Tak wojna wpłynęła na zdrowie młodych Ukrainek. "To się ujawnia po jakimś czasie"
- Naukowczyni z Gdańska zbadała blisko 600 kobiet - uchodźczyń z Ukrainy - u których sprawdzała poziom ciśnienia;
- Z badań wyszło, że poziom stresu i problemy z nadciśnieniem były i są u wielu kobiet z Ukrainy niemal powszechne. - Chodzi głównie o młode pacjentki i kobiety w średnim wieku, tj. około 45 lat - podkreśla prof. Shalimova;
- Wyniki badania przeprowadzonego wśród Ukrainek w Gdańsku zostały porównane do podobnych analiz, które zrobiono w Ukrainie. I - co ciekawe - nawet kobiety, które pozostały w swoim ogarniętym wojną kraju nie miały tak wysokich poziomów ciśnienia jak te, które przyjechały do Polski i tu musiały układać sobie życie na nowo.
Prof. Anna Shalimova to naukowczyni, która aktualnie mieszka w Gdańsku i tu prowadzi swoje badania. Dotyczą one doświadczeń kobiet z Ukrainy i tego, jak wojna wpływa na ich zdrowie, a konkretnie - na rozwój nadciśnienia tętniczego i chorób sercowo-naczyniowych. Co ważne - pani profesor sama jest uchodźczynią. Przyjechała do Polski po wybuchu pełnoskalowej wojny razem z 12-letnią córką.
W ramach projektu prowadzonego przez prof. Shalimovą zbadano 548 pacjentek, u których oceniano poziom ciśnienia i poziom stresu. Część z tej grupy - 201 osób - przeszło do kolejnego etapu i miały dokładniejszą ocenę układu sercowo-naczyniowego. - Jeśli pacjentki tego potrzebowały, miały dodatkowo konsultacje z lekarzem psychiatrą i wypełniały specjalną ankietę oceniającą poziom stresu - opowiada pani profesor w rozmowie z TOK FM.
W badaniu brały udział m.in. kobiety, które po wybuchu wojny trafiły do akademików w Sopocie i tam zamieszkały - najczęściej razem ze swoimi dziećmi.
Co wyszło w badaniach?
Z badań wyszło, że poziom stresu i problemy z nadciśnieniem były i są u wielu kobiet z Ukrainy niemal powszechne. - Chodzi głównie o młode pacjentki i kobiety w średnim wieku, tj. około 45 lat - podkreśla prof. Shalimova. - Jest duży odsetek pacjentek z PTSD czy traumą, co ściśle się łączy z nadciśnieniem - dodaje.
Co ciekawe, badania pokazały, że poziom stresu był całkiem inny u kobiet, które od początku dostały w Polsce realną pomoc niż u tych pań, które musiały liczyć praktycznie wyłącznie na siebie. - Największy poziom stresu był u tych, które same szukały mieszkania, pracy, martwiły się, co będzie z dziećmi, do tego miały barierę językową - precyzuje nasza rozmówczyni.
Wyniki badania przeprowadzonego wśród Ukrainek w Gdańsku zostały porównane do podobnych analiz, które zrobiono w Ukrainie. I - co ciekawe - nawet kobiety, które pozostały w swoim ogarniętym wojną kraju nie miały tak wysokich poziomów ciśnienia jak te, które przyjechały do Polski i tu musiały układać sobie życie na nowo.
Będzie kontynuacja badań
Cały projekt trwał od marca 2023 roku - dzięki grantowi z Narodowego Centrum Nauki. Teraz, w czerwcu, właśnie się kończy, ale już wiadomo, że będzie kontynuowany. Tym razem prof. Anna Shalimova uzyskała grant Fundacji Aleksandra von Humboldta - to niemiecka instytucja wspierająca wybitnych naukowców z całego świata. Dzięki temu pani profesor - razem ze swoim zespołem - będzie mogła kontynuować badania nad PTSD i nad traumą u kobiet - uchodźczyń wojennych z Ukrainy.
- Ważne jest dla nas zbadanie dodatkowego czynnika wymuszonej migracji i tego, jak ten czynnik zmienia się z czasem. To jest niezwykle ważne. I w tym nowym projekcie, który będziemy realizować od lipca, zbadamy pacjentki ponownie. Chcemy też sprawdzić, co się dzieje u nich w mózgu - mówi prof. Shalimova.
Gdańscy naukowcy zbadają wpływ przewlekłego stresu wojennego na układ sercowo-naczyniowy i mózgowy oraz procesy przyspieszonego starzenia się tych układów. Obecny projekt obejmuje m.in. wykorzystanie zaawansowanych technik diagnostycznych, w tym rezonansu magnetycznego, echokardiografii oraz zaawansowanej analizy mikrokrążenia siatkówkowego.
'Wojna wpływa na zdrowie ludzi'
- Wojna to nie tylko zniszczona infrastruktura, którą widzimy w telewizji czy w internecie. To przede wszystkim długotrwały wpływ na zdrowie ludzi, który może ujawniać się dopiero po jakimś czasie. Nasz projekt to próba naukowej odpowiedzi na to, jak przewlekły stres wpływa na ciało i mózg człowieka. Wierzę, że uzyskane wyniki pozwolą nam nie tylko lepiej zrozumieć mechanizmy tych zjawisk, ale też realnie pomóc w budowaniu modelu opieki nad osobami dotkniętymi traumą wojenną - mówi pani profesor.
W ramach projektu nawiązana jest ścisła współpraca z Kliniką Psychiatrii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Tam pracuje lekarz psychiatra, który od dawna uczył się języka ukraińskiego. Dzięki temu może rozmawiać z pacjentkami w ich ojczystym języku, co - zwłaszcza przy rozmowach o emocjach czy życiowych trudnościach - jest szczególnie ważne.
'A w Ukrainie mopa znacie?'. Co słyszą Ukrainki w polskich domach?
Prof. Anna Shalimova - jak wspomnieliśmy na początku, sama jest uchodźczynią. Przyjechała do Polski z Charkowa, gdzie przez wiele lat pracowała na Uniwersytecie Medycznym, w Instytucie Chorób Wewnętrznych. Jak mówi, musiała uciekać z kraju ogarniętego wojną, by chronić siebie i córkę. Wybrała Gdańsk, bo w 2017 roku była w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym na stażu naukowym. Stąd też co nieco znała język polski i ludzi z tej uczelni.
Pytana, czy sama - w ramach projektu - wzięła udział w badaniu, przyznaje szczerze, że zaczęła wypełniać ankietę na temat poziomu stresu, ale od tego odstąpiła. Uznała, że ważniejsze jest, by stała z boku i naukowo zbadała problem u innych kobiet.