Współpraca z prawicowymi mediami i ważny wyrok. Co się dzieje na uniwersytecie w Krakowie?
- Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie to dawny Uniwersytet Pedagogiczny;
- Od kilku lat sytuacja jest tam bardzo trudna. Z uniwersytetem pożegnało się ponad 100 wykładowców; trwają sprawy w sądach;
- Zapadł właśnie wyrok w sprawie UKEN i rektora, w efekcie którego odszkodowanie trzem zwolnionym profesorkom ma wypłacić teraz Sąd Okręgowy, z kasy Skarbu Państwa (wcześniej sędzia odraczał rozprawy tak długo, że sprawa przedawniła się);
- Uczelnia nawiązała współpracę z Tygodnikiem "Do Rzeczy", podpisano list intencyjny dotyczący m.in. utworzenia nowego kierunku studiów podyplomowych z zakresu mediów tożsamościowych.
Z redakcją TOK FM skontaktował się jeden z wykładowców Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. "Ostatnia działalność władz rektorskich UKEN świadczy o dalszym upolitycznieniu tej uczelni" - napisał pan Wojciech (imię zmienione, prawdziwe dane do wiadomości redakcji), nauczyciel akademicki. Wskazał przy tym na umowę, którą uczelnia niedawno zawarła z Tygodnikiem "Do Rzeczy".
Prawicowa gazeta oraz Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej podpisały list intencyjny o strategicznej współpracy - o czym informowano w komunikacie prasowym. Czytamy w nim, że chodzi m.in. o utworzenie - w nowym roku akademickim - nowego kierunku studiów podyplomowych z zakresu mediów tożsamościowych. Zajęcia, warsztaty i szkolenia mają być prowadzone przez dziennikarzy i publicystów "Do Rzeczy".
Porozumienie zakłada też m.in. rozwijanie współpracy redakcyjnej i promocyjnej między UKEN a redakcją czy udział przedstawicieli uczelni "w wybranych wydarzeniach specjalnych Tygodnika 'Do Rzeczy': debatach, konferencjach i galach".
Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie to dawny Uniwersytet Pedagogiczny. W 2024 roku znalazł się wśród dziesięciu najbardziej popularnych uczelni publicznych w Polsce. Studia stacjonarne pierwszego stopnia i jednolite studia magisterskie rozpoczęło tam ponad 5 tysięcy studentów.
O uczelni pisaliśmy na naszym portalu wielokrotnie. Od kilku lat sytuacja jest tam bardzo trudna. Z uniwersytetem pożegnało się ponad 100 wykładowców - część zwolniono, inni odeszli. Wielu pracowników zwracało uwagę, że uniwersytet nie pozostaje wolny od wpływów politycznych ówcześnie rządzących. - Kto okazuje się niewygodny, komu nie po drodze z obecną władzą albo ma inne zdanie, ten traci pracę. W tle jest wielka polityka - mówili nam profesorowie związani z uczelnią. Na uniwersytecie - za rządów Prawa i Sprawiedliwości - regularnie pojawiał się m.in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki czy ówczesny minister Przemysław Czarnek.
Poparcie dla Nawrockiego?
Nasi rozmówcy przekonują, że po zmianie władzy niewiele się pod tym względem zmieniło. W czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi UKEN zasłynął tym, że na jednej z tablic na uczelnianym korytarzu (na tablicy związku zawodowego "Solidarność") pojawiło się poparcie dla Karola Nawrockiego. Studenci mogli przeczytać m.in., że trzeba "odrzucić chore, lewackie ideologie na czele z LGBT", zaprzestać niekontrolowanych migracji "bardzo groźnych bandytów islamskich nastawionych roszczeniowo i wrogo do państw europejskich", a przede wszystkim "bezwzględnie odsunąć od rządów Donalda Tuska".
Można było również przeczytać, że Karol Nawrocki "jest nieposzlakowanym patriotą i obiecującym kandydatem na męża stanu gotowego wziąć na barki ciężar starań o wszechstronny rozwój ojczyzny, lepszą jakość życia jej mieszkańców i ich bezpieczeństwo".
Uczelniana "Solidarność" wydała oświadczenie, w którym podała, że rzeczywiście na tablicy znalazło się poparcie dla Nawrockiego, bo - jak wskazano - Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność" już w lutym 2025 roku podpisała z nim umowę programową.
Procedura odwołania dyrektora
Aktualnie trwa procedura odwołania rektora Piotra Borka ze stanowiska - została wszczęta przez Ministerstwo Nauki 2 września 2024 roku. Podstawą do jej wszczęcia był zarzut "rażącego lub uporczywego naruszania prawa", potwierdzony opinią Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Kolegium Rektorskiego Akademickich Szkół Polskich, które przyznało, że na uczelni doszło do licznych naruszeń praw pracowniczych (chodzi m.in. o zwolnienia pracowników, w tym profesorów, które kończą się sprawami w sądzie - częściowo już wygranymi przez naukowców).
Jak wskazywała w marcu "Gazeta Wyborcza", procedura ciągnie się już wiele miesięcy miesięcy i nic nie wskazuje na to, by niebawem miała się zakończyć. Rektor - jak pisała "Wyborcza" - sukcesywnie zasypuje Ministerstwo Nauki kolejnymi pismami, opóźniając decyzję resortu w sprawie odwołania go ze stanowiska.
Przełomowy wyrok
Tymczasem przed sądem pracy zapadł właśnie ważny wyrok w sprawie UKEN i rektora Borka. Jak pisze dziennikarka krakowskiej "Gazety Wyborczej" Angelika Pitoń, "sędzia Piotr Kowalski odraczał rozprawy tak długo, że sprawa zwolnienia trzech profesorek z krakowskiego Uniwersytetu im. KEN przedawniła się. Rektor Piotr Borek uniknął kary, a odszkodowanie kobietom wypłaci teraz Sąd Okręgowy, z kasy Skarbu Państwa".
Naukowczynie dostały potwierdzenie, że Sąd Okręgowy rzeczywiście działał na ich niekorzyść. Sąd Apelacyjny stwierdził, że wykładowczynie mają otrzymać po 10 tysięcy złotych od krakowskiego Sądu Okręgowego za przewlekłość postępowania. Sąd ma też zwrócić pieniądze za opłatę skargową oraz pokryć koszty udziału w postępowaniu ich pełnomocników.
"GW" przypomina, że sprawę w sądzie rektorowi wytoczyła Państwowa Inspekcja Pracy, która uznała, że uczelnia - zwalniając wykładowczynie: Katarzynę Parys, Annę Stolińską i Ninę Plutę-Podleszańską - złamała prawo.