Ujawnił skargę od ministranta dopiero po 20 latach. "Tu pogłaskał, tam klepnął"
- Prokuratura Okręgowa w Radomiu bada oskarżenia wobec ks. Andrzeja M., proboszcza z Jedlni-Letniska, dotyczące nieobyczajnych zachowań wobec ministrantów w 2002 roku. Jak podała "Gazeta Wyborcza", sprawę - po 20 latach - zgłosił były wikary;
- Jak zwróciła uwagę "GW", od 1999 roku, gdy ks. Andrzej M. został proboszczem w Jedlni-Letnisku, miała miejsce częsta rotacja wikariuszy. W ciągu 26 lat pracowało tam ich aż 25;
- Byli ministranci z parafii w Solcu nad Wisłą, gdzie ks. M. trafił tuż po święceniach kapłańskich, wspominali, że duchowny przejawiał nadmierną serdeczność wobec chłopców;
- Oskarżenia wobec ks. Andrzeja M. uległy przedawnieniu, ale prokuratura sprawdza, czy istnieją inne ofiary. Proboszcz - po zgłoszeniu sprawy przez byłego wikarego - został usunięty z parafii.
Ks. Andrzej M. zniknął z parafii. Teraz zajęła się nim prokuratura
Prokuratura Okręgowa w Radomiu bada oskarżenia dotyczące nieobyczajnych zachowań proboszcza Andrzeja M. - proboszcza z Jedlni-Letniska - wobec ministrantów w 2002 roku - poinformowała "Gazeta Wyborcza".
Sprawa przez dwie dekady pozostawała w ukryciu, aż w końcu dawny wikary, obecnie wykładowca seminarium duchownego i KUL-u, na początku 2024 roku poinformował o niej biskupa radomskiego Marka Solarczyka. Sam dowiedział się o niestosownym zachowaniu Andrzeja M. od jednego z ministrantów, który pozostawił ówczesnemu wikaremu spisane oświadczenie o tych wydarzeniach.
Nie jest jasne, dlaczego wykładowca zdecydował się na ten krok dopiero po tak długim czasie. Biskup polecił mu zgłosić sprawę do prokuratury, a ks. Andrzejowi M - opuścić parafię. Kuria nie poinformowała wiernych o przyczynach tej decyzji, co wywołało falę spekulacji i plotek wśród mieszkańców Jedlni-Letniska. "Czytałam artykuł o proboszczu, ale nie słyszałam wcześniej o żadnych oskarżeń pod jego adresem. I nawet zastanawiam się, dlaczego po tylu latach ta sprawa wypłynęła" --mówiła "Wyborczej" jedna z parafianek.
Papież Franciszek już wie, ile będzie rządził Kościołem. 'Ambitny plan'
Ks. Andrzej M. lepszym gospodarzem niż duchownym
Opinia społeczności na temat proboszcza jest podzielona. Wielu mieszkańców doceniało go jako sprawnego gospodarza - dbał o kościół i cmentarz, inwestował w infrastrukturę. "Kościół zostawił wyremontowany, zadbany, to samo na cmentarzu: jest porządek, wybrukowane alejki" - przyznała jedna z mieszkanek. Jednak pod względem duszpasterskim ks. Andrzej M. budził kontrowersje - zarzucano mu wybuchowy charakter oraz silne zaangażowanie polityczne. Otwarcie wspierał prawicowe ugrupowania oraz byłego burmistrza Piotra Leśnowolskiego, a nawet organizował spotkania grupy referendalnej na plebanii.
Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", Andrzej M. był proboszczem parafii w Jedlni-Letnisku od 1999 roku, a wcześniej pracował w kilku innych miejscowościach jako wikary. W parafii przez ten okres przewinęło się aż 25 wikariuszy - niektórzy byli przenoszeni już po roku, co może świadczyć o trudnych relacjach z przełożonym. "Oczywiście, to się zdarza, ale tu zastanawiające jest, że po roku pracy w parafii odeszło aż dziesięciu wikarych. A były lata, że obaj wikarzy po tak krótkim czasie odchodzili równocześnie" - zwrócił uwagę jeden z rozmówców.
Były ministrant wspomina ks. Andrzeja M. "Cały czas szukał fizycznego kontaktu"
Tuż po święceniach w 1981 roku ks. Andrzej M. poszedł pracować do parafii w Solcu nad Wisłą. Część byłych ministrantów wspomina jego przesadną serdeczność wobec chłopców. "Czy byłem świadkiem niewłaściwych zachowań księdza? W zasadzie nie. Ale też zawsze był wobec ministrantów i młodych chłopców taki serdeczny ponad miarę. Tu pogłaskał, tam przytulił, klepnął. Cały czas szukał fizycznego kontaktu" - wspominał były ministrant.
Radom chce 'zjeść' sąsiadów? 'Mamy do czynienia z chytrym planem'
Prokuratura prowadzi czynności sprawdzające, ale oskarżenia sprzed 20 lat uległy już przedawnieniu. Śledczy starają się ustalić, czy istnieją inne osoby, które mogły doświadczyć podobnych zachowań ze strony duchownego. "Ta sprawa musi zostać wyjaśniona. I jeżeli ksiądz jest winny, to powinien ponieść konsekwencje" - podkreśliła jedna z parafianek.
Odwołany proboszcz opuścił parafię, ale jego obecne miejsce pobytu jest nieznane - według nieoficjalnych informacji może przebywać u rodziny.
Posłuchaj: