,
Obserwuj
Małopolskie

Sędzia Waldemar Żurek. ''Życie po reżimie nadal jest trudne''

6 min. czytania
07.10.2024 06:40
Organizacje prawnoczłowiecze alarmują, że jeśli wejdą w życie propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące neo-sędziów, część z nich pójdzie walczyć do Strasburga. - Niech idą, mają takie prawo - odpowiada sędzia Waldemar Żurek.
|
|
fot. Iwona Burdzanowska

Sędzia Waldemar Żurek od 2005 roku jest sędzią Sądu Okręgowego w Krakowie. W latach 2010-2018 był członkiem Krajowej Rady Sądownictwa (dwóch kadencji). W czasie tzw. 'dobrej zmiany' i rządów PiS był jednym z sędziów najbardziej zaangażowanych w walkę o praworządność. Miał, i do tej pory ma, za to szereg spraw dyscyplinarnych, choć nie tylko. Dziś jest wicedyrektorem Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie.

TOK FM: Panie sędzio, odezwał się pan do mnie po moim tekście, w którym przedstawiciele organizacji pozarządowych, prawnoczłowieczych, wyrazili zastrzeżenia, co do zaproponowanej przez ministerstwo koncepcji w sprawie neo-sędziów. Chodzi m.in. o to, że neo-sędziowie mają wrócić na wcześniej zajmowane stanowiska, co budzi szereg wątpliwości i pytań, bo nie przewidziano od tego możliwości odwołania. Napisał pan do mnie m.in. takie mocne, poruszające słowa - 'Życie po reżimie wciąż nie jest łatwe'.

Sędzia Waldemar Żurek: Tak, postanowiłem się odezwać z kilku powodów. Ja strasznie lubię ludzi z organizacji prawnoczłowieczych, dlatego, że oni bardzo nas wspierali przez te ostatnie, bardzo trudne lata. Lata, w których setki osób były bezpośrednio niszczone. Ale dzisiaj mam wrażenie - i jest to dla mnie smutna konstatacja - że wiele z tych osób, z organizacji takich jak choćby Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Fundacja Batorego - zamiast przyjrzeć się temu, jak my funkcjonujemy w dalej przecież nieprzywróconej praworządności, przenosi ten punkt ciężkości na neo-sędziów i ich prawa. Nawet jest takie powiedzenie wśród sędziów i prokuratorów - tzw. FON, czyli Front Obrony Neonów. Ja mówię to z przekąsem, ale tak jest.

Smutne jest to, że nazywacie w ten sposób prawników, którzy w ostatnich latach byli z wami, a teraz mają wątpliwości co do proponowanych zmian. Nazywanie ich tak nawet w ramach żartu budzi mój sprzeciw.

Ja szanuję tych prawników, wielokrotnie dyskutowaliśmy i dyskutujemy, spieramy się na argumenty. Rozumiem ich obawy i rozumiem rolę organizacji pozarządowych, które stoją na czele walki o prawa człowieka. Ale nie rozumiem tego, że dzisiaj nikt się nie pochyla nad tysiącami polskich sędziów, którzy w ostatnich latach pracowali w fatalnych warunkach, pod ogromną presją, w czasie rządów PiS, którzy byli szykanowani i niszczeni. Nie mieli szans na awans, bo nie było legalnej Krajowej Rady Sądownictwa. To była codzienna walka o to, by w tym sądzie jakoś przetrwać i wytrwać. W konkursach przed neoKRS startowali koniunkturaliści, którzy byli w stanie zrobić wiele dla swojego awansu. I dziś podnosi się i krzyczy, że to oni mają prawa, które trzeba szanować.

Ale wie pan, panie sędzio, że pojawiają się głosy, że neo-sędziowie pójdą do Strasburga i będą wygrywać, bo np. udowodnią, że nie zagwarantowano im prawa do sądu, czyli do odwołania od decyzji o przeniesieniu na wcześniej zajmowane stanowisko?

A ja odpowiadam - proszę bardzo, niech idą do Strasburga. To jest właśnie prawo do sądu, prawo, z którego mogą skorzystać. A że będą wygrywać? W mojej ocenie, nie możemy wstrzymywać działań na rzecz jak najszybszego przywrócenia praworządności, patrząc na to, czy ktoś pójdzie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, czy też nie. Praworządność musi być przywracana mimo wszelkich przeciwności. A że jakiś neo-sędzia za kilka lat być może wygra w Strasburgu? Powiem krótko: trudno. Takie myślenie, nie może nas wstrzymywać w działaniu. Musimy to powiedzieć bardzo dobitnie - to nie my w ostatnich latach łamaliśmy prawo. Nikt nie zmuszał sędziów do ubiegania się o awans przed neoKRS czy do podpisywania list poparcia dla członków tej upolitycznionej instytucji. Nikt nikogo nie zmuszał do zostania prezesem czy wiceprezesem sądu za rządów Zbigniewa Ziobry

Zgadzam się w stu procentach, panie sędzio. Ten ostatni czas był czasem, gdy sędziowie musieli być odważni.

Odwaga to jedno, ale wymagana była też zwykła ludzka przyzwoitość. Jeśli ktoś widział np., że w jego sądzie dochodzi do bezprawnego zawieszania koleżanek i kolegów, do szykanowania ich, zsyłki do wydziałów, które nazywaliśmy 'koloniami karnymi' - widział to i nie reagował, to nic go nie usprawiedliwia. Umówmy się, nikt z tych sędziów, którzy zostawali neo-sędziami, nie głodował - ci ludzie byli godziwie wynagradzani, a mimo to postanowili wykorzystać moment na awans przed nielegalną, upolitycznioną Krajową Radą Sądownictwa. I nie można teraz mówić, że dzisiaj są tacy biedni, że mają być cofnięci na poprzednie stanowiska, że ich prawa będą łamane, że dzieje im się krzywda. No nie, ja się na taką narrację nie zgadzam. Ja czasami pytałem tych, którzy startowali w tych konkursach 'Dlaczego startujesz?'. I bywało, że słyszałem odpowiedź 'Bo mi się należy'. Odpowiadałem wtedy: 'Startujesz w biegu na 100 metrów, podczas gdy inni zawodnicy - równie świetni jak ty, ze znakomitym orzecznictwem - mają związane ręce i nogi. Zachowują się przyzwoicie i zgodnie z naszą Konstytucją'. Ale te argumenty często do tych osób nie trafiały.

Panie sędzio, to zostawmy wątek neo-sędziów. I skupmy się na tym, co pan do mnie napisał, czyli m.in. na tych słowach, że 'życie po reżimie wciąż nie jest łatwe'.

Dokładnie tak, nie jest łatwe. Jestem np. po pierwszej rozprawie w sądzie powszechnym, gdzie zostałem pozwany o naruszenie dóbr osobistych przez jednego z neo-sędziów, bo - rzekomo - miałem naruszyć jego godność jako neo-sędziego Sądu Najwyższego. Więc my dalej - przez to, że do tej pory nie uporządkowano tematu praworządności - dostajemy po głowie. Mam też pokłosie skarg nadzwyczajnych, czyli wisi nade mną np. sprawa cywilna, z kwotą ok. 90 tysięcy zł wraz z odsetkami za wiele lat. To jest pokłosie tego, że neo-sędziowie w tej sprawie odwrócili prawomocny, ostateczny wyrok sądu cywilnego. Nie mam wątpliwości, że to była sprawa na zlecenie, ale my to dalej znosimy. To się nie skończyło, wiele tych 'dziwnych' spraw się toczy.

Pan był jednym z najbardziej szykanowanych sędziów za PiS. I dalej pan jeździ po sądach i prokuraturach?

Niestety, to ciągle trwa. Ja mam już trzydziestu prawników, w różnych sprawach, dziś udzielałem kolejnej substytucji. To są sprawy dyscyplinarne, sprawy w prokuraturze, kwestie cywilne. Na tym nie koniec, jeżdżę też do sądów na sprawy osób, które łamały praworządność, bo tam z kolei jestem świadkiem. Mógłbym machnąć na to ręką, ale absolutnie tego zrobić nie można. Ci, którzy łamali praworządność, niszczyli sądownictwo, powinni za to odpowiedzieć

Napisał pan też do mnie: 'Tego, co wydarzyło się przez osiem lat władzy PiS, nie da się odwrócić. Miałem temat doktoratu, patrona. Wszystko się zawaliło, o życiu prywatnym nawet nie wspominam'

Tak, o życiu prywatnym mówić nie chcę. Staram się oszczędzać moją rodzinę po tych wielu dramatycznych latach. To, jaki był hejt, jakie koszty ponosiliśmy, może to kiedyś opiszę w swoich wspomnieniach. Ale najpierw muszę ochłonąć. To mnie nadal bardzo dużo kosztuje, gdy o tym mówię. Ale rzeczywiście tak było. Przed PiS-em miałem dwukrotnie propozycję, aby pójść na stałą delegację do Sądu Apelacyjnego, ale odmówiłem, bo widziałem, że już wtedy nad legalną Krajową Radą Sądownictwa zbierały się czarne chmury.

A sprawa doktoratu?

Miałem już zebrane materiały do pracy doktorskiej, miałem świetnego profesora, który zgodził się być moim patronem. Dziś nie jestem w stanie do tego wrócić, bo te osiem lat wszystko zmieniło. To było osiem lat walki o przetrwanie.

Zdrowotnie też dużo te lata pana kosztowały?

Tak, ale nie będę o tym mówił. Wie pani, część osób mi mówiła - zarówno lekarze, jak i prawnicy - że powinienem wziąć zwolnienie, bo muszę 'ogarnąć' swój organizm. Ale ja wiedziałem, że jeśli w tym czasie zajmę się moimi problemami zdrowotnymi, to wszyscy odbiorą to jako tchórzostwo czy ucieczkę. A nigdy nie chciałem, by w ten sposób - mnie czy innych sędziów - postrzegano. To dużo kosztowało, ale było warto. Nie mam co do tego wątpliwości. I teraz musimy odbudować praworządność. To najważniejsze dziś przed nami.