Drastyczne zdjęcia i płacz z głośników. Sąd o antyaborcyjnych protestach w Gdańsku
Gdański sąd uznał, że rozwiązanie antyaborcyjnego zgromadzenia - przed szpitalem - przez władze miasta było słuszne. Złożone od tej decyzji odwołanie sąd właśnie odrzucił, a uzasadnienie orzeczenia może być wskazówką dla samorządów przy okazji kolejnych tego typu zgromadzeń.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego miasto Gdańsk rozwiązało styczniową manifestację antyaborcyjną?
- Jakie argumenty podniósł sąd, uznając decyzję miasta za słuszną?
- Czy decyzja sądu zniechęciła środowiska antyaborcyjne do organizowania kolejnych protestów?
- Jak sprawę komentują aktywistki, które krytykowały manifestacje przed szpitalem?
Dlaczego miasto rozwiązało protest?
Chodzi o styczniową manifestację przed szpitalem na Zaspie, w którym przeprowadzane są legalne aborcje. Zgromadzenie było jednym z trzech, jakie do tej pory się tam odbyły i jedynym, które miasto rozwiązało. Dlaczego? Podczas protestu prezentowane były drastyczne zdjęcia płodów, padały piętnujące okrzyki, a z głośników emitowany był przeraźliwy płacz dziecka.
Bezpośrednią przyczyną decyzji przedstawiciela miasta o zakończeniu manifestacji był fakt, że wymykała się ona organizatorom spod kontroli. Uczestnicy przemieszczali się w stronę kontrmanifestacji i wznosili konfrontacyjne hasła. To - zdaniem sądu - był wystarczający powód do rozwiązania zgromadzenia, ale jeszcze istotniejszym okazała się forma i miejsce protestu.
"Tu chodzi o szpital i spokój pacjentów"
- Nie możemy tracić z pola widzenia faktu, że tu chodzi o szpital, o pacjentów, o konieczność zapewnienia im właściwego procesu diagnostycznego, procesu leczenia, ale też spokoju. Zdrowie człowieka to jest wartość, którą konstytucja chroni - mówił w uzasadnieniu sędzia Michał Jank.
Jak podkreślał, z oświadczenia pracowników oddziału ginekologicznego szpitala wynikało, że zgromadzenie było słyszalne w placówce - mogło zakłócać spokój i pracę personelu.
Sąd w orzeczeniu podkreślił też, że jednoznaczne i generalizujące oceny dotyczące aborcji są nieuprawnione. - Bo mamy do czynienia z różnymi przypadkami i ten zabieg nieraz jest efektem dramatycznych decyzji i dramatycznych okoliczności - przekonywał. - Nie może być zgody, żeby takie działanie wiktymizowało ofiary np. pewnych działań czy pewnych przestępstw. A takie sytuacje mają miejsce - podkreślał.
- Sąd oczywiście jest w pełni za wolnością zgromadzeń. Natomiast jak każda wolność, kończy się ona tam, gdzie zaczynają się prawa i wolności drugiej strony. I to jest ta granica, której nie można przekraczać, dlatego też sąd uznał, że rozwiązanie zgromadzenia jest decyzją jak najbardziej zasadną - podsumował Michał Jank.
Początek zmiany?
Na sali rozpraw nie było organizatorów antyaborcyjnych demonstracji. Byli za to przedstawiciele środowisk, które od początku głośno sprzeciwiały się protestom przed szpitalem. Teraz mają nadzieję, że decyzja sędziego będzie początkiem większej zmiany.
- To bezprecedensowa decyzja. Sąd Okręgowy stanął po stronie pacjentek i pacjentów. Apelujemy do innych samorządów, żeby korzystały z tej ścieżki i chroniły osoby, które konstytucyjnie podlegają szczególnej ochronie, czyli chore albo zmagające się z bardzo trudnymi decyzjami - komentowała Aleksandra Łoboda z Fundacji Widzialne. - Mam nadzieję, że niedługo polskie szpitale będą bezpieczną przestrzenią dla każdej osoby, która chce i potrzebuje otrzymać świadczenie medyczne - dodała aktywistka.
Decyzja sądu może zachęcić samorządy do szybszego rozwiązywania zgromadzeń przed szpitalami, ale raczej nie zniechęci środowisk prawicowych do ich organizowania. Kolejne demonstracje przed gdańską placówką są już zapowiadane - mają się odbywać raz w miesiącu.
Źródło: TOK FM