Uczniowie walczą o zwolnionego nauczyciela. "Dyrekcja stwierdziła, że mamy z nim zbyt dobry kontakt"
- Nauczyciela, który ma taki kontakt z młodzieżą, bardzo ciężko znaleźć w obecnych czasach. Dlatego powinno się go zatrzymać w szkole jak najdłużej, a nie zwalniać - oburza się Oliwia Matusiak, jedna z uczennic.
- Pan Andrzej rozumiał nasze problemy. Bardzo dużo nam pomagał, również w sprawach pozaszkolnych. Zawsze mogliśmy do niego przyjść i porozmawiać o wszystkim, a to w szkole jest rzadkie - dodaje Melisa Guziejewska.
- Bez pana Andrzeja niektórzy uczniowie sobie nie dadzą rady. Niejeden szedł do niego z problemami prywatnymi. Wiadomo było, że nikomu o tym nie powie. Mamy do niego ogromne zaufanie - słyszymy od Wiktorii Rabus. - Nigdy nie było sytuacji, że kogoś nie tolerował, wręcz przeciwnie. Chodzi między innymi o osoby ze społeczności LGBT. To było dla nas dużym wsparciem - zaznacza.
- Lekcje pana Andrzeja są naprawdę ciekawie prowadzone. Stworzył w studiu fotograficznym taką przytulną atmosferę. To studio jest naszym drugim domem, bezpiecznym miejscem, którym szkoła powinna być, a teraz chcą nam to wszystko zabrać - dodaje Oliwia Matusiak.
Zwolnienie nauczyciela
Podobnych głosów jest dużo więcej. Uczniowie nauczyciela od fotografii uwielbiają i wściekli się, gdy usłyszeli, że otrzymał wypowiedzenie.
O co poszło? We wspomnianym studiu fotograficznym znajduje się ciemnia, w której - na kafelkach uczniowie mogli pisać różne rzeczy. Na ogół były to hasła oddające ich uczucia albo postulaty.
Na zdjęciach udostępnionych nam przez młodzież widać takie zdania jak: "Wszyscy jesteśmy równi", "Warto walczyć o prawa kobiet", "Your body, your choice", "Dziękuję, że jesteś", "Kocham Was", "Pan Andrzej jest najlepszy", "Dasz radę" czy "Depresja to choroba".
- To były takie wspierające dla młodzieży słowa, dla nich ważne. Oni sami pilnowali, by na ścianie nie było żadnych wulgaryzmów - mówi Andrzej Skomorowski.
Niedawno pojawiło się też hasło "za***sty nauczyciel". - To jest słowo niezwykle popularne wśród młodzieży. Nikt chyba nie przypuszczał, że komuś to może przeszkadzać - słyszymy od uczniów. Dyrekcja kazała jednak słowo "za***sty " usunąć. - I usunęliśmy - mówi Skoromowski. Niedługo potem pojawiło się polecenie, że ze ściany mają zniknąć wszystkie napisy.
- Pani dyrektor stwierdziła, że mamy zbyt dobry kontakt z nauczycielem i zbyt wulgarny język. Słowo "za***sty" uznała za wulgaryzm - komentuje w rozmowie z nami Wiktoria.
- Pan Andrzej na każdym kroku pokazywał, jak wspiera uczniów i myślę, że tu poróżnili się z panią dyrektor. Nigdy nie wyśmiewał naszych problemów. Zostawał nawet po lekcjach, by nas wysłuchać. Takich nauczycieli naprawdę nie ma wielu - mówi inna z uczennic Aleksandra Podgórska.
Petycja w obronie nauczyciela
Uczniowie zmobilizowali się i napisali petycję o przywrócenie Skoromowskiego do pracy. W jeden dzień zebrali ponad 4 tysiące podpisów. "Jest to dla nas, jak i dla szkolnej społeczności, sytuacja kompletnie niezrozumiała i szokująca. Będąc jego uczniami, uważamy, że Pan Andrzej Skomorowski realizował swoje obowiązki, wynikające z art. 6 Karty Nauczyciela, na najwyższym poziomie" - piszą autorzy petycji.
Skomorowski do Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Sosnowcu trafił ponad 10 lat temu jako nauczyciel fotografii w technikum. Jest magistrem fotografii i projektowania graficznego. Ma też licencjat z socjologii na specjalizacji 'praca socjalna', studia podyplomowe z zarządzania oświatą i dodatkowo jest członkiem Stowarzyszenia MENSA Polska (to organizacja zrzeszająca osoby o ilorazie inteligencji kwalifikującym do górnych dwóch procent populacji).
Odchodzi kolejny nauczyciel
- U pana Andrzeja mieliśmy bezpieczną przestrzeń. Jako uczniowie różnych kierunków - nie tylko fotografii - solidaryzujemy się w tym wszystkim. Jesteśmy bardzo wzruszeni, że pod petycją podpisało się tak dużo osób - mówi Patrycja Seweryn, uczennica, przewodnicząca samorządu. Nie kryje, że usuwanie haseł, które były umieszczone na kafelkach w ciemni, było dla niej i dla innych osób trudnym doświadczeniem. - To były dla nas ważne słowa, które kazano nam usunąć - rozkłada ręce.
Po tym, jak zwolniono Skoromowskiego, wypowiedzenie złożył też drugi nauczyciel fotografii Mateusz Orszulski. Jak mówi, zwolnienie kolegi przelało czarę goryczy. - Nie chcę pracować w szkole, w której ktoś mi narzuca pruski system nauczania, gdzie nie liczy się uczeń tylko nauczyciel, który ma władzę - słyszymy.
- Stworzyliśmy w pracowni miejsce do odpoczynku. Kanapa, stolik, pufy, mikrofalówka i czajnik - bo jakoś trzeba funkcjonować o 16 na zajęciach, jeśli się jest w szkole od godziny 7.10. No i się zaczęło. "Jakim prawem?", "Dzieci bez opieki!", "To jest państwowa szkoła!". "Wprowadzacie swoje zasady!", "Oni tam siedzą i nic nie robią!" - wylicza Orszulski. Podkreśla, że uczniowie byli całym pomysłem zachwyceni. - Dało im to jakieś poczucie bezpieczeństwa i możliwość zjedzenia czegoś po całym dniu w szkole. Po jakimś czasie i kolejnej awanturze usłyszeliśmy: "Proszę to wynieść. To jest pracownia, a nie kawiarnia!". Nie posłuchaliśmy, więc kontrole pracowni były coraz częstsze, a uczniowie wyganiani z kanapy i straszeni ujemnymi punktami z zachowania - dodaje.
W pracowni pojawiło się też pudełko ze środkami higieny, potrzebnymi dziewczynom w czasie miesiączki. Samorząd walczył, by były ogólnodostępne, ale - jak słyszymy - nie było na to zgody.
Orszulski wobec dyrekcji ma też inne zarzuty. - Na początku kwietnia zmarła moja mama. Nie było mnie w pracy dwa tygodnie. Musiałem wyłączyć telefon, a prowadzę szkolnego Facebooka i można dzwonić o każdej porze, żeby wrzucić post w gomułkowskim stylu o wielkich sukcesach Centrum. Wróciłem do pracy, zostałem wezwany do dyrektorki. (...) Szybkie kondolencje i dziesięć zadań do wykonania, bo zbliża się 10-lecie CKZiU. Byłem w takim stanie psychicznym, że nawet nie byłem w stanie zaprotestować - opowiada.
Nauczyciele skarżą się też na to, że dyrekcja miała od nich nagminne żądać wyjaśnień na piśmie. Jak mówią - nawet w banalnych sprawach. Takie zarządzenie miała wprowadzić wicedyrektorka, która wiele lat pracowała wcześniej w kuratorium. "Proszę o pisemne wyjaśnienie braku wpisów w dzienniku"; "W związku ze zmianami rozkładu dyżurów, odbywanie dyżurów będzie kontrolowana na bieżąco" czy "Przypominam o wpisywaniu punktów ujemnych za brak obuwia, zgodnie ze Statutem Szkoły" - to tylko niektóre z wytycznych.
Co na to wszystko szkoła?
Jak wskazuje w przesłanym nam oświadczeniu rzecznik prasowy szkoły Dominik Kowalski, Skoromowski został zwolniony w wyniku "utraty zaufania".
"Utrata zaufania do pracownika była związana z uporczywym ignorowaniem uwag przełożonych. Nauczyciel do dnia dzisiejszego nie podjął próby wyjaśnienia swojego stanowiska w ramach zwyczajów, reguł i zasad współżycia społeczności szkolnej" - podał rzecznik. Wskazał również, że uczniowie nie poinformowali dyrekcji o przygotowanej petycji. "Mając na względzie dobro uczniów, dyrekcja planuje rozmowę na ten temat z samorządem uczniowskim szkoły" - napisał Kowalski.
Nie wyjaśnił, dlaczego z pracowni fotograficznej musiały zniknąć wspierające uczniów hasła ani tego, dlaczego przed zwolnieniem Skoromowskiego nie rozmawiano z uczniami na ten temat.
"Odnośnie pozostałych pytań związanych z decyzjami lub poleceniami wydanymi uczniom, nie mogę się do nich odnieść ze względu na dobro uczniów, kwestie wychowawcze oraz zasady panujące w szkole. Uczniowie uzyskują odpowiedzi na swoje pytania podczas spotkań z dyrekcją szkoły, nauczycielami i wychowawcami. Rozumie Pani, że nie można takiego dialogu prowadzić w mediach" - napisał rzecznik szkoły.
Andrzej Skoromowski informuje, że już złożył pozew w sądzie pracy. Ma zamiar walczyć o odszkodowanie za zwolnienie. Z zarzutami się nie zgadza. Podkreśla, że jego celem zawsze było i jest dobro uczniów.
Młodzież również zapowiada, że nie odpuści. Uczniowie planują protest, przygotowują na niego plakaty. Chcą się też spotkać z prezydentem miasta i z dyrektorką szkoły. - Pan Andrzej, razem z panem Mateuszem, stworzyli dla uczniów szczególne miejsce, do którego każdy chciał przychodzić. Mieliśmy tam pełne wsparcie w sprawach szkolnych, ale też prywatnych. Nikt nas nie oceniał, nie krytykował - mówi Oskar Chodur.