Mieszkańcy przerażeni po ataku w Ostrołęce. "Płakać mi się chce"
Prokuratura potwierdza, że 19-letni nożownik z Ostrołęki, który wczoraj ranił w swojej szkole i okolicy 9 osób, wniósł na teren placówki domowej roboty ładunek wybuchowy. Jedna z mieszkanek Ostrołęki przyznała reporterowi TOK FM, że jest atakiem przerażona. - Płakać mi się chce, mój wnuczek tutaj chodzi. Mam informację od niego, że nożownik miał toporek, maczetę, ładunek wybuchowy w plecaku - mówiła kobieta.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym zaatakował napastnik w szkole w Ostrołęce?
- Dlaczego nie doszło do wybuchu ładunku w plecaku?
19-latek zaatakował nożem w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce. Poszkodowanych w ataku jest 5 uczniów, 2 nauczycieli i 2 przechodniów. Według służb stan poszkodowanych jest stabilny.
Okazało się, że w plecaku napastnik miał ładunek wybuchowy domowej roboty. Eksplozji udało się uniknąć prawdopodobnie dzięki szybkiej reakcji jednej z nauczycielek i uczniów, którzy wyrzucili jego plecak przez okno. Na miejscu interweniował zespół pirotechników.
Jakub Z. trafił do policyjnej izby zatrzymań. Miejscowa prokuratura wszczęła już śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa wielu osób. Sprawca ma usłyszeć zarzuty.
Jedna z mieszkanek Ostrołęki przyznała reporterowi TOK FM Cezaremu Jaszczykowi, że jest atakiem przerażona. - Płakać mi się chce, mój wnuczek tutaj chodzi. Mam informację od niego, że [nożownik - przyp.red.] miał toporek, maczetę, ładunek wybuchowy w plecaku - mówiła kobieta.
Źródło: TOK FM