Aby pomóc wnukowi, objedzie na rowerze całą Polskę. "Państwo wspiera nas tylko minimalnie"
- Dziecko z niepełnosprawnością i jego potrzeby to w jakimś sensie studnia bez dna. By zapewnić mu najlepszą rehabilitację czy terapię, potrzebne są ogromne środki. Państwo wspiera nas tylko minimalnie - mówi Agnieszka Jóźwicka, mama ośmioletniego Olinka. Chłopiec urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym i bardzo poważną wadą nerek. Lekarze nie dawali mu większych szans na normalny rozwój, ale dzięki zaangażowaniu rodziców, dziecko ma szansę się rozwijać.
Na rehabilitację i leczenie Olinka potrzebne są duże pieniądze. W zbieranie środków - już kolejny raz - angażuje się dziadek Olinka, pan Jan. Przed rokiem, jak pisaliśmy na naszym portalu, poszedł w góry. Dzięki nagłośnieniu jego wyprawy, zrzutce w internecie i włączeniu się w nią kilku znanych osób, udało się zebrać około 300 tysięcy złotych. - Bardzo liczę, że w tym roku będzie podobnie - mówi dziadek Olinka, który ponawia wyzwanie.
Rowerem przez Polskę
- Wyruszam już w środę 17 lipca z Ustronia. Do przejechania mam mniej więcej 3500 kilometrów. Planuję pokonać tę trasę w miesiąc, ale zobaczymy, jak to wyjdzie. Z ubiegłego roku wiem, że mogą się pojawić różne nieprzewidziane okoliczności - mówi pan Jan. Mężczyzna ma 63 lata, sam jest po ciężkiej operacji kręgosłupa i dwóch chorobach nowotworowych. Był sparaliżowany. Mógł ruszać tylko głową. Do końca życia miał jeździć na wózku inwalidzkim. Wygrał jednak walkę o sprawność, a teraz walczy o samodzielność swojego wnuka.
Jan Baranik chce przejechać Polskę na rowerze. W części trasy ma mu pomagać pogodynka Dorota Gardias, która jest przyjaciółką rodziny.
- Olinek to pogodne, wspaniałe dziecko. Jest bardzo aktywny. Mimo swojej niepełnosprawności lubi grać ze mną w piłkę. Nóżkami oczywiście nie odbije, ale jeżeli jest na podłodze, to w piłkę nożną gra rękami. A jeśli siedzi na wózku, to trąca piłkę wózkiem i w ten sposób wygląda nasza gra. Bardzo ludzi też koszykówkę. Dzisiaj zaproponował mi, żebyśmy zagrali w zbijaka, także wymyśla różne aktywności, a ja się temu poddaję - opowiada pan Jan.
Przed wyjazdem dziadek nie rozmawiał z wnukiem o wyprawie. - Wiem, że on to bardzo przeżywa, dlatego nie chcę, by jeszcze bardziej się nakręcał. On sobie nie wyobraża, że przez miesiąc mnie nie będzie - przyznaje nasz rozmówca. I zachęca każdego do wsparcia wyprawy, a tym samym - rehabilitacji i leczenia Olinka.
'Nie poddajemy się'
Dotychczasowe leczenie przynosi efekty. Chłopiec potrafi samodzielnie stanąć, a nawet porusza się z balkonikiem. - Nie wiemy, czy będzie chodził, ale robimy wszystko, by było to możliwe, by był samodzielny. Być może będzie chodził o kulach. To jest nasze, ale przede wszystkim jego wielkie marzenie, by stanąć na nogach. Oczywiście ciągle pojawiają się przeciwności, które generują dodatkowe koszty, ale walczymy, nie poddajemy się - mówi TOK FM mama Olinka.
- Rocznie potrzebujemy 200-250 tysięcy złotych - wylicza pani Agnieszka. Koszty stale rosną. Dodatkowo trzeba wymieniać choćby wózek czy ortezy, bo chłopiec również rośnie. - Dla przykładu, koszt ortez to mniej więcej 6-7 tysięcy złotych. Tak jak dziecku, któremu rośnie nóżka, trzeba zmienić buty, tak samo Olkowi regularnie musimy zmieniać ortezy. Wózek trzeba zmieniać mniej więcej co dwa lata - tłumaczy mama chłopca. Jak dodaje, do tego dochodzi choćby rehabilitacja, gdzie koszt - za godzinę w Warszawie - wynosi 200-220 złotych.