,
Obserwuj
Małopolskie

Co z ustawą o związkach partnerskich? "Część sprzeciwu wynika z zimnej kalkulacji politycznej''

4 min. czytania
06.10.2024 08:00
- Liczę bardzo na wicepremiera Kosiniaka-Kamysza, że pomyśli o tym, że jeśli chcemy chronić rodziny, no to nie możemy mówić, że będziemy chronić tylko niektóre z nich, a innych nie będziemy zauważać - mówi w rozmowie z TOK FM ministra równości Katarzyna Kotula.
|
|
fot. Wojciech Stróżyk/REPORTER/ Eastnews

Michał i Wojtek są ze sobą od dwudziestu lat. Mieszkają i pracują w Krakowie. Kochają się i wzajemnie wspierają. Regularnie biorą udział w marszach równości w różnych miastach w Polsce. Niestety, w myśl polskiego prawa nic ich nie łączy. Mimo tak długiego stażu związku.

Są jedną z pięciu polskich par, które - na początku grudnia 2023 roku - wygrały proces przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Ich historię opisywaliśmy na naszym portalu. ETPC przyznał, że Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka, bo brak regulacji związków tej samej płci narusza prawo do życia prywatnego i rodzinnego. Mówiąc wprost, to dyskryminacja i trzeba to zmienić. Po wyborach 15 października zapowiedzi były szumne, ale prawo do dziś się nie zmieniło.

 

Projekt ustawy o związkach partnerskich

 

Termin musiał zostać przesunięty, ze względu na wydarzenia związane z powodzią

Ministra równości Katarzyna Kotula od kilku miesięcy mówi o tym, że projekt ustawy o związkach partnerskich jest gotowy. Tak naprawdę, są to dwa projekty - ten główny, oraz projekt wprowadzający, który wprowadzi zmiany w ponad 250 innych ustawach w związku z wprowadzeniem związków partnerskich.

We wrześniu projekty miały trafić do konsultacji publicznych, ale na razie tak się nie stało. Jak ustaliliśmy, wciąż są analizowane w Departamencie Prawnym KPRM. Nieoficjalnie słyszymy, że termin musiał zostać przesunięty, ze względu na wydarzenia związane z powodzią i pomocą powodzianom.

 

Polityczne wyrachowanie PSL?

 

Projektowi, który został już wpisany do prac legislacyjnych rządu jako projekt rządowy, sprzeciwia się PSL. Ministra równości Katarzyna Kotula w rozmowie z TOK FM przyznaje, że jest to trudne, ale rozmowy trwają. Z poszczególnymi posłami, na ile się da - indywidualnie. - Liczę bardzo na wicepremiera Kosiniaka-Kamysza, który przecież też zajmuje się bezpieczeństwem, że pomyśli o tym, że jeśli chcemy chronić rodziny, a rodziny dla rządu Koalicji 15 października są ważne, no to nie możemy mówić, że będziemy chronić tylko niektóre z nich, a innych nie będziemy zauważać - mówi Kotula w rozmowie z TOK FM.

Gdy pytamy, czy nie jest to trochę jak "walenie głową w mur", odpowiada: "Obawiam się bardzo, że część sprzeciwu PSL wynika z jakiejś zimnej kalkulacji politycznej i - nie chcę użyć tego słowa - ale trochę takiego politycznego wyrachowania. Mam na myśli to, że niektórzy politycy PSL patrzą na to, co im się bardziej politycznie opłaca".

- Dzisiaj politycy PSL przyjęli taką strategię, w której mówią "Napiszemy i przedstawimy ustawę o statusie osoby bliskiej" ( ten projekt ma być alternatywą dla ustawy o związkach partnerskich - przyp. red.) - o której ja także wielokrotnie mówiłam - po to, żeby prezydent Duda mógł ją podpisać. No przepraszam, albo jesteśmy rządem Koalicji 15 października, w którym lojalnie ze sobą rozmawiamy, nawet jeśli się różnimy, albo - tak jak PSL - będziemy próbowali dogadywać się z PiS i prezydentem Andrzej Dudą. Nie taki był cel powstania tej koalicji, nie takie jest jej zadanie - mówi mocno i stanowczo ministra Katarzyna Kotula. I apeluje o mniej emocji, a więcej merytoryki.

 

"To nie jest kwestia światopoglądu"

 

Ministra w rozmowie z nami przyznaje również, że w Polskim Stronnictwie Ludowym są osoby, które mówią jej "Masz rację, ale...". - Ale naprawdę liczę na to, że koleżanki i koledzy z PSL porozmawiają wewnątrz swojej partii i dadzą się przekonać do naszej ustawy. Bo w innych krajach europejskich to m.in. konserwatywni politycy głosowali za takimi rozwiązaniami. Co więcej, czasem też wychodzili z inicjatywą takich rozwiązań. Bo to nie jest kwestia światopoglądu, tylko tego, co jest zapisane w Konstytucji - tłumaczy Katarzyna Kotula.

Jak dodaje, coraz więcej osób rezygnuje z instytucji małżeństwa i wybierają życie "na kocią łapę". - Widać to w statystykach, które są nieubłagane. Sama jestem w takim związku ze swoim partnerem już 28 lat. Mamy dorosłe odchowane dziecko i wiem, że związek partnerski jest czymś, na co wiele par czeka. Również par hetero- tłumaczy gościni TOK FM.

Kotula zwraca uwagę na coś jeszcze. - Gdy słucham w mediach polityków PSL, którzy są pytani, jak będą głosować w sprawie związków partnerskich, mówią, że nie zgadzają się na adopcję. Ale w tym projekcie nie ma adopcji. Jest owszem, tzw. mała piecza - do podejmowania przez partnerów decyzji edukacynych i zdrowotnych, ale samego przysposobienia dziecka - tam nie ma. A nie ma, bo my szukamy większości. To jest dla mnie priorytetem, by wprowadzić instytucję związku partnerskiego. Bo marsz po równość trwa już zbyt długo, to jest ponad 20 lat - dodaje Kotula w rozmowie z TOK FM.

Jak dodaje, ustawa o związkach partnerskich będzie mówić m.in. o tym, że związek będzie zawierany w Urzędzie Stanu Cywilnego (m.in. tej kwestii sprzeciwia się PSL). - To jest dla mnie kwestia godnościowa. Nie ma mojej zgody na to, by robić to u notariusza - dodaje ministra równości.