,
Obserwuj
Mazowieckie

Nie tylko zły stan. Dlaczego państwowy deweloper chce burzyć osiedle w Wilanowie?

Cezary Jaszczyk
3 min. czytania
20.03.2024 14:34
Koalicja Lewicy i Miasto Jest Nasze ostrzega przed planami Polskiego Holdingu Nieruchomości na terenie jednego z osiedli w Wilanowie nazywanego "zatoką czerwonych świń". Chodzi o 23 bloki z lat 80. Na ich miejscu ma powstać nowe osiedle. Deweloper twierdzi, że stare budynki są "zdegradowane". Z odpowiedzi na pytania przesłane przez TOK FM wynika coś jeszcze.
|
|
fot. Agencja Wyborcza.pl/X@MartaMarczak_/KaK

Plany państwowego Polskiego Holdingu Nieruchomości nagłośniła Marta Marczak, kandydatka Lewicy i Miasto Jest Nasze do Rady Warszawy. "Jestem mieszkanką tego osiedla i nie godzę się na jego zniszczenie. PHN należy do Skarbu Państwa. Mamy prawo oczekiwać, że dobro mieszkańców będzie ważniejsze niż budowanie kolejnych aktywów dla inwestorów. Bo to głównie ich stać dziś na zakup mieszkań" - podała w serwisie X.

 

Chodzi o 23 bloki położone między ulicami Stanisława Lentza i Królowej Marysieńki na Wilanowie Wysokim. Budynki pochodzą z lat 80. Dla części mieszkańców to modelowy przykład układu urbanistycznego tamtej epoki. Inni kojarzą osiedle głównie z zamieszkującymi je niegdyś partyjnymi elitami. Stąd popularna wśród warszawiaków nazwa "zatoka czerwonych świń".

Część osiedla miałaby zostać zrównane z ziemią. W miejsce starych bloków Polski Holding Nieruchomości chce postawić nowe budynki (o czym więcej w dalszej części tekstu). Aktywiści ostrzegają, że pod topór poszłyby także okoliczne drzewa.

 

W mediach zawrzało

Sprawę burzonego osiedla w Wilanowie podniosła kandydatka Lewicy i MJN na prezydenta Warszawy Magdalena Biejat. Temat odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych. Głos zabrał m.in. Filip Springer, znany reportażysta, autor licznych książek o urbanistyce i polskiej przestrzeni.

"Mamy katastrofę klimatyczną, architektura jest jednym z głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Sama produkcja cementu to około 10 procent globalnych emisji. To jest dobre, funkcjonalne osiedle, pewnie miejscami wymagające remontu, ale nie ma tam obejmującej ponad dwadzieścia budynków katastrofy budowlanej. Takich rzeczy się po prostu nie robi" - napisał Springer w mediach społecznościowych.

 

Co na to deweloper?

Do sprawy odniósł się też sam Polski Holding Nieruchomości, który wydał oświadczenie. Grupa potwierdziła, że "po wyburzeniu starych zdegradowanych budynków" - na posiadanych 4,3 ha - planuje "wybudować w czterech etapach zespół 16 budynków wielorodzinnych, na ok. 600-800 mieszkań w średnim standardzie".

W odpowiedzi na nasze pytania PHN wskazuje, że: "W przypadku inwestycji na Wilanowie nie tyle chodzi o ich [budynków] obecny stan, ile o możliwość modernizacji i wykorzystania tych lokali".

"W obecnych budynkach przeważają duże mieszkania, o średniej wielkości ponad 100 metrów kwadratowych, co ogranicza popyt tak w zakresie sprzedaży, jak i najmu długoterminowego. Dostosowanie ich powierzchni do średniej rynkowej wymagałoby przebudowy układów mieszkań, wymiany wszystkich instalacji. (?) Do tego nie spełniają obecnych norm środowiskowych. (?) Remont na taką skalę byłby długotrwałą inwestycją, równie uciążliwą np. pod względem hałasu i emisji dla środowiska" - przekazuje PHN w odpowiedzi na nasze pytania.

Dalej wskazuje, że "potencjalni mieszkańcy [osiedla - po remoncie] nie uzyskaliby dostępu do terenów zielonych, podziemnego parkingu, miejsc postojowych dla rowerów, oferty usługowo-handlowej, placówki oświatowej, co przewiduje koncepcja urbanistyczno-architektoniczna nowego osiedla".

Aktualnie PHN jest w trakcie kompletowania dokumentacji i wymaganych zgód na rozpoczęcie inwestycji. Firma nie jest w stanie potwierdzić, kiedy mogłaby rozpocząć wyburzanie.

Sprawa zresztą nie jest zupełnie nowa - po prostu teraz została nagłośniona przez aktywistów. Już w ubiegłym roku stołeczna "Gazeta Wyborcza" opisywała, że deweloper przymierza się do takich zmian. Inwestycja miałaby powstać w trybie "lex deweloper", który pozwala na realizację inwestycji wbrew planom zagospodarowania przestrzennego. "GW" zwracała bowiem uwagę, że teren objęty jest takim planem, a jego zapisom nadano taki kształt, by zapobiec dogęszczaniu osiedla.

Bloki do wyburzenia. Co z ludźmi?

Pozostaje też pytanie, co z osobami, które mieszkają na osiedlu, którego dotyczy spór. "W niektórych budynkach część lokali została wynajęta w ramach najmu instytucjonalnego kilku firmom, które - według naszej wiedzy - podnajmują je pracownikom sezonowym, osobom z kartą czasowego pobytu w Polsce, w tym imigrantom z Ukrainy. Wzrost zainteresowania tego rodzaju usługami jest przejściowy" - wskazuje deweloper.

Dalej przekonuje, że "wcześniej zainteresowanie tymi lokalami było znikome", a PHN wynajmował wówczas je głównie na biura. "Jeśli (?) spółka podejmie decyzję o rozpoczęciu fazy przygotowawczej, wszyscy najemcy zostaną o tym poinformowani z odpowiednio długim czasem na przeprowadzkę. Część z nich, o ile wyrażą zainteresowanie, będzie mogła skorzystać z naszej oferty w innych lokalizacjach w Warszawie" - czytamy w odpowiedzi dewelopera.