Protestowała za PiS, a rząd Tusk ją rozczarował. "Trzeba patrzeć politykom na ręcę"
Danuta Czechmanowska dziś jest wiceprzewodniczącą małopolskiego Komitetu Obrony Demokracji, ale też wiceszefową zarządu głównego. Na co dzień pracuje w Urzędzie Miasta w Krakowie i zajmuje się działaniami miasta na rzecz cudzoziemców - nowych mieszkańców. Realizuje miejski program "Otwarty Kraków".
W KOD jest od 2015 roku, czyli praktycznie od zawsze. Pamięta, że gdy na początku chciała dołączyć do grupy KOD na Facebooku, nie chciano jej tam "wpuścić". - Kontakt z KOD był wtedy wyłącznie przez Facebooka, a moją prośbę o dołączenie z jakichś powodów odrzucano. To było jeszcze przed wielką manifestacją w Krakowie, na 25 tysięcy osób. W końcu "załatwiłam" sobie wejście na grupę, przez Krzyśka Króla, którego znam jeszcze z KPN, ponieważ moja aktywność zaczęła się w wieku 16 lat, gdy zapisałam się do Konfederacji Polski Niepodległej. Wiem, wiem, to są strasznie odległe czasy - śmieje się Danuta.
"Za PiS widziałam podobne zniewolenie"
Podkreśla, że gdy PiS zaczął demolowanie państwa, poczuła się jak wtedy, gdy miała 16 lat, jeszcze za komuny i gdy też walczyła o wartości. - Widziałam podobne zniewolenie, zabieranie nam wszelkich praw, do tego to oszukiwanie, kłamstwo, cenzurę oraz próbę odbierania nam tego, co udało nam się wywalczyć w 1989 roku. Nie mogłam stać z boku, nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Czułam, że jeśli nie zareagujemy, w tym - ja nie zareaguję - to możemy się cofnąć do czasów, które pamiętam - opowiada.
Nie kryje, że działalność na rzecz walki o wartości takie jak demokracja czy prawa człowieka całkowicie ją pochłonęła. W latach 2015-17 nie zajmowała się praktycznie niczym innym. - Były tygodnie, że mieliśmy protesty niemal codziennie, zwłaszcza w okresie walki o sądy. Ta moja aktywność była możliwa dzięki pracodawcy, który patrzył z dużą wyrozumiałością na moją postawę. Byłam gościem w domu, ale mój dom był tylko moim domem, więc nikt nie protestował. Potem - zaczęło protestować zdrowie - opowiada gościni TOK FM. Na jakiś czas, z powodu choroby, musiała się z działalności KOD wyłączyć, ale ostatecznie wróciła.
Jak wspomina pierwsze lata w KOD?
Na początku na wszystko brakowało pieniędzy. - Na przykład nagłośnienie na demonstracje pożyczaliśmy od przyjaciół, od znajomej firmy. Na jedno z pierwszych spotkań przyszła dziewczyna, która miała świetną orientację, jak załatwia się wszystkie formalności związane z protestami, więc to była ogromna pomoc. A poza tym, my mieliśmy mnóstwo szczęścia - pojawiali się wśród nas ludzie, którzy mieli niesamowite umiejętności i wiedzę. Mieliśmy dziennikarzy, prawników, ekonomistów - KOD pobudził tak różne osoby, że w zasadzie nie brakowało nam żadnych fachowców. A pieniądze? Zrzucaliśmy się, po prostu. Każdy dawał tyle, ile mógł - opowiada Czechmanowska.
Jak dodaje, plakaty robiono w domach, bo krakowski KOD na początku nie miał biura. - To pojawiło się dopiero po roku, bo mieliśmy z nim problem. Nikt nie chciał nam wynająć pomieszczeń, bo zastanawiano się, czy nie jesteśmy polityczni. Biuro wynajął nam w końcu przyjaciel jednego z KOD-erów, dzisiaj członek KOD Wojtek de Tarnawa Broniewski. Udzielił nam lokalu na siedem lat - opowiada.
Była nawet skarga na mnie do mojego pracodawcy
Nie kryje, że istniały obawy, jak na działania takich inicjatyw zareaguje władza. - Był lęk, że PiS będzie nas zatrzymywać, że będziemy wyrzucani z pracy. Wiem, że była nawet skarga na mnie do mojego pracodawcy, że ja jako pracownik Urzędu Miasta występuję na protestach, a byłam już wtedy przewodniczącą KOD. W skardze napisano, że osoba, która występuje na protestach przeciwko władzy, nie powinna pracować w urzędzie. Ten odpowiedział jednoznacznie negatywnie na te żądania - podkreśla Danuta.
Przyznaje też, że aktywiści mieli poczucie, że mogą być podsłuchiwani. - Mieliśmy wśród siebie kolegę, który pracował kiedyś w służbach. I ustaliliśmy zasadę, że jeśli się spotykamy, to telefony zostawiamy na zewnątrz, wyłączone, nikt nie wchodził z komórką. Oczywiście, wśród wielu z nas było przekonanie, że to przesada, ale potem, jak przyszły informacje o Pegasusie, wiedzieliśmy, że jednak to ten nasz kolega miał rację - wskazuje gościni TOK FM.
15 października 2023, wybory i pytanie, co dalej?
Danuta Czechmanowska była pełna nadziei i radości po wyborach 15 października, wygranych przez demokratyczną większość. - Poczułam wtedy ulgę, bo miałam poczucie, że kolejnych czterech lat rządów PiS możemy już nie wytrzymać. Widziałam to u kolegów, że już nie dadzą rady dłużej protestować na ulicy. Osiem lat to jest bardzo długo. Pamiętajmy o tym, że wiele osób, które zaangażowały się w działalność społeczną, niejednokrotnie straciło przez to wszystko - rodzinę, pracę, znajomych, przyjaciół. Wielu z nas straciło też zdrowie, bo nikt nie miał wtedy czasu, by zająć się sobą - mówi Czechmanowska. Podkreśla jednocześnie, że KOD dał jej wielu przyjaciół i znajomych. - Poznałam wiele osób, których nigdy bym nie poznała, gdyby nie rządy PiS i ich zawłaszczanie państwa - wskazuje.
Czuje rozczarowanie rządami obecnej władzy. - Myślałam, że zmiany będą jednak zachodzić szybciej. Liczyłam, że np. w sprawie sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, zadziałają od razu, że skończy się wyrzucanie ludzi na Białoruś, czyli stosowanie push-backów. A stało się inaczej. Dlatego jestem rozczarowania i jest mi strasznie przykro - mówi w rozmowie z TOK FM Danuta Czechmanowska. - Moja obecność teraz w KOD jest po to, by patrzeć na ręce politykom i mówić "sprawdzam" - dodaje nasza rozmówczyni.
Posłuchaj podcastu!