,
Obserwuj
Mazowieckie

Oburzenie po rapowym festiwalu w środku Warszawy. Tego organizatorzy "nie wzięli pod uwagę"

3 min. czytania
16.07.2024 12:07
Weekendowy festiwal rapowy Clout Festival, ze względu na potężny hałas, rozsierdził mieszkańców warszawskiego Mokotowa i nie tylko. Zdaniem dziennikarza "Polityki" Jakuba Knery nie ma przeciwwskazań dla organizowania tego typu imprez w przestrzeni miejskiej. Spełnione muszą być jednak pewne warunki.
|
|
fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl

W miniony weekend 13-14 lipca na Torze Wyścigów Konnych Służewiec odbył się rapowy Clout Festival. W mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo komentarzy na temat hałasu i dudnienia, które dobiegało do mieszkań, nie tylko tych sąsiadujących z terenem wydarzenia. Głośno było do wczesnych godzin porannych - zgodnie z festiwalową rozpiską ostatnie koncerty zaczynały się o godzinie 3.

Jak opisywała 'Gazeta Wyborcza', w czasie trwania festiwalu warszawska Straż Miejska przeżywała prawdziwe oblężenie, ponieważ nie milkły telefony od oburzonych mieszkańców. Wśród nich znalazł się nawet były już poseł Prawa i Sprawiedliwości i były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

"Nagłośnienie na pełną moc i mimo że mieszkam od tego miejsca 3,5 km, to przy zamkniętych oknach słyszałem uderzenia basu. Nie dało się spać. Drżały okna. Do 2 w nocy! W stolicy cywilizowanego kraju ktoś wydaje decyzję, że można - przepraszam za wyrażenie - nap..lać do bladego świtu?" - napisał do redakcji "GW" polityk ze swojego mieszkania na Mokotowie.

Przedstawiciele służb mieli jednak związane ręce, ponieważ na organizację Clout Festival zgodził się warszawski ratusz.

Oni też przegrywają z katastrofą klimatyczną. Jaka przyszłość czeka koncerty?

Czy interesy organizatorów festiwali w miastach i jego mieszkańców da się jakoś pogodzić? W ocenie dziennikarza Jakuba Knery "najważniejsze jest, żeby myśleć o sobie nawzajem". - Obie strony powinny mieć świadomość tego, że po drugiej stronie jest ktoś, komu może to przeszkadzać. Takie festiwale odbywają się nie tylko w Warszawie i zdarza się, że jest trochę za głośno. Wiadomo, że gdy to odbywa się pierwszy raz, to nie można być na to przygotowanym, natomiast trzeba brać pod uwagę to, że w mieście są też inni mieszkańcy i że może im to przeszkadzać - komentował współpracownik tygodnika "Polityka" w "Pierwszym Programie" w TOK FM.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Festiwale w miastach. "Nie musi być tak głośno"

Innym rozwiązaniem dla organizatorów Clout Festival jest przeprowadzka poza miasto. Jakub Knera podał tu przykład jednej z największych tego typu imprez, czyli Open'er Festival, który przez pierwszych kilka lat odbywał się w centrum Gdyni, a w 2006 roku przeniósł się na lotnisko Kosakowo.

Minęła 21:37, na Ruczaju słychać dzwon. Mieszkańcy są wściekli. 'Nie daje spać dziecku'

- Wiadomo, że najlepszym rozwiązaniem jest wyjechanie poza miasto - ocenił dziennikarz. Jednak - jak dodał, warszawski Służewiec też może być odpowiednim miejscem, ale pod określonymi warunkami. - Jest możliwość, żeby organizować tego typu imprezy w przestrzeni miejskiej w określonej godzinach i w określonej głośności. Być może to jest też kwestia ustawienia scen w taki sposób, żeby dźwięk nie roznosił się tak bardzo po mieście. Nie musi być tak głośno, żeby słyszało to całe miasto - podsumował Jakub Knera w TOK FM.

Clout Festival. Skandal z ochroną

Głośna muzyka do białego rana to, jak się okazało, niejedyny problem organizatorów Clout Festival. Po imprezie w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się nagrania i relacje wskazujące na to, że ochrona zachowywała się agresywnie wobec niektórych uczestników wydarzenia. Sprawę szeroko opisał portal Onet.

- Stałem z kolegą przy barierkach i w pewnym momencie zaczął napierać na nas tłum z tyłu. Więc my siłą rzeczy też napieraliśmy na te barierki, tylko nie z naszej winy. Było dość niebezpiecznie, bo jak ktoś by upadł, to mógłby zostać stratowany. Można więc było otworzyć te barierki, żeby nie dopuścić do takich sytuacji. Zamiast tego ochroniarze wpadli w tłum i zaczęli tłuc, kogo popadnie. Oczywiście nie wszyscy, większość zachowywała się w porządku, nawet dawali wodę. Ale była taka grupa, w której ci ochroniarze byli naprawdę agresywni - relacjonował jeden z uczestników w rozmowie z Onetem.

"Bramki pod sceną zostały ustawione zgodnie z wytycznymi właściwych służb w celu zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom imprezy. Takie same ułożenie praktykuje się na innych festiwalach. (...) Ochrona musi reagować, żeby nie dopuścić do krzywdy i zagrożenia życia innych osób w pierwszej linii" - odpowiedzieli organizatorzy.