Tragedii na UW można było zapobiec? "Wstyd mi, że to przedstawiciele mojego gatunku"
- Do makabrycznego zabójstwa doszło na kampusie głównym Uniwersytetu Warszawskiego;
- "Traktowaliśmy Uniwersytet jako terytorium odróżniające się od współczesnego świata, który bywa nikczemny" - powiedziała dr Aleksandra Piotrowska w TOK FM;
- "Wstyd mi, że to przedstawiciele mojego gatunku" - dodała dr Piotrowska, komentując nagrywających morderstwo świadków.
Na kampusie głównym Uniwersytetu Warszawskiego w środę, 7 maja, około godziny 18.40 doszło do makabrycznej zbrodni. Student zaatakował siekierą portierkę z Audytorium Maximum, ponadto ranił interweniującego strażnika. Kobieta zmarła na miejscu, a ochroniarz w stanie ciężkim trafił do szpitala.
Prowadzący "Niedzielny Magazyn Radia TOK FM" Przemysław Iwańczyk zaznaczył, że trudno znaleźć słowa na brutalne morderstwo, które miało miejsce na Uniwersytecie Warszawskim. O tym, jak to wydarzenie odbija się na społeczności UW mówiła dr Aleksandra Piotrowska, pracowniczka naukowa Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego.
- Żyliśmy złudzeniami. Traktowaliśmy Uniwersytet jako terytorium odróżniające się od współczesnego świata, który bywa nikczemny. Chcieliśmy wierzyć w to, że uczelnia jest jednak miejscem specyficznym, gdzie zbierają się ludzie chcący poznawać dobro, prawdę, piękno. Ta tragedia dotyka społeczności uczelnianej w dwójnasób, bo i ofiara, i sprawca to jedni z nas, członkowie naszej społeczności - stwierdziła w TOK FM dr Aleksandra Piotrowska.
Morderstwo na UW i dezinformacja Putina. 'Konta często są powiązane z Konfederacją'
Jak podkreśliła gościni TOK FM, "przekraczając bramę na Krakowskim Przedmieściu trudno już będzie oddychać z ulgą, że zostawiamy za sobą to wszystko, co niedobre, co okrutne, a wkraczamy w świat spokojniejszy i przewidywalny". - Ten świat się skończył i wielu z nas nie potrafi sobie z tym poradzić - oceniła pracowniczka UW.
Dr Aleksandra Piotrowska zaznaczyła, że wsparcie, którego potrzebujemy w trudnych momentach, to nie jest jedynie kontakt z terapeutą. - Nie można całego świata ustawić w kolejce do gabinetów psychoterapeutycznych. Wsparcie to nie to samo, co psychoterapia. My sobie nawzajem powinniśmy starać się udzielić wsparcia - podpowiedziała rozmówczyni Przemysława Iwańczyka.
"Haniebne zachowania"
Pracowniczka UW skomentowała również fakt, że niektórzy świadkowie morderstwa, zamiast pomóc, nagrywali zdarzenie telefonami i udostępnili nagrania w internecie. - To haniebne zachowania. Wstyd mi, że to przedstawiciele mojego gatunku, a patrząc bliżej, że to studenci mojej uczelni okazali się być ludźmi, którzy przede wszystkim myślą o tym, ile "lajków" dostaną za wrzucenie na swoje konto jakiegoś filmiku - oceniła dr Piotrowska.
I dodała, że na paręnaście minut przed morderstwem sprawca widziany był na terenie kampusu UW. - Jego zachowanie zwracało uwagę innych. Tym bardziej, że widoczna była siekiera trzymana przez niego w ręku. Studenci przesyłali sobie ostrzeżenia, żeby uważać, bo jakiś podejrzany facet się kręci po kampusie, a nikt nie wykonał telefonu na policję. I to jest przerażające. Być może tej tragedii można było zapobiec - stwierdziła dr Piotrowska.
Posłuchaj: