,
Obserwuj
Mazowieckie

Na tą inwestycją ciąży "grzech pierworodny". Dlaczego mieszkańcy nie chcą "paszkowianki"?

zsz
3 min. czytania
11.02.2025 15:22
Planowana od wielu lat tzw. paszkowianka, która ma połączyć autostradę A2 z trasą S8, zderza się z ostrym sprzeciwem mieszkańców mazowieckich wsi. - Ta inwestycja jest skażona pewnego rodzaju grzechem pierworodnym - mówił w TOK FM Przemysław Szramowski ze Stowarzyszenia Zielona Granica.
|
|
fot. facebook.com/Paszkowianka.pl
  • Sejmik województwa mazowieckiego zabezpieczył w tegorocznym budżecie środki na dokumentację projektu drogi wojewódzkiej łączącej autostradę A2 z trasą S8, czyli tzw. paszkowianki;
  • Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich wystąpił o decyzję środowiskową dla drugiego etapu drogi - poinformowało Radio Kolor;
  • Te plany nie podobają się części mieszkańców, w tym Przemysławowi Szramowskiemu ze Stowarzyszenia Zielona Granica;
  • Jak wskazał aktywista w rozmowie w TOK FM, budowa drogi przyczyni się do pogłębienia problemu suszy. Ponadto zarzucił burmistrzowi Brwinowa nierzetelność w prowadzeniu postępowania w przedmiocie wydania decyzji środowiskowej.

 

Paszkowianka jest potrzebna? "Nie ma żadnych dowodów"

Plany budowy tzw. paszkowianki, czyli drogi wojewódzkiej łączącej autostradę A2 z trasą S8, od samego początku, czyli od końcówki lat 90. ubiegłego wieku, stanowią kość niezgody pomiędzy mieszkańcami a samorządem.

Obecnie wiele wskazuje na to, że droga - mimo protestów mieszkańców - powstanie. Jak podało Radio Kolor, sejmik województwa mazowieckiego zabezpieczył w tegorocznym budżecie środki na dokumentację projektu 'paszkowianki', a Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich wystąpił o decyzję środowiskową dla drugiego etapu drogi. Decyzja środowiskowa dla pierwszego etapu "paszkowianki" jeszcze nie została wydana.

Lokalne władze przekonują, że "paszkowianka" jest drogą bardzo potrzebną dla całego regionu, o czym świadczą korki w godzinach szczytu komunikacyjnego. Dlaczego zatem sprawa budzi lokalny sprzeciw?

Jak podkreślił w TOK FM Przemysław Szramowski ze Stowarzyszenia Zielona Granica, "mieszkańcy protestują nie tyle przeciwko budowie drogi, co przeciwko sposobowi, w jaki tę drogę się planuje". - Mamy suszę. Na tym terenie - oprócz lasu, który naturalnie retencjonuje wodę - są również mokradła, bagna. "Paszkowianka" przecina te tereny i one zostaną osuszone. W związku z tym problem suszy tylko się spiętrzy - wyjaśnił gość Piotra Jaśkowiaka w "Poranku Radia TOK FM".

Ponadto - jak podkreślał Szramowski - "nie ma żadnych dowodów i analiz wskazujących na to, że 'paszkowianka' jest potrzebna". - Ta inwestycja jest skażona pewnego rodzaju grzechem pierworodnym, bo w zamówieniu publicznym, które aktualnie jest procedowane w związku z drugim etapem 'paszkowianki', od razu określono przebieg trasy, a dopiero potem mają być wykonane analizy badań ruchu, które miałyby wykazać zasadność jej budowy. To budzi ogromny sprzeciw naszej lokalnej społeczności - mówił aktywista.

Paszkowianka odkorkuje okoliczne miejscowości? "Klasyczny fake news"

Lokalne władze przekonują też, że "paszkowianka" odkorkuje okoliczne miejscowości. Stowarzyszenie Zielona Granica domagało się od inwestora (czyli Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich) badań ruchu, które potwierdzałyby tę tezę. Szramowski podał w TOK FM, że prośby te nie zostały spełnione, więc organizacja zleciła analizy na własną rękę.

- Z badań wynika, że ruch generowany na drogach lokalnych w tych miejscowościach, jest ruchem lokalnym generowanym przez mieszkańców. Co więcej, mieszkańcy miejscowości Granica, Kanie czy Komorów, żeby wyjechać na 'paszkowiankę', i tak będą musieli przejechać drogami lokalnymi. To jest mit, klasyczny fake news, próba uzasadniania czegoś, co nie jest w żaden sposób udowodnione dokumentami - ocenił Szramowski.