Dramaty ukraińskich mam z niepełnosprawnymi dziećmi. ''Nie mają z czego żyć''
W Polsce, jak wyliczyło Biuro Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych, już jest 20 tysięcy uchodźców, którzy mają polskie orzeczenie o niepełnosprawności. To zarówno dzieci, jak i dorośli. Do końca 2025 roku - według szacunków - będzie ich ponad 70 tysięcy, bo wiele osób oczekuje na decyzję, a to trwa. - Potrzebna jest systemowa pomoc, m.in. z Brukseli - mówi w TOK FM pełnomocnik rządu, Łukasz Krasoń.
Pełnomocnik był w Komisji Europejskiej, rozmawiał o tym problemie. - Przyjmując osoby z Ukrainy, przyjęliśmy też dużą grupę osób z niepełnosprawnością. I to jest zupełnie zrozumiałe. Dziś już wiemy, że duża część z tych osób mówi wprost, że nawet jak się wojna skończy - a życzę Ukrainie tego, by stało się to jak najszybciej - nie wrócą do siebie. Zostaną tutaj w Polsce, gdyż dostęp do świadczeń, do diagnozy, do opieki, do wsparcia, jest w Polsce o lata świetlne dalej niż to, co mieli w Ukrainie. Mówiłem o tym przed Komisją Europejską, że trzeba wziąć to pod uwagę, planując budżety na kolejne lata - mówi Krasoń. Chodzi m.in. o wsparcie finansowe, bo matki, które mają dziecko z niepełnosprawnością, w tym dorosłe dzieci, nie są w stanie pracować. Dlatego jak dodaje minister Krasoń, Polska nie może zostać z tym sama.
Nie mają możliwości wrócić do siebie, bo ich domu już nie ma
Duża grupa osób z niepełnosprawnościami z Ukrainy, a także ich rodzin, przebywa w Krakowie. Pomaga im założone przez migrantki Stowarzyszenie na Rzecz Imigranckich Rodzin Osób z Niepełnosprawności "Patchwork". Stowarzyszenie stworzyło miejsce, w którym ukraińskie dzieci z autyzmem, porażeniem mózgowym, zespołem Downa, rzadkimi chorobami genetycznymi mogą korzystać z terapii, rehabilitacji, wsparcia logopedy i szeregu innych zajęć. Dzieci, ale też dorośli, bo oni też zgłaszają się po pomoc.
- Mamy pod opieką ponad 250 rodzin. Wśród nich jest ponad 60-letnia samotna matka, która w obliczu wojny przyjechała do Polski z 22-letnim synem, z niepełnosprawnością w stopniu znacznym. Nie mają możliwości wrócić do siebie, bo ich domu już nie ma. Z jednej strony, pani jest już w wieku emerytalnym, a z drugiej nawet gdyby chciała pójść do pracy, to nie ma z kim zostawić syna z niepełnosprawnością. Ale takich historii są setki - mówi Maria Buchanowska, prezeska stowarzyszenia "Patchwork", jedna z jego założycielek.
Maria przyjechała do Polski w 2019 roku, z Kijowa, razem z mężem i dwójką dzieci. Jej pociechy są zdrowe, ale w Kijowie pracowała jako pedagożka specjalna, z dziećmi z niepełnosprawnościami. Doskonale zna problemy i potrzeby takich rodzin, wie z czym na co dzień się mierzą. Dlatego - w związku z wojną i napływem uchodźców - razem z innymi uchodźczyniami założyła "Patchwork".
- Staramy się wspierać rodziny, którymi się opiekujemy, w sposób całościowy, holistyczny. Dlatego, że ta grupa jest bardzo zagrożona wykluczeniem społecznym - ze względu na niepełnosprawność, doświadczenie uchodźcze, bycie samotnymi matkami. Nie można wspierać ich tylko w jednym zakresie - dodaje Maria.
Dlatego podopieczni dostają i terapię, i rehabilitację, ale nie tylko. Jest też pomoc w załatwieniu spraw urzędowych czy przy wizytach u lekarzy, są lekcje języka polskiego, pomoc przy zorganizowaniu mieszkania dla danej rodziny czy z legalizacją pobytu w Polsce. Jest też wparcie psychologiczne.
'Nikt nas nie chce wysłuchać'
Pod opieką "Patchworka" są pełne ukraińskie rodziny, z którymi do Polski przyjechał ojciec (bo w przypadku dzieci z niepełnosprawnością była - prawnie - taka możliwość), ale w większości są to jednak samotne mamy i babcie. - Obecnie wspieramy też dorosłe kobiety z niepełnosprawnością, które nie mają dzieci z niepełnosprawnością, ale same mają na co dzień różne życiowe problemy. Głównie są to osoby niepełnosprawne od urodzenia - dodaje nasza rozmówczyni.
Są to m.in. rodziny z najbardziej dotkniętych wojną obszarów wschodniej Ukrainy, ale też z terenów okupowanych przez Rosjan. Nie mogą wrócić, bo straciły dom, np. z Sewierodoniecka. - Od dwóch lat mamy to nasze Centrum Integracji i Wsparcia w Krakowie. Mamy m.in. kilku asystentów rodzinnych. Są to osoby, które pracują bezpośrednio z poszczególnymi rodzinami, pomagają określić ich potrzeby, ale też wspierają w procedurze ubiegania się o orzeczenie o niepełnosprawności czy w znalezieniu szkoły dla dziecka, co często też jest bardzo trudne - dodaje prezeska stowarzyszenia w rozmowie z TOK FM.
Maria podkreśla, że problemem jest to, że ze strony polskiego rządu czy jego przedstawicieli nie ma próby nawiązania kontaktu. - My znamy problemy najlepiej, bo stykamy się z nimi na co dzień. Dlatego uważam, że warto byłoby skorzystać z naszych podpowiedzi i doświadczenia - mówi w rozmowie z TOK FM. Jak dodaje, jest jedynie w kontakcie z polskimi NGO-sami, w tym z Konsorcjum Migracyjnym. - Ale jeśli chodzi o rozmowy na temat wsparcia dla uchodźców, na temat zmian w przepisach, w prawie, nikt nas nie zaprasza, nie chce wysłuchać - dodaje.
Minister Łukasz Krasoń, na spotkaniu zorganizowanym przez Inicjatywę "Nasz Rzecznik", wziął kontakty do "Patchworka". Wskazał, że zna problem uchodźców i uchodźczyń z niepełnosprawnościami. - Widzimy naprawdę dynamiczny wzrost osób z Ukrainy, które starają się o polskie orzeczenia - przyznaje Krasoń w TOK FM.
'Patchwork' ratuje się sam. 'Liczymy, że znajdą się chętni'
Krakowski "Patchwork" szuka też innych sposobów na finansowe wsparcie opiekunów osób z niepełnosprawnościami, w tym dzieci. Stąd pomysł na przedsiębiorstwo społeczne, by dać kobietom pracę.
- Jedna z mam już pracuje u nas jako pani od manicure. Kupiliśmy jej wszystko, co potrzebne i rodziny, które są pod naszą opieką, przychodzą, ona im robi bezpłatny manicure, a my jej płacimy za to z naszych grantowych środków. Bo inne mamy powiedziały nam, że bardzo tego potrzebują, takiej chwili wytchnienia. Mamy też inkluzywnego fryzjera - bo dzieci np. w spektrum autyzmu miały problem z pójściem do takiego zwykłego zakładu fryzjerskiego, na obcięcie włosów. Mamy też panie, które potrafią pięknie projektować różne rzeczy i szyć. I będziemy próbowali otworzyć nasz sklepik, aby to sprzedawać - opowiada Maria.
Jednym z produktów mają być specjalne stroje kąpielowe dla osoby z niepełnosprawnością, które muszą mieć pieluchę. - Stroje kąpielowe mają wyglądać tak, żeby tych pieluch nie było widać. Dlatego, że dziewczynka z niepełnosprawnością też ma prawo do godności i nie chce, by ktoś widział, że ona jest w pielusze w basenie czy nad morzem - dodaje gościni TOK FM. Ale panie szyją też np. kokony dla dzieci z autyzmem, by było im łatwiej przetrwać trudne sytuacje, wyciszyć się. - Liczymy, że znajdą się na to chętni i chcemy się w tym kierunku rozwijać - dodaje Maria Buchanowska, pedagożka specjalna z Kijowa.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>