,
Obserwuj
Mazowieckie

Mieszkańcy biorą sprawy w swoje ręce. Nietypowy protest na niebezpiecznej ulicy

5 min. czytania
26.06.2025 13:44
Mieszkańcy Fabrycznej w Łoziskach pod Piasecznem nie mogą się doprosić, by gmina zadbała o bezpieczeństwo na drodze. Ulica oddana do użytku na początku roku ściąga nieodpowiedzialnych kierowców. Władze są opieszałe, więc ludzie wzięli sprawy w swoje ręce. Ustawiają przy drodze tekturowe postaci w odblaskowych kamizelkach, kupili też stary samochód i stawiają go na jednym z pasów, tak by auta musiały zwolnić.
|
|
fot. Elżbieta Mazur-Bielat/TOK FM
  • Mieszkańcy niebezpiecznej ulicy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i samemu zadbać o bezpieczeństwo na drodze;
  • Wzdłuż jezdni postawili makiety ludzi, a na niej stawiają auto, by zmusić kierowców do zdjęcia nogi z gazu;
  • Rzeczniczka urzędu gminy Lesznowola zapewnia, że do końca wakacji sytuacja powinna się poprawić.

Jednym z pomysłodawców akcji jest Mateusz Gaczkowski. Mężczyzna kilkukrotnie już udzielał pomocy ofiarom wypadków. - Tak się jakoś zdarzało, że bywałem w miejscach tragedii. Znajomi mówią, że na szczęście dla potrąconych osób - mówi. - Zaangażowałem się również dlatego, że mam dwoje dzieci, które niedługo będą same przechodziły przez drogę do sklepiku po drugiej stronie, a nie ma tu przejścia dla pieszych - dodaje.

Z kolei na pomysł postawienia przy ulicy tekturowych postaci wyglądających z daleka jak dzieci wpadła kobieta, która wychodząc przez bramkę swojego domu omal nie została potrącona przez samochód.

Jak mówi Gaczkowski, prosty odcinek drogi, bez żadnych progów zwalniających pozwala tym, którzy ignorują ograniczenia prędkości jechać tu wyjątkowo szybko. Z danych policji wynika, że rekordzista miał na liczniku 160 km/h w miejscu gdzie obowiązuje 50 km/h. - Martwimy się o nasze dzieci, o pieszych, którzy tędy przechodzą, na których też czekają dzieci w domach. Próbujemy wyprzedzić naszymi działaniami ewentualną tragiczną sytuację - mówi Gaczkowski.

Nie damy się rozjechać!

Wzdłuż drugi ustawionych jest już kilkanaście tekturowych ludzików z kamizelkami z napisami: nie damy się rozjechać, zwolnij - tu mieszkają dzieci, zwolnij - dziecko czeka w domu, mama/tata protestuje dla mnie! Następnych kilkanaście takich postaci jest już gotowych i wkrótce staną na kolejnych fragmentach ulicy.

Kolejny pomysł protestujących jest bardziej kontrowersyjny. Kupili stary samochód i zostawiają go na jednym z pasów, tak by kierowcy musieli zwolnić. Czasami przed nim staje jeszcze inny samochód jednego z mieszkańców, bo jedno auto jadący i tak potrafili omijać z dużą prędkością.

Mateusz Gaczkowski przyznaje, że akcja budzi duże emocje, ale zapewnia, że jako organizatorzy starali się zachować wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa. - Samochody znajdowały się w odpowiedniej odległości od skrzyżowań i na odcinku prostym, aby nikogo to nie zaskoczyło. Auta są dodatkowo oznaczone trójkątem bezpieczeństwa, a w momencie, kiedy były wystawiane na ulicę, również odblaskami. Gdy tylko zachodziło słońce zjeżdżały z drogi, aby nie powodować dodatkowego niebezpieczeństwa - mówi mieszkaniec ul. Fabrycznej.

Podkreśla, że protestujący czują ogromne wsparcie policjantów, którzy rozumieją intencje tej nietypowej akcji. Drogówka była wzywana każdego dnia gdy samochód był ustawiony na pasie. Żadna z interwencji nie zakończyła się mandatem.

Od momentu nagłośnienia problemu policja jest tu częstym gościem. W czasie gdy reporterka TOK FM.PL rozmawiała na miejscu z mieszkańcami, podjechał nieoznakowany radiowóz, ale niemal natychmiast ruszył za kimś kto pędził tą ulicą. - Rekord z tego tygodnia to 13 kierowców zatrzymanych jednego dnia. Wczorajszy rekordzista jechał z prędkością 97 km/h. Myślę, że mamy tutaj do czynienia z takim mechanizmem, który kierowcy znają, czyli jeśli nie przekroczymy prędkości o 50 km/h w strefie do 50, to nie stracimy prawa jazdy. TIR-y nagminnie jeżdżą tu 80-90 km/h - mówi Mateusz Gaczkowski.

Osiedla rosną jak grzyby po deszczu

Władze gminy z pompą otwierały ulicę w lutym 2025 r. Mieszkańcy też byli zadowoleni, że skończy się jeżdżenie po pylącej nawierzchni polnej dotąd drogi. Szybko przekonali się jednak co oznacza dla nich nowy asfalt, bez żadnych spowolnień takich jak przejścia dla pieszych, przystanki autobusowe i skrzyżowania równorzędne. Nie znajdziemy ich na długości prawie 3 kilometrów. Przystanków nie było w planach, choć jeździ tędy szkolny bus. Chodnik jest po jednej stronie, a osiedla domków jednorodzinnych rosną po obu stronach ulicy w miejscach, gdzie niedawno były pola uprawne.

- Ten projekt nie jest dostosowany do obecnych warunków. Powstał w momencie mniejszego zaludnienia tej okolicy. Tymczasem w ciągu kilku lat przybyło nam 7 tysięcy mieszkańców. Bardzo się z tego cieszymy, ale to też powoduje pewne wyzwania dla gminy - mówi wspierający protest mieszkańców radny gminy Lesznowola Paweł Olkowski.

Samorządowiec podkreśla, że to nie jest tylko problem tej miejscowości, bo w całym tzw. obwarzanku Warszawy nowe osiedla rosną jak grzyby po deszczu. - Tymczasem zrobienie czegoś w procedurze ZRID-u (red. Zezwolenie na Realizację Inwestycji Drogowej) to czas od pięciu do nawet ośmiu lat. Więc prosta na pierwszy rzut oka rzecz, czyli pomalowanie pasów, nie trwa tyle co chwycenie szablonu i wymalowanie znaków na jezdni, bo procedury trwają - wyjaśnia radny Olkowski. Jednocześnie podkreśla, że jego zdaniem zabrakło dobrej komunikacji urzędu gminy z zaniepokojonymi mieszkańcami i wysłuchania ich.

'Każda droga może być niebezpieczna, jeśli się jeździ szybko'

Mieszkańcy od kilku miesięcy apelują do gminy o reakcję, mówią o problemie na sesjach rady gminy. Powołują się na rekomendacje wydziału ruchu drogowego komendy powiatowej policji w Piasecznie jeszcze z etapu budowy drogi, które ich zdaniem zostały zignorowane. Protestujący przedstawiają też najnowsze wytyczne policji pytając, dlaczego jeśli naczelnik wydziału ruchu drogowego proponował ograniczenie prędkości do 30 km/h, wójt zdecydowała, że samochody mogą jechać szybciej.

- W naszym odczuciu droga została zbudowana jako bezpieczna, natomiast każda może być niebezpieczna, jeśli się po prostu za szybko po niej jeździ. I tutaj mamy do czynienia z takim przypadkiem - odpowiada rzeczniczka urzędu gminy Lesznowola, Agnieszka Adamus.

Poza ograniczeniem prędkości, mieszkańcy domagają się też podwójnej ciągłej na całej długości ulicy, przejść dla pieszych i przystanków autobusowych. - Tak by dzieci mogły wychodzić z autobusu i bezpiecznie przechodzić na drugą stronę. Ważne są też fizyczne sposoby spowolnienia ruchu, takie jak szykany czyli przewężenia jezdni albo wyniesienia, które zmuszają kierowców do zwolnienia. Gmina wystąpiła do starostwa z zapytaniem o możliwość zrealizowania części z tych postulatów, ale korygując je we własnym zakresie, czyli zmieniając ograniczenie prędkości z 30 km/h na 40 km/h - mówi Mateusz Gaczkowski.

Czy lato będzie bezpieczne?

Protestujący mieszkańcy i wspierający ich radny podkreślają, że zaskakuje powolna reakcja na apele o większe bezpieczeństwo na drodze. Jedyne co wydarzyło się dotąd w związku z protestem to lustra drogowe ustawione naprzeciwko wyjazdów z osiedli i bocznych uliczek.

- O organizacji ruchu na drodze decyduje zarządca. Jest nim wójt, bo to droga gminna. Natomiast wszystkie zmiany są uzgadniane z Programem Ruchu Drogowego Policji Powiatowej w Piasecznie, a także ze Starostwem Powiatowym, które zatwierdza organizację ruchu na drodze publicznej - zaznacza Agnieszka Adamus. Jak nas poinformowała, najpóźniej do końca wakacji na tej ulicy przybędzie pięć przystanków autobusowych, będzie zakaz wyprzedzania i zakaz wjazdu dla ciężarówek (z dopuszczeniem dojazdu do posesji) oraz trzy dodatkowe skrzyżowania równorzędne. Rzeczniczka potwierdza, że gmina planuje ograniczenie prędkości do 40 km/h, a pytana o przejścia dla pieszych odpowiada, że ustalenia w tej sprawie zapadną podczas lipcowej sesji Rady Gminy. Mieszkańcy wcześniej słyszeli, że gmina zrobi co się da przed początkiem wakacji.

Ulicę Fabryczną w Łoziskach często wybierają kierowcy, którzy nie chcą stać na zakorkowanej ul. Słonecznej z Piaseczna do Lesznowoli. Ma być ona wkrótce remontowana, więc mieszkańcy okolic Fabrycznej obawiają się, że ruch samochodów znacznie się zwiększy. Rzeczniczka urzędu gminy zapewnia, że nic nie wie o tym, by właśnie tędy miał prowadzić objazd na czas remontu.