,
Obserwuj
Śląskie

Zbadali dzieci w tajemnicy przed mediami. Sprawdzali, czy problem z "Ołowianych dzieci" zniknął

3 min. czytania
20.03.2026 10:44

Szkoły Podstawowe w katowickiej dzielnicy Szopienice po raz kolejny zorganizowały dla uczniów badania krwi pod kątem narażenia na ołów. Taka diagnostyka przeprowadzana jest tam od ponad 20 lat, z powodu historycznej działalności hutnictwa ołowiu, które spowodowało skażenie terenu dzielnicy metalami ciężkimi.

O problemie ołowicy przypomniał serial
O problemie ołowicy przypomniał serial "Ołowiane dzieci"
fot. LUCYNA NENOW / POLSKA PRESS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego zmieniono termin badań dzieci? 
  • Jak obecnie wygląda stężenie ołowiu w Miasteczku Śląskim?

O problemie przypomniał ostatnio serial "Ołowiane dzieci", który opowiada o działalności Jolanty Wadowskiej-Król. Lekarka w latach 70. ubiegłego wieku w Katowicach-Szopienicach ujawniła masowe zatrucie dzieci ołowiem. Popularność produkcji Netfliksa spowodowała ogromne zainteresowanie tematem ze strony mediów. Dziennikarze wielu redakcji chcieli relacjonować przebieg badań krwi. Obawiając się niepotrzebnych zakłóceń, a także w trosce o dobro dzieci, dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 45 zdecydowała się zmienić termin zapowiadanej wcześniej na 19 marca akcji.

- Krew pobrano od 57 dzieci dwa dni wcześniej, oczywiście w porozumieniu z rodzicami - usłyszałem w szkole.

Również Mieczysław Dumieński, prezes Fundacji na Rzecz Dzieci "Miasteczko Śląskie", który zainicjował badania, jest pod wrażeniem siły działania serialu. - Z jednej strony to kłopot, bo mam dwa razy więcej chętnych na badania. Z drugiej strony, ludzie mają coraz większą świadomość zagrożeń - mówi TOK FM prezes.

Problem powoli znika

Dumieński informuje, że obecnie nie ma w Szopienicach bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia, bo huta została zlikwidowana.

- Nie ma dopływu nowej porcji ołowiu do środowiska, więc generalnie problem znika. Zagrożenie może pojawić się przede wszystkim, jeżeli w jakiś sposób uruchomimy ten ołów, który jest w ziemi. Czyli przez wtórne pylenie np. podczas dłuższej suszy - wyjaśnia.

Prezes podaje przykład z 2007 r., kiedy od marca do czerwca nie spadł żaden porządny deszcz. -  Dla dzieci za bezpieczny uznaje się poziom ołowiu we krwi poniżej 5 µg/dl (mikrogramów w decylitrze) lub według nowszych wytycznych poniżej 3,5 µg/dl. Natomiast wtedy na przełomie kwietnia i maja badanie w Miasteczku Śląskim wykazało poziom 4 µg/dl, a np. na oś. Paderewskiego w Katowicach 6,5 µg/dl. Czyli ten kurz ołowiany jest wtedy w powietrzu - informuje.

Kolejny przykład dotyczy działalności istniejących zakładów, które prowadzą skup i recykling złomu akumulatorowego, złomu ołowiu i surowców ołowionośnych. - Kiedyś doszło do stężenia ołowiu we krwi 7,5 µg/dl w Szkole Podstawowej w Szopienicach położonej niedaleko zakładu Baterpol. Jego dyrekcja może oczywiście wprowadzać surowe normy, ale przyjdzie jeden "wczorajszy" pracownik, który będzie miał słabszy dzień i ołów "poleci" w powietrze - opisuje Dumieński.

Dlatego, zdaniem prezesa Fundacji na Rzecz Dzieci "Miasteczko Śląskie", należy wciąż przeprowadzać badania oraz odpowiednio dbać o teren.

- W takich miejscach jak Szopienice dzieci powinny mieć zadbane trawniki i miejsca zabaw - przekonuje.

Udział dzieci w programie jest dobrowolny i bezpłatny, bo finansuje go Fundacja oraz katowicki magistrat. Tegoroczna edycja badań została rozszerzona o ocenę poziomu witaminy D3.

Mieczysław Dumieński założył Fundację na Rzecz Dzieci "Miasteczko Śląskie” w 1992 r. i do dziś jest jej liderem oraz autorem licznych opracowań i wydawnictw edukacyjnych. Huta Cynku w Miasteczku Śląskim była uważana wtedy za głównego truciciela, odpowiedzialnego za katastrofę środowiska. Stężenie ołowiu we krwi u większości dzieci było w tamtej okolicy wyższe niż przewidywały to normy zdrowotne. Obecnie Miasteczko Śląskie nie jest już tak zagrożonym toksycznością ołowiu obszarem jak kiedyś, ale Fundacja wciąż prowadzi tu badania, podobnie jak w wielu innych miastach i gminach województwa śląskiego. 

źródło: TOK FM