Igor Tuleya chce miliona złotych odszkodowania od byłych szefów. "Muszą ponieść konsekwencje"
Sędzia Igor Tuleya pozywa 11 osób. Wśród nich są m.in.: rzecznicy dyscyplinarni dla sędziów Piotr Schab i Przemysław Radzik, którzy przez dłuższy czas byli też prezesami Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie pracuje Tuleya. Nie dopuszczali go do orzekania, mimo orzeczenia TSUE mówiącego o tym, że Izba Dyscyplinarna (która go zawiesiła) nie jest sądem.
Sędzia Tuleya pozywa również obecną prezes warszawskiego okręgu Joannę Przanowską-Tomaszek, która też nie dopuszczała go do normalnej pracy za stołem sędziowskim.
Wśród pozostałych pozwanych są m.in. rzecznik dyscyplinarny Michał Lasota czy członek neo-KRS Dariusz Drajewicz. Ten drugi w 2017 roku był wiceprezesem Sądu Okręgowego w Warszawie i zażądał wyjaśnień dotyczących wydanego przez Igora Tuleyę orzeczenia w słynnej sprawie związanej z głosowaniem posłów w 2016 roku w Sali Kolumnowej Sejmu.
Pozwani przez Tuleyę, jak słyszymy, zostaną też prokuratorzy, którzy ścigali sędziego czy członkowie Izby Dyscyplinarnej. Pozew dotyczy takich kwestii jak dobre imię czy renoma zawodowa.
- Zarzuty, które stawiała mi prokuratura, a które potem znalazły się w tzw. Izbie Dyscyplinarnej i zostały zaakceptowane przez moich przełożonych, przede wszystkim godziły w mój wizerunek jako sędziego, ale też dotykały mnie jako człowieka - mówi TOK FM Igor Tuleya. - Stawianie sędziemu zarzutu kryminalnego jest poniżające i tak naprawdę uniemożliwia mu wykonywanie pracy, pełnienie tej służby. Mogę sobie tylko wyobrazić, co strony postępowania myślą, kiedy widzą mnie na sali sądowej; co myślą sobie interesanci, którzy mijają mnie na sądowych korytarzach. Dlatego uważam, że sprawcy tego, co mnie spotkało, muszą ponieść jakieś konsekwencje - tłumaczy gość TOK FM.
Czego domaga się Igor Tuleya?
Sędzia Igor Tuleya informuje, że domaga się przeprosin, ale też miliona złotych - solidarnie od wszystkich pozwanych. - Nie domagam się tych pieniędzy od Skarbu Państwa, czyli obywateli, ale domagam się i pozywam tych, którzy dopuścili się wobec mnie represji. Ten pozew jest podsumowaniem ostatnich lat. Nie dotyczy wyłącznie mnie, ale też wielu innych sędziów, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji - dodaje nasz rozmówca.
Jak podkreśla, dużą satysfakcją będzie dla niego ujrzenie tych kilkunastu osób w sądzie, po przeciwnej stronie, gdzie będzie mógł pokazać bezprawie ostatnich lat. - Nie ma we mnie chęci zemsty - zapewnia. Mówiąc o sprawie, którą wytacza, nawiązuje do procesu w Norymberdze. - Mam oczywiście na myśli drugi proces norymberski, o którym mniej się mówi, czyli postępowanie, które dotyczyło prawników, którzy sprzeniewierzyli się uczciwości i jakimkolwiek zasadom. Tutaj również pewne kwestie powinny być wyjaśnione, w tym to, co kierowało prokuratorami, którzy powinni być niezależni, a stawiali absurdalne zarzuty - dodaje Tuleya.
Kim jest Igor Tuleya?
Igor Tuleya jest związany z sądownictwem od blisko 30 lat. - Nigdy nie wyobrażałem sobie, że moja służba sędziowska może potoczyć się w taki sposób, jak to wymyślili ci, którzy w ostatnich ośmiu latach rządzili w kraju. Te bezprawne wobec mnie zarzuty, nagłaśniane m.in. w prorządowych mediach, skutkowały rozmaitymi atakami w mediach społecznościowych, ale też zaczepkami na ulicy. Oczywiście można było się jakoś na to przygotować, ale pamiętajmy - o czym mówili nam też sędziowie z Turcji - że gdy musimy się z tym mierzyć, to jednak jesteśmy sami. To nie było łatwe ani przyjemne - tłumaczy nasz rozmówca.
Jak mówi, wielokrotnie na ulicy spotykał się z oznakami sympatii i wsparcia ze strony obywatelek i obywateli, ale też z atakami drugiej strony: słownymi i fizycznymi. - Pewnie ze trzy razy miałem takie sytuacje, gdzie dochodziło do szarpaniny. Ostatnia była chyba we wrześniu 2023 roku, przed wyborami parlamentarnym - wspomina. - Też nie wiadomo, jak się w takiej sytuacji zachować. Zawiadamianie organów ścigania chyba mijało się z celem. Najlepiej świadczy o tym afera hejterska w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wydawałoby się, że to prosta sprawa, tymczasem świadomie i bezprawnie wydłużano to postępowanie przygotowawcze w nieskończoność i gdyby nie niezależne media, to pewnie nie dowiedzielibyśmy się, kto stał za farmą trolli w ministerstwie - dodaje gość TOK FM.
Czas szykan sędzia Igor Tuleya wykorzystał na spotkania z obywatelami i obywatelkami m.in. w ramach wyjazdów z Tour de Konstytucja. - Żeby nie pogrążyć się w czarnych rejonach życia, gdy pozostawałem bez pracy, musiałem coś robić. Podjąłem więc aktywizm sędziowski: udział w kafejkach prawnych, spotkania z obywatelami. Krótko mówiąc - realizowałem ideę sędziego obywatelskiego, który nie ogranicza swojej aktywności do sali sądowej - wskazuje nasz rozmówca.
Nie kryje też, że cała sytuacja odbiła się na jego zdrowiu. - Jak każdy staruszek, uskarżam się na rozmaite dolegliwości. Na pewno bym się lepiej czuł, gdybym nie musiał przechodzić tego, co przechodziłem, ale trzeba patrzeć z optymizmem, do przodu. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Aktualnie czuję się znakomicie - przyznaje Tuleya.
Dziś, jak mówi, ważne są dla niego zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Docenia to, że w wielu sądach w Polsce doszło już do zmiany prezesów, ale w Sądzie Okręgowym w Warszawie - wciąż nie. Mimo, że sędziowie wysłali list do ministra sprawiedliwości, wskazując, że czekają na zmiany. - Pod pismem podpisała się znaczna część sędziów. Przedstawiliśmy nasze zastrzeżenia do aktualnych władz naszego sądu. Ale reakcji na razie nie ma - mówi Tuleya. Jak dodaje, wśród warszawskich sędziów widać zniechęcenie i rozczarowanie tym, że nic się nie dzieje. - Rozumiem, że prof. Adam Bodnar nie jest szefem pogotowia, tylko kieruje Ministerstwem Sprawiedliwości, ale będąc sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie mam wrażenie, że ciągle żyjemy w minionej epoce tych ośmiu ostatnich lat - dodaje gość Radia TOK FM.