,
Obserwuj
Śląskie

Czy w Katowicach doszło do próby sabotażu? "Mogło zginąć wielu ludzi"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl, PAP
3 min. czytania
03.10.2025 08:52

Na jednym z największych węzłów kolejowych w Polsce doszło do groźnego incydentu - w nocy z 2 na 3 września od pociągu relacji Dąbrowa Górnicza - KWK Szczygłowice odłączono i pozostawiono na torach pusty wagon węglarkę ważący ponad 20 ton. To wygląda na zaplanowany atak - wskazują rozmówcy dziennika "Rzeczpospolita".

fot. REPORTER/East News/Wojciech Stróżyk
  • Eksperci podkreślają, że incydent był bezprecedensowy i mógł zakończyć się katastrofą, a sposób odczepienia wagonu oraz przeniesienie sygnałów końca pociągu wskazują na celowe działanie sprawców;
  • Prokuratura i komisja kolejowa prowadzą śledztwo, sprawą zajęły się też służby specjalne, które nie ujawniają szczegółów dla dobra postępowania;
  • Minister infrastruktury Dariusz Klimczak stwierdził, że nie był to przypadek, a działania wskazują na profesjonalistów. Szef resortu pdkreślił jednocześnie gotowość państwa na ewentualne operacje sabotażowe.

"W nocy z 2 na 3 września 2025 r., o godzinie 01:32, na szlaku kolejowym Katowice - Katowice Ligota ujawniono pusty wagon-węglarkę, który w nieustalonych okolicznościach został odłączony od składu (...). W wyniku zdarzenia wystąpiły poważne utrudnienia w ruchu kolejowym w Katowicach. Cztery pociągi pasażerskie miały opóźnienia sięgające 60 minut, a trzy składy Kolei Śląskich skierowano objazdem (...). Ruch został przywrócony dopiero o godzinie 12:28" - podał portal mojekatowice.pl.

Rozmówcy "Rzeczpospolitej" wskazują, że sytuacja mogła doprowadzić do katastrofy. - To, że stało się o tej porze, kiedy ruch jest mniejszy i że maszynista zorientował się w miarę szybko, uchroniło nas cudem od ogromnej katastrofy kolejowej - powiedział pracownik kolei. Natomiast Piotr Skolasiński, ekspert ds. bezpieczeństwa kolejowego i były dyrektor biura bezpieczeństwa PKP PLK, stwierdził, że "w swojej karierze zawodowej nie spotkał się z takim przypadkiem".

Sprawę bada prokuratura i komisja kolejowa, ale śledczy nie ujawniają szczegółów. - Śledztwo toczy się w sprawie i do tej pory nie przedstawiono nikomu zarzutów - poinformowała prok. Mariola Banasińska. "Dla dobra postępowania" żadnych informacji nie chciał udzielić także rzecznik katowickiej policji Dominik Michalik.

Redakcja poleca

Wiadomo, że wagon odczepiono od pociągu spółki Kolprem, obsługującej ArcelorMittal Poland. Koncern poinformował, że "w trakcie jazdy doszło do spadku ciśnienia w przewodzie hamulcowym, co skutkowało zatrzymaniem składu pociągu", a następnie "maszynista na ostatnim wagonie zauważył rozkręcony i zwisający sprzęg śrubowy oraz prawidłowo umieszczone sygnały końca pociągu". Ostatecznie stwierdzono, że sygnały końca pociągu znajdowały się na przedostatnim wagonie. - Jeśli ten, który odczepił wagon, zdjął także z niego sygnalizację ostrzegawczą i przypiął ją do przedostatniego wagonu, to widać intencjonalność sprawcy i próbę zacierania śladów - ocenił Skolasiński.

Według funkcjonariusza ABW incydent może mieć poważny kontekst. -Trudno znaleźć logiczne wyjaśnienie tego incydentu - ktoś, nie wiadomo po co, miałby ukraść wagon, a jedyne realne tego konsekwencje to katastrofa kolejowa, w której mogło zginąć wielu ludzi - ocenił.

Ktoś planował katastrofę na kolei? Minister infrastruktury: To nie był przypadek

O zdarzenie na antenie TVN24 pytany był w piątek minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Szef MI poinformował, że "komisja kolejowa” przekazała sprawę służbom specjalnym. Jak dodał, zajmuje się nią również prokuratura, "która jest bardzo wstrzemięźliwa, jeżeli chodzi o komunikaty", co w jego ocenie jest w tej sytuacji zrozumiałe.

- Na pewno to nie był przypadek - powiedział Klimczak zapytany, czy wagon znalazł się na uczęszczanym torze w wyniku wypadku, czy świadomego działania. - Sposób, w jaki próbowano rozmontować te wagony, wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z profesjonalistami, a nie osobami, które chciały coś przetestować - ocenił szef resortu infrastruktury.

Klimczak zapewnił również, że resort jest przygotowany na operacje sabotażowe wymierzone w infrastrukturę krytyczną w Polsce, jakie mogą planować rosyjskie i białoruskie służby specjalne.

- Chciałbym uspokoić opinię publiczną, która często jest informowana o tym, że są różnego rodzaju zagrożenia, jest wprawiana w stan niepewności. (...) Naprawdę, nasze służby pracują pełną parą, wymieniają swoje informacje z zagranicznymi służbami - powiedział szef MI.

Posłuchaj:

Źródła: Rp.pl/PAP