,
Obserwuj
Śląskie

Zamiast Izery - zwolnienia grupowe. "To nie wróży dobrze"

3 min. czytania
06.03.2025 17:17
Miała być pierwsza polska marka samochodów elektrycznych, są zwolnienia grupowe. - By uruchomić produkcję samochodu elektrycznego, trzeba mieć know-how, dużo pieniędzy i główne źródło napędu (...). W Polsce tej wiedzy nie mamy - tak o porażce Izery mówił w TOK FM Janusz Kobus, prezes Polskiej Izby Motoryzacyjnej.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Zwolnienia grupowe w ElectroMobility

Izera - oczko w głowie byłego premiera Mateusza Morawieckiego upada, zanim tak naprawdę zdążyła się rozkręcić. Powołana w 2016 roku przez ówczesny rząd spółka ElectroMobility, która miała stworzyć pierwszą polską markę samochodów elektrycznych, podjęła decyzję o zwolnieniach grupowych obejmujących 40 osób - podał pod koniec lutego "Dziennik Gazeta Prawna". 

"Decyzja ta ma związek z modyfikacją sposobu realizacji projektu przez ElectroMobility Poland, a tym samym koniecznością dostosowania profilu stanowisk do przyszłych potrzeb. Wynika ona również z przedłużającego się procesu pozyskania finansowania (...)" - przekazało ElectroMobility Poland w oświadczeniu przesłanym "DGP".

Echa wizyty prezesa PiS w szpitalu. Bądź szkolić medyków, by... nie poddawali się emocjom

Przypomnijmy - poprzedni rząd chciał budować - w Jaworznie na Śląsku - fabrykę Izery. Pierwsze auta, zgodnie z deklaracjami, miały wyjechać na ulice w 2024 roku. Długo nie udawało się jednak znaleźć partnera, w końcu (w 2022 roku) podpisano porozumienie z chińską firmą Geely, ale deklarowane terminy okazały się nierealne. W listopadzie ub.r. minister aktywów państwowych Jakub Jaworowski nazwał Izerę 'halucynacją PiS' i oznajmił, że trwają rozmowy o tzw. klastrze elektromobilności, co oznacza, że zamiast budować od zera własną markę, spółka ElectroMobilty Poland ma zamiar wspierać inne koncerny. 

Dlaczego Izera to niewypał? "Trzeba mieć know-how" i "dużo pieniędzy"

Janusz Kobus - prezes Polskiej Izby Motoryzacyjnej - w TOK FM przyznał, że już od wielu lat nie wierzył w sukces Izery "jako samodzielnego bytu". Co do pomysłu klastra elektromobilności również ma zastrzeżenia. - Do takiej inwestycji trzeba znaleźć partnera, a ten partner na pewno będzie stawiał warunki. Pomysł, że ta fabryka będzie usługowo produkowała samochody dla innych, jest biznesowo mało realny, bo to trzeba sfinansować. To się zdarza w branży, ale akurat są ciężkie czasy dla tych, którzy usługowo produkują samochody, bo producenci przejmują produkcję do własnych fabryk - ocenił gość "Pierwszego Programu".

 

Przyczyn porażki Izery jest jednak więcej. - By uruchomić produkcję samochodu elektrycznego, trzeba mieć know-how, dużo pieniędzy i główne źródło napędu, którym tutaj jest bateria. W Polsce tej wiedzy nie mamy, w Europie zresztą też. Sukces największych marek - Tesli, BYD czy SsangYong też nie przyszedł szybko. Tesla powstała w 2003 roku i dopiero po kilkunastu latach zaczęła być zyskowna. BYD powstało w 1995 roku, a produkowało też samochody spalinowe i hybrydowe - wskazał Janusz Kobus w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Oprócz czasu potrzeba też pieniędzy. Prezes Polskiej Izby Motoryzacyjnej podał kwoty, jakie zainwestowali producenci elektryków, "którym się udało". - BYD i SsangYong zainwestowały ponad 40 mld dolarów, Tesla - 35 mld, Geely - ponad 30 mld. I nawet większość tych dominujących spółek przynosi straty. Zyski robią jedynie BYD i SsangYong, ale nie są one wielkie - na poziomie 2-3 proc. Tesla ma trochę większe, ale też spadają. Także to nie jest łatwy kawałek chleba - powiedział Janusz Kobus.

Wycinają las pod Strykowem w Łódzkiem. 'Płakać się chce'

W tym Polska jest liderem. Ekspert ostrzegł polityków. "To nie wróży dobrze"

Mimo tego - podkreślił gość "Pierwszego Programu" - nasza branża motoryzacyjna nie powinna się poddawać. - Z motoryzacją nie powinniśmy dawać sobie spokoju w Polsce, bo jesteśmy liderem w produkcji części, komponentów, ale też i w produkcji baterii LG we Wrocławiu. Jesteśmy numerem dwa w Europie pod względem zatrudnienia i produkcji akurat części, a nie samochodów - wskazał.

Ekspert postawił jednak jeden warunek. - To na tyle skomplikowana branża, że trzeba podchodzić do projektów biznesowych profesjonalnie, a nie politycznie. Zwykle gdy politycy dotykają się biznesu, to nie wróży dobrze. Dotyczy to nie tylko branży motoryzacyjnej, ale wszystkich branż. Wtedy zyskowność tych spółek jest niższa niż takich czysto prywatnych czy biznesowych projektów. Niekoniecznie właścicielem powinno być państwo - mówił Janusz Kobus w TOK FM.