,
Obserwuj
Mazowieckie

Ponad 500 dni za kratami strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców. "Wreszcie wolny. Schodzi z niego stres"

3 min. czytania
11.05.2023 17:58
Na pryczy, za kratami, przez 518 dni - taki los spotkał mężczyznę z irackiego Kurdystanu, który przebywał w zamkniętym ośrodku w Lesznowoli. Wyszedł, bo jego stan zdrowia bardzo się pogorszył. - Nie tak to powinno wyglądać - mówi nam prawnik, który na co dzień pomaga migrantom m.in. z polsko-białoruskiej granicy.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska/ Agencja Wyborcza.pl

Ośrodek strzeżony to miejsce, które rygorem przypomina więzienie. Jest to przestrzeń zamknięta, najczęściej otoczona murem. W oknach znajdują się kraty, sale są wieloosobowe. Cudzoziemcy coraz częściej nie wytrzymują przedłużających się pobytów w zamknięciu i podejmują głodówki. W ośrodku w Lesznowoli na Mazowszu taka głodówka właśnie trwa.

 

Pan Kamal (imię zmienione) też kilka miesięcy temu głodował. Miał dość przebywania za kratami. Gdy w grudniu 2021 roku przedostawał się do Polski (przekraczał polsko-białoruską granicę w lasach na Podlasiu), nie przypuszczał, że trafi do miejsca przypominającego więzienie. Spędził w nim 518 dni, czyli ponad 17 miesięcy.

- [Kamal] Uciekł z irackiego Kurdystanu ze względu na obawę prześladowania. Chciał złożyć wniosek o nadanie statusu uchodźcy, ale wszczęto wobec niego postępowanie powrotowe. Co ważne, w tej sprawie zachowała się kartka, w której - oprócz pełnomocnictwa - jest wyraźnie napisane, że prosi o ochronę międzynarodową w Polsce - mówi Tomasz Sieniow z Fundacji Instytut na Rzecz Państwa Prawa.

Jak dodaje, udało się wstrzymać deportację dzięki dziesiątkom pism złożonych w sprawie pana Kamala. To m.in. 10 pism i stanowisk z wnioskami dowodowymi i pięć zażaleń na postanowienia Sądu Rejonowego w Grójcu o przedłużeniu pobytu w ośrodku strzeżonym. W przygotowanie dokumentacji zaangażowanych było ośmiu prawników.

- Nasze działania zapobiegły deportacji, ale żadne z nich nie spowodowało zwolnienia cudzoziemca z ośrodka - mówi Sieniow. I dodaje, że mężczyzna wyszedł tylko dlatego, że bardzo pogorszył się stan jego zdrowia. - Cieszymy się, że jest wolny. Schodzi z niego stres, który mu towarzyszył, a był związany z obawą, że Polska odeśle go do Iraku. W naszej ocenie ten stres nie był uzasadniony, bo od kilku miesięcy - w innych ośrodkach - Irakijczycy byli wypuszczani ze względu na to, że nie ma ich gdzie deportować. W Lesznowoli tak się jednak nie działo - wyjaśnia nam prawnik.

Głodówka w akcie sprzeciwu

- Przez kilka tygodni mężczyzna prowadził głodówkę. Schudł 20 kilogramów. Wreszcie Straż Graniczna w Lesznowoli dojrzała do decyzji, że Polska nie jest w stanie go deportować w jakiejkolwiek realnej perspektywie czasowej - dodaje.

Aktualnie Kamal przebywa pod opieką jednej z organizacji pozarządowych. - Teraz przed nami batalia o uregulowanie jego sytuacji pobytowej w Polsce. Nie będzie to łatwe, ale próbujemy. Na razie czekamy na przywrócenie terminu przed sądem - tłumaczy Sieniow.

Nasz rozmówca przekonuje też, że gdyby Straż Graniczna od razu przyjęła od cudzoziemca wniosek o nadanie statusu uchodźcy, mógłby przebywać w ośrodku zamkniętym tylko do 60 dni. Tak się jednak nie stało.

 

Długie pobyty w ośrodkach zamkniętych często kończą się depresją, stanami lękowymi, myślami samobójczymi. By się im sprzeciwić cudzoziemcy podejmują protesty, w tym protesty głodowe. Pisaliśmy o nich wielokrotnie, m.in. TUTAJ. Do zamkniętych ośrodków trafiają także dzieci, mimo że prawo na to nie pozwala. Siedzą w nich razem ze swoimi rodzicami. Opisywaliśmy m.in. próbę samobójczą nastolatki, która nie mogła wytrzymać długiego pobytu w zamknięciu.

- Myślę, że w naszym kraju zbyt łatwo decydujemy o przedłużeniu pobytu jednego czy drugiego cudzoziemca w strzeżonych ośrodkach. Nie uważamy wolności człowieka za wartość, którą trzeba chronić. Sądy nie przejmują się tym, że ktoś siedzi w zamknięciu 12 czy 18 miesięcy, a koszt niewydolności państwa ponoszą w tym wypadku migranci. Nie są przecież winni temu, że państwo nie może w ciągu trzech czy czterech miesięcy na przykład znaleźć tłumacza - mówi Sieniow.

'Zielona granica'

Tymczasem właśnie zakończyły się zdjęcia do filmu Agnieszki Holland 'Zielona granica'. To opowieść o tym, że każdy z nas może nieoczekiwanie znaleźć się w sytuacji granicznej i dokonywać wyborów pomiędzy dobrem a złem. Scenariusz filmu powstał na bazie prawdziwych wydarzeń, które dzieją się na polsko-białoruskiej granicy. Przygotowania do filmu objęły setki godzin analizy dokumentów, wywiady z uchodźcami, strażnikami granicznymi, mieszkańcami pogranicza, aktywistami i ekspertami.

W obsadzie międzynarodowej koprodukcji znaleźli się m.in.: Maja Ostaszewska, Tomasz Włosok, Piotr Stramowski, Agata Kulesza, Maciej Stuhr i Magdalena Popławska oraz zagraniczni aktorzy - Jalal Altawil, Behi Djanati Atai i Mohamed Alarashi. Scenariusz filmu jest wspólnym dziełem Agnieszki Holland, reżyserki Gabrieli Łazarkiewicz-Sieczko oraz pisarza Macieja Pisuka (scenarzysty 'Jesteś Bogiem').