Awantura o noblistę w Gdańsku. "Mógł mordować Polaków"
Rezydencyjna część Domu Literatury w Gdańsku ma nosić imię Guntera Grassa. Ta wiadomość zdenerwowała posła PiS, Kacpra Płażyńskiego. Polityk przypomina, że pisarz był członkiem Waffen-SS. Władze miasta przekonują, że nikt tego faktu nie ukrywa, ale warto patrzeć na Grassa jako literata, który błędy młodości odpracował.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego - zdaniem posła PiS - postać Guntera Grassa budzi kontrowersje;
- Kto nie chce honorować noblisty, który jest związany z Gdańskiem.
Postać Guntera Grassa jest nierozerwalnie połączona z Gdańskiem. Niemiecki pisarz urodził się i wychował w tym mieście. W swoich dziełach ukazywał, jak wyglądało życie w Gdańsku dzielonym przez Niemców i Polaków. Za swoja twórczość otrzymał literackiego Nobla. Został też Honorowym Obywatelem Gdańska i patronem Gdańskiej Galerii Miejskiej. We Wrzeszczu ma swoją ławeczkę-pomnik. Teraz stanie się patronem kolejnej instytucji.
- Od 1 lipca działa w Gdańsku Dom Literatury. To miejsce, którego siedziba powstaje, na ten cel adoptowane są najstarsze ocalałe budynki w Gdańsku, znajdujące się przy ulicy Sierocej. Część rezydencyjna będzie właśnie nosiła imię Guntera Grassa - zapowiada prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, prezentując pełną nazwę: Międzynarodowe Centrum Rezydencji im. Gintera Grassa.
Głośny sprzeciw
Zapowiedź kolejnych honorów dla Guntera Grassa oburzyła środowiska prawicowe. Swoją konferencję prasową zwołał natychmiast poseł PiS Kacper Płażyński.
- Wiemy, że Gunter Grass to jest noblista, że napisał wiele książek, również o Gdańsku. Urodził się w Gdańsku, tutaj mieszkał, no ale drodzy Państwo, prawda jest też taka i to jest ta ciemna strona jego życiorysu, że był po prostu ochotnikiem do Waffen-SS, to jest po prostu fakt historyczny - grzmiał poseł PiS. - Faktem historycznym jest też to, że ten czarny rozdział jego życia ukrywał, prawie że do samego końca. Kiedy w latach 90-tych otrzymywał Honorowe Obywatelstwo Miasta Gdańska ten fakt ukrywał. Kiedy otrzymywał Nagrodę Nobla też. Gdyby tego faktu wtedy nie ukrywał, jestem przekonany, że ani Honorowego Obywatelstwa Miasta Gdańska, ani Nobla w tamtym czasie po prostu by nie otrzymał - przekonywał polityk.
"Mógł mordować Polaków"
- Grass był żołnierzem wschodniego frontu, bardzo możliwe, że mordował Polaków, że przechodził razem z tą watahą niemiecką i rozstrzeliwał naszych ludzi - emocjonował się Kacper Płażyński. - Tacy ludzie mają być w Polsce, w Gdańsku honorowani? No nie, my właśnie uważamy, że nie powinno się chronić dziedzictwa Guntera Grassa, nie powinno być pomników takich ludzi w Gdańsku. Nikt nie mówi o tym, żeby palić "Blaszanym Bębenkiem" w piecu. Chcecie, to czytajcie, ale dlaczego my w polskim Gdańsku mamy z taką lubością przestrzeń publiczną oddawać żołnierzom Waffen SS? Przepraszam, ale po prostu tego nie rozumiem - kręcił głową poseł.
Postać o skomplikowanym życiorysie
Politykowi Prawa i Sprawiedliwości bardzo szybko odpowiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, przypominając, że gdy noblista przyznał się do służby w wojsku zaczynała pracę w urzędzie miasta i doskonale pamięta dyskusję wokół całej sprawy.
- Gdańsk to jest miasto o bardzo skomplikowanej historii i myślę, że Gunter Grass także tym, co robił na rzecz pojednania polsko-niemieckiego po zakończeniu II wojny światowej zmył u młodego, nieletniego człowieka trudną kartę historii - mówiła z przekonaniem Dulkiewicz. - My patrzymy na Guntera Grassa jako literata, postać o skomplikowanym życiorysie. Tak jak losy naszego miasta, ale przede wszystkim jako na gdańskiego noblistę - wskazała. Podkreśliła, że gdański magistrat przygotowuje się na stulecie urodzin noblisty w 2027 roku.
Źródło: TOK FM, foto:Wojciech Strozyk/REPORTER/East News