uczelni panuje atmosfera strachu. Zachęcaliśmy pracowników, by zgłaszali swoje kandydatury na rektora, ale ludzie się boją. Mamy prawie tysiąc nauczycieli akademickich, z czego prawie połowa to profesorowie, którzy mogliby kandydować na rektora. Nie znalazł się nikt odważny. Dlatego jako związek, który konsekwentnie dąży do poprawy sytuacji na uczelni, wzięliśmy na siebie tę odpowiedzialność i ja zdecydowałem się kandydować - mówi nam Trojański.
W poniedziałek senat uczelni pozytywnie zaopiniował obie kandydatury. Po południu swoje zdanie wyraziła też rada uniwersytetu. W jej skład wchodzi siedem osób, na spotkaniu pojawiło się sześć. Prof. Borek w głosowaniu uzyskał większość 4:2, natomiast w przypadku prof. Trojańskiego padł remis 3:3. W efekcie rada podjęła uchwałę o tym, że do dalszej rozgrywki o fotel rektora przechodzi jedynie Piotr Borek.
- Jutro [w środę] miała się odbyć debata dwóch kandydatów, natomiast będzie to debata jednego kandydata. Pan rektor będzie sam z sobą debatował. Pracownicy są oburzeni. Część chce debatę zbojkotować, część chce aktywnie protestować. Sytuacja jest trudna również dlatego, że napięcie w naszym uniwersytecie narastało od kilku lat i to, co się teraz dzieje, jest kulminacją wielu nieprawidłowości, z którymi mieliśmy do czynienia - mówi prof. Trojański. W jego opinii działanie rady uniwersytetu jest - tu cytat -
"dolaniem oliwy do ognia".
- Zamiast uspokoić nastroje i zachować się neutralnie, dać możliwość pracownikom dokonania demokratycznego wyboru rektora, rada nie stanęła na wysokości zadania - ocenia nasz rozmówca.
Dla Trojańskiego niezrozumiałe jest, dlaczego uniemożliwiono głosowanie zdalne temu członkowi rady, który był nieobecny na posiedzeniu. Nasz rozmówca nie wie też, na podstawie jakiego przepisu prawa wynik głosowania 3:3 uznano za odrzucenie jego kandydatury.
Wysłaliśmy pytania w tej sprawie zarówno do władz uczelni. Uczelnia problemu jednak nie widzi. "Rada Uczelni zgodnie ze swymi kompetencjami po wysłuchaniu kandydatów na kandydatów na rektora UKEN oraz odpowiedzi na zadane pytania przeprowadziła dwa odrębne tajne głosowania, w wyniku których wymaganą większość głosów uzyskał prof. dr hab. Piotr Borek i on został przez Radę Uczelni wskazany jako kandydat na rektora" - napisał TOK FM kierownik działu promocji, Adam Gliksman.
Na pytanie, czy w związku z wątpliwościami prawnymi zostanie wstrzymana procedura wyboru rektora, Gliksman odparł, że nie ma ku temu przesłanek. "Wszystkie dotychczasowe działania odbyły się zgodnie z przyjętymi regulaminami i kalendarzem wyborczym. Nadzór nad przeprowadzaniem wyborów sprawuje Uczelniana Komisja Wyborcza" - napisał w udzielonej nam odpowiedzi. Zapytaliśmy również, dlaczego nie zezwolono nieobecnemu członkowi Rady na zdalny udział w głosowaniu? Zdaniem władz uczelni, "mogłoby to w sposób rażący naruszać tajemnicę wyborów i pozwalałoby w sposób jednoznaczny przypisać tak oddany głos do konkretnej osoby". "Rada obradowała w sposób stacjonarny w siedzibie uczelni, a głosowanie odbywało się - z należytą starannością - w sposób tajny na kartach do głosowania" - napisał nam przdstawiciel Uniwersytetu KEN.
Podkreślił również, że cały proces wyborczy jest prowadzony zgodnie z przyjętymi kalendarzem regulaminami i innymi aktami prawa i jest nadzorowany przez Uczelnianą Komisję Wyborczą. "Do niej należy ocena przebiegu wyborów, a ta ocena jest jednoznacznie pozytywna" - dodał Gliksman.
- To jest uderzenie w zasady demokracji - mówi nam jeden z profesorów uniwersytetu, prosząc o anonimowość. - Od początku chodziło o wyeliminowanie niezależnego kandydata, bo było wiadomo, że może wygrać. Powinni wstrzymać całą procedurę do czasu wyjaśnienia - przez niezależnych ekspertów - wszystkich wątpliwości - dodaje.
- Cała sytuacja to absurd. Mamy chaos prawny wynikający m.in. z zapisów ustawowych. Dziwię się, dlaczego Ministerstwo Nauki nie reaguje. To jest parodia wyborów. Na pewno złożę protest wyborczy, ale to dopiero po wyborach rektora - zapowiada Trojański.
Do sprawy odniosła się też prof. Nina Pluta-Podleszańska, jedna ze zwolnionych wcześniej pracownic uczelni. "Rada uczelni nie pozwoli, by coś zagroziło rektorowi. I mimo że na przesłuchaniu kandydata Trojańskiego nie padły żadne zastrzeżenia, nie będzie mógł kandydować. Tym sposobem w debacie rektorskiej na UKEN, w środę o godzinie 9, aktualny rektor będzie rywalizował sam ze sobą. Jak to w autorytarnych systemach bywa" - napisała pani profesor.
Pytania w sprawie sytuacji na uniwersytecie w Krakowie wysłaliśmy też do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Rzeczniczka resortu, Natalia Żyto przekazała nam odpowiedź od wiceministra nauki, Macieja Gduli - odpowiedź, z której wprost wynika, że MNiSW niewiele może zrobić.
"Kontrolujemy UKEN w sprawie polityki finansowej, przestrzegania praw pracowniczych i korzystania z pomocy prawnej. Przyglądamy się wyborom rektora. Sytuacja, w której można głosować tylko na jednego kandydata jest daleka od standardów demokratycznych. Niestety, obecna ustawa daje Radom Uczelni uprawnienia do wskazywania kandydatów, z czego można korzystać w sposób ograniczający realny wybór między kandydatami" - wskazał minister Gdula. Do sprawy odniósł się też na portalu X.