,
Obserwuj
Mazowieckie

Rafał Ziemkiewicz przegrał w sądzie. Ma przeprosić aktywistę LGBT

3 min. czytania
31.12.2024 13:39
Rafał Ziemkiewicz ma przeprosić Barta Staszewskiego, działacza LGBT - tak uznał warszawski sąd drugiej instancji. Poszło o wpis w mediach społecznościowych, w którym prawicowy publicysta nazwał aktywistę m.in. "łachmytą".
|
|
fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Wyborcza.pl
  • Sąd drugiej instancji utrzymał wyrok sądu pierwszej instancji.
  • Ziemkiewicz ma zapłacić 5 tysięcy złotych dla Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym, przeprosić Barta Staszewskiego i odbyć karę czterech miesięcy (go 30 godz.) prac społecznych.

 

W całej sprawie chodzi o post zamieszczony na Twitterze (dzisiaj: serwis X) 1 stycznia 2023 roku. Rafał Ziemkiewicz uderzył w nim w aktywistę LGBT Bartosza Staszewskiego - nazwał go "padliną" i "łachmytą". Pomówił go również o to, że dostaje pieniądze z zagranicy, by siać nieprawdę na temat Polski. Wpis był elementem większej dyskusji na temat Sylwestra Marzeń w TVP, gdzie - w trakcie koncertu - artyści z zespołu Black Eyed Peas wystąpili z tęczowymi opaskami na rękach. To oburzyło prawą stronę sceny politycznej i publicystycznej.

Rafał Ziemkiewicz kontra Bart Staszewski. Co orzekł sąd?

Staszewski wystąpił na drogę sądową. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, z prywatnego aktu oskarżenia. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia w Warszawie w I instancji skazał Ziemkiewicza m.in. na karę czterech miesięcy ograniczenia wolności, polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie. Dodatkowo publicysta ma również przeprosić Staszewskiego za to, co o nim napisał, a przeprosiny mają mieć formę pisemną.

Ziemkiewicz, zgodnie z wyrokiem, ma również wpłacić kwotę 5 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Co więcej, wyrok ma być podany w całości do publicznej wiadomości na stronie internetowej sądu i ma tam wisieć przez trzy miesiące. Dodatkowo oskarżony ma zwrócić Staszewskiemu 1308 złotych tytułem zwrotu kosztów procesu.

W poniedziałek (30 grudnia) sąd II instancji utrzymał ten wyrok w mocy. Sąd nie miał wątpliwości, że doszło do zniesławienia aktywisty, ale też do jego znieważenia. Słowa, które padły we wpisie w mediach społecznościowych, mogły bowiem narazić Barta Staszewskiego na "utratę zaufania potrzebnego do prowadzenia działalności aktywistycznej".

Rafał Ziemkiewicz kontra Bart Staszewski. Komentarze

"Oburzający wyrok (...). Kolejna sądowa farsa" - skomentował w serwisie X Rafał Ziemkiewicz.

- Ten wyrok jest dobrym sygnałem, że hejt nie popłaca, a od takich osób jak Rafał Ziemkiewicz - które biorą udział w debacie publicznej i moderują debatę publiczną - można po prostu wymagać więcej - mówi mecenas Marcin Pawelec-Jakowiecki, reprezentujący Barta Staszewskiego.

Adwokat dodaje, że nie może być tu mowy - a takie głosy się pojawiały - że proces był próbą "tłumienia debaty publicznej". - Uważam, że reakcja prawnokarna w tym przypadku była całkowicie usprawiedliwiona. Sankcja jest proporcjonalna, nie nastąpiło naruszenie wolności wypowiedzi, ponieważ słowa, które padły na portalu Twitter, były ordynarnym hejtem i mową nienawiści. A biorąc pod uwagę, że na dziś nie mamy w Kodeksie karnym narzędzi, które byłyby skutecznym narzędziem do ochrony osób LGBTQ+ przed hejtem, to instrument, z którego skorzystał Bart Staszewski, jest proporcjonalny i adekwatny. A sąd, już prawomocnie, to potwierdził - dodaje gość TOK FM.