,
Obserwuj
Mazowieckie

Kupcy z Marywilskiej są wściekli. "Możemy zrobić to, czego miasto boi się najbardziej"

Cezary Jaszczyk
2 min. czytania
01.03.2024 18:34
Kupcy z centrum handlowego Marywilska 44 nie składają broni w walce o obniżkę czynszów. Gdy w ratuszu trwały pierwsze mediacje między ich przedstawicielami a zarządcą obiektu, przed budynkiem trwał protest. Kupcy zapowiadają, że jeśli miasto im nie pomoże, to "wrócą do korzeni" i rozłożą swoje stragany na placu Defilad.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

O tym, że sytuacja z najmem lokali przy Marywilskiej jest trudna, kupcy mówili już na wcześniejszych protestach. Większość z nich to Wietnamczycy, którzy swoje pierwsze biznesy zaczynali jeszcze na słynnym Stadionie Dziesięciolecia. Część z kupców na Marywilską trafiła z Kupieckich Domów Towarowych, które mieściły się na placu Defilad, skąd wyprowadzono ich siłą za czasów prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Punktem zapalnym piątkowych protestów przed ratuszem była styczniowa podwyżka czynszów o ok. 11 procent. Ostatecznie została zmniejszona do 5 procent. Ale jak twierdzą kupcy, to wciąż za dużo. Zwłaszcza że, jak dodają, dotychczasowe stawki i tak nie odpowiadają rynkowej średniej. Za lokal o wielkości 30 metrów kwadratowych trzeba zapłacić od 5 do nawet 9 tys. zł miesięcznie.

- Ta sytuacja dotyczy bardzo wielu osób. Jesteśmy wykorzystywani przez firmę zarządzającą obiektem. Narzucane są nam nieuczciwe umowy. Do tego dochodzą bardzo wysokie czynsze. W tym momencie pracujemy już tylko na opłatę tej lichwy. Nie jesteśmy w stanie zarobić tak dużych pieniędzy, by zapłacić 9, czy nawet 6 tys. A musimy też przecież z czegoś żyć. Toniemy w długach - mówi rzeczniczka protestujących i jedna z najemczyń, Danuta Sornat-Kot.

Protestujący z Marywilskiej grożą: Wrócimy na plac Defilad

Protestujący zapowiadają, że jeśli miasto nie stanie po ich stronie, rozstawią swoje stragany na placu Defilad.

- Miasto obiecało nam bezpieczne miejsce do pracy. Ostatecznie 'sprzedało nas' firmie zarządzającej. Jeśli nie dojdziemy do porozumienia, zrobimy to, czego miasto najbardziej się boi. Rozłożymy się na placu Defilad z naszymi starymi stadionowymi łóżkami i tam będziemy sprzedawać. Jeśli miasto opowie się po stronie korporacji, która nawet nie jest zarejestrowana w Warszawie, zrobimy to. Mamy też inne możliwości i plany. Zarejestrowaliśmy 30-dniowe protesty na placu Defilad i placu Bankowym. Mówimy też o okupacji całego centrum przy Marywilskiej - dodaje Danuta Sornat-Kot.

Protestujący podejrzewają, że skokowe podwyżki czynszów mogą mieć związek z planem 'oczyszczenia' terenu z handlujących i przeznaczenia go np. pod zabudowę mieszkaniową. W okolicy w ostatnich latach powstaje bardzo dużo nowych osiedli mieszkaniowych.

Kupcy z Marywilskiej skarżą się na zarządcę

Część kupców, którzy pojawili się w piątek przed ratuszem, opisywała nam nieuczciwe, jak twierdzą, praktyki zarządcy obiektu. Rozmówcy prosili o nieujawnianie ich danych. Z ich relacji wynika, że wynajmujący lokale nie mają możliwości trzymiesięcznego wypowiedzenia umowy z zarządcą. Jak twierdzą, na Marywilskiej obowiązuje też 'niepisany cennik lokali', którego ostateczne stawki mają zależeć od osobistych sympatii zarządzających obiektem, a nie od realnych czynników, jak na przykład położenie czy liczba wynajmowanych boksów.

Zwróciliśmy się już o komentarz w tej sprawie do zarządcy. Zamieścimy go w tym miejscu po otrzymaniu odpowiedzi.