Nowy sposób w leczeniu gruźlicy. "Musimy być przygotowani, że i u nas chorych może być więcej"
Gruźlica wielolekooporna to choroba, w której prątki gruźlicy uodporniły się na najczęściej stosowane leki. Trzeba więc szukać innych terapii. Leczenie jest długie i odbywa się w szpitalu. Przynajmniej tak to wyglądało w Polsce do tej pory.
Teraz - dzięki pilotażowemu programowi - możliwe będzie leczenie pacjentów w domu. Lekarze bez Granic i WHO sfinansowali zapas leków dla pacjentów, w tym grupy chorych z Ukrainy, którzy trafili do Polski w obliczu wojny. - Są to najczęściej matki z dziećmi. Nie mogłyby zostawić swoich dzieci i iść do szpitala na długie leczenie. Teraz, dzięki programowi, szpital nie będzie potrzebny. Leczenie będzie się odbywać w domu - mówi Draginja Nadażdin, dyrektorka Lekarzy bez Granic w Polsce.
Dlaczego takiego domowego leczenia wcześniej u nas nie było? Jak słyszymy, pacjentów z gruźlicą wielolekooporną 'było w Polsce mało'. - Nie mieliśmy odpowiednich doświadczeń w leczeniu tej choroby. Natomiast lekarze z Ukrainy takie doświadczenie mają, podobnie jak Lekarze bez Granic. I my teraz wprowadzamy to u nas - mówi dr Adam Nowiński, koordynator z ramienia Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie. - Musimy być otwarci na nowe doświadczenia. Musimy być przygotowani, że i u nas chorych może być więcej. Postanowiliśmy zareagować wcześniej i przygotować się na ewentualne nowe sytuacje - dodaje lekarz.
W programie uczestniczy 51 osób z Ukrainy
Ten nowy standard leczenia to mniej toksyczna terapia lekowa prowadzona w domu. Pacjenci objęci taką kuracją nie zarażają, mogą prowadzić normalne życie. - Leczenie gruźlicy wielolekoopornej w znakomitej większości przypadków może i powinno być realizowane w domu, przy wsparciu rozwiązań telemedycyny. Przebywanie w swoim domowym środowisku z możliwością aktywności społecznej i zawodowej podnosi kondycję psychiczną i fizyczną pacjentów, i zwiększa skuteczność leczenia - mówi Joanna Ladomirska, koordynatorka medyczna Lekarzy bez Granic w Polsce.
Celem pilotażu jest m.in. zapewnienie ciągłości leczenia uchodźcom z Ukrainy, którzy jeszcze u siebie leczyli się na gruźlicę wielolekooporną. - Lekarze bez Granic docierają do tych osób i kierują je do właściwych placówek medycznych, w których mogliby kontynuować terapię lekową rozpoczętą w swoim kraju. Otrzymują też od nas niezbędną do przeprowadzenia dalszej terapii pomoc socjalną, a często również psychologiczną - mówi TOK FM Draginja Nadażdin. Obecnie w programie uczestniczy łącznie 51 osób z Ukrainy.
'Jak najlepsza opieka nad pacjentem'
Dr Adam Nowiński z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, który jest koordynatorem programu, podkreśla, że tak naprawdę projekty są trzy. - Pierwszy z nich ma charakter szybkiej reakcji na sytuację związaną z wojną i uchodźcami. I ten projekt realizujemy właśnie wspólnie z WHO i Lekarzami bez Granic. Drugi program jest ministerialny i on pozwoli nam w ciągu dwóch lat opracować najbardziej optymalny model leczenia. I wreszcie trzecia rzecz - program lekowy, który jest planowany mniej więcej w połowie tego programu pilotażowego. Także można powiedzieć, że to wszystko się łączy, a chodzi o jak najlepszą opiekę nad pacjentem - dodaje Nowiński.
- Szkolimy i przekazujemy polskim lekarzom swoje dotychczasowe doświadczenie i pokazujemy, jak systemowo rozwiązać tę sprawę. Najważniejsze dla nas jest to, aby osoby, które chcą skorzystać z leczenia, wiedziały, gdzie się mogą udać i dostać pomoc. Naszym głównym celem jest pokazanie, że taki sposób leczenia tej choroby może być też zastosowany w Polsce - mówi Nadażdin.
I dodaje, że doświadczenie Ukrainy jest inne niż w Polsce. - Tam o wiele wcześniej rozpoczęto tego typu terapię. Możliwe było sprawdzenie, czy pośród tych osób, które przybyły do Polski, są osoby, które potrzebują kontynuacji terapii - mówi dyrektorka Lekarzy bez Granic. Podkreśla też, że Lekarze bez Granic prowadzili już wcześniej, od 2014 roku, we wschodniej Ukrainie projekty związane z leczeniem gruźlicy.
Lekarze bez Granic - w pierwszym okresie pilotażu - dostarczyli leki do pełnego leczenia ambulatoryjnego dla 35 pacjentów. Wsparcia udzieliło również WHO - organizacja przekazała m.in. leki dla dalszych 100 kuracji. - Mamy w Polsce kobiety z dziećmi, które przyjechały do nas w obliczu wojny i uznaliśmy, że nie powinniśmy na siłę 'wtłaczać' ich w nasz system leczenia, tylko bardziej etyczna będzie zmiana naszego systemu i wprowadzenie pewnych schematów leczenia, które były realizowane u nich - podsumowuje dr Nowiński.