,
Obserwuj
Pomorskie

List gończy za księdzem z Sasina. "Do samego końca był lubiany"

3 min. czytania
04.08.2025 14:30
Ksiądz Krzysztof, były proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Sasinie, ukrywa się od dwóch lat. Śledczy zarzucają mu wyrządzenie szkody na niemal 4 mln zł, a pokrzywdzonych jest łącznie 43 osoby. - Do samego końca był lubiany, ludzie naprawdę wierzyli, że odda im te pieniądze - mówił jeden z parafian w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
|
|
fot. East News/Marek Bazak
  • Były proboszcz z Sasina, ks. Krzysztof, jest poszukiwany listem gończym w związku z oszustwami na kwotę blisko 4 mln zł - pokrzywdzone są 43 osoby, parafia oraz instytucje;
  • Ksiądz przez lata zjednywał sobie mieszkańców, organizując wydarzenia parafialne i prowadząc remonty. 'Był bardzo przekonujący, mówił, że potrzebuje pożyczyć pieniądze dla parafii i na cele parafialne' - mówił jeden z mieszkańców 'Gazecie Wyborczej';
  • Diecezja nie komentuje sprawy, a duchowny unika wymiaru sprawiedliwości. Wierni plotkują nawet, że ks. Krzysztof wyjechał na Florydę.

Kapłan pełnił posługę w półtysięcznej wsi Sasino (woj. pomorskie) od 2016 do 2023 roku. Zniknął pozostawiając niedokończoną plebanię i wiernych z nieoddanymi pieniędzmi. - To był swój chłop (...), ale wszedł na drogę uzależnienia. To nie jego wina(...) Pogubił się - mówiła 'GW' teściowa jednego z oszukanych mieszkańców.

Postępowanie karne wobec duchownego jest zawieszone. - Postępowanie jest obecnie zawieszone z uwagi na ukrywanie się podejrzanego, za którym wydano list gończy - przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Mariusz Duszyński. Drugi list gończy wystawił Sąd Rejonowy w Tczewie. Ksiądz poszukiwany jest od 6 czerwca br. przez policję w Sępólnie Krajeńskim.

Wcześniej zapadł już prawomocny wyrok w innej sprawie dotyczącej księdza Krzyszofa. Sąd Rejonowy w Kościerzynie uznał duchownego winnym przywłaszczenia 15 960 zł za niezrealizowaną pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Skazano go na cztery miesiące ograniczenia wolności oraz obowiązek naprawienia szkody. - Skazany nie przystąpił do wykonywania kary - poinformował prezes Sądu Rejonowego w Tczewie Andrzej Lubowiecki. Z tego powodu sąd zarządził 21 maja br. poszukiwania listem gończym i zawiesił postępowanie.

Po zakupach dla bogacza najadła się wstydu. 'Założyłam, że elita je jak ja'

Gdzie zniknął ks. Krzysztof z pieniędzmi? "Gadają, że wyjechał na Florydę"

Ks. Krzysztof cieszył się dużą sympatią mieszkańców. Organizował pikniki, wycieczki, angażował młodzież. Wierni zawdzięczają mu również m.in. rekonstrukcję witraży i kamienną posadzkę w zabytkowym kościele w Ciekocinie. Ludzie pożyczali mu pieniądze, także znaczne kwoty. - Do samego końca był lubiany, ludzie naprawdę wierzyli, że odda im te pieniądze - mówi jeden z parafian.

Jednym z wierzycieli jest pan Andrzej z Ulinii, który pożyczył księdzu 2 270 euro, 1 100 dolarów i 10 tys. zł. - Ksiądz był bardzo przekonujący, mówił, że potrzebuje pożyczyć pieniądze dla parafii i na cele parafialne - wspominał mężczyzna.

Duchowny zapewniał, że zwróci pieniądze, wysyłał SMS-y z deklaracjami spłaty o treści: "Witam. Jutro pieniądze będą na koncie" (27 lipca), "Będę miał pieniądze w piątek i to jest już ostatni termin" (2 sierpnia), "Czekam za pieniędzmi i wszystko przywiozę" (18 sierpnia). Ostatecznie pieniądze nie zostały zwrócone a ks. Krzysztof zniknął. "We wsi ludzie gadają, że wyjechał 'na wakacje' na Florydę" - napisała 'Wyborcza'.

Niektórzy wierzyciele mieli otrzymać zwroty gotówkowe od wysłannika diecezji, który przyjechał do Sasina z walizką pieniędzy i zbierał podpisy pod oświadczeniami o braku dalszych roszczeń. "Kuria dokładnie wiedziała o tym, co robi ksiądz i pozwalała mu na to" - przekonywał pan Andrzej w rozmowie z dziennikarką "GW" Anną Dobiegałą.

Zaufany człowiek Kaczyńskiego stracił stanowisko. 'Na pewno coś przeskrobał'

Pomimo skandalu, mieszkańcy wsi nie mówią o byłym proboszczu źle. "Myśleliśmy, że wreszcie mamy proboszcza z prawdziwego zdarzenia" - mówili.

Parafia w Sasinie ma już nowego proboszcza, który zapewnia, że sprawą nie ma nic wspólnego. - Czekamy na zakończenie sprawy jak na zmiłowanie Boże - skomentował. Diecezja pelplińska odmawiła komentarza. - Na tym etapie nie komentujemy sytuacji, o którą pani pyta - powiedział rzecznik ks. Ireneusz Smagliński. Telefon ks. Krzysztofa milczy.

Posłuchaj: