advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świętokrzyskie

Ewa zrobiła aborcję. Co stało się potem? "To przerażające"

4 min. czytania
11.09.2024 12:30
Ponad pięć godzin spędziła na komisariacie kobieta, która dokonała aborcji, zażywając tabletki poronne. Policjanci w protokole napisali, że zatrzymali ją za to, że "uczestniczyła w przerwaniu ciąży". - To absurd. Przerwanie własnej ciąży nie stanowi przestępstwa - mówi prawnik Jerzy Podgórski.
|
|
fot. Konrad Kozłowski / Agencja Wyborcza.pl

Ewa (imię zmienione) ma już dwoje dzieci. Nie chciała kolejnego. Gdy w połowie 2023 roku test ciążowy pokazał dwie kreski, wiedziała, że nie urodzi. Poprosiła partnera, by zorganizował dla niej tabletki do aborcji farmakologicznej. Pan Grzegorz miał wątpliwości. Sprzeciwiał się aborcji, ale - ze względu na uczucie, jakim darzy ukochaną - postąpił zgodnie z jej wolą.

Policję o sprawie powiadomiła osoba z dalszej rodziny. W efekcie - 10 maja 2023 roku w domu pary pojawili się policjanci. Doszło do przeszukania. Pan Grzegorz usłyszał zarzut pomocnictwa w aborcji. 8 lipca 2024 roku sąd w Kielcach uznał mężczyznę za winnego, ale odstąpił od wymierzenia kary. Zasądził natomiast dwa tysiące złotych nawiązki na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym. Sprawa będzie mieć swój ciąg dalszy, bo obrońca chce pełnego uniewinnienia i stąd złożona już apelacja.

Zatrzymanie pani Ewy. 'To absurd'

Ale w trakcie procesu wyszło coś jeszcze. Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Pińczowie - po tym, jak weszli do mieszkania pary - zatrzymali panią Ewę. Zabrali ją na kilka godzin na komisariat. W protokole zatrzymania kobiety napisano: "Uczestniczyła w przerwaniu ciąży za pomocą leków wczesnoporonnych, a ponadto zachodzi obawa ukrywania się i zacierania śladów przestępstwa".

- To absurd - mówi mecenas Jerzy Podgórski, pełnomocnik pana Grzegorza.

O jakim przestępstwie mowa? W protokole wpisano art. 152 par. 2 Kodeksu karnego, który brzmi: "Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 [to paragraf 1]. Tej samej karze podlega ten, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania [paragraf 2]".

Jak mówi TOK FM pełnomocnik pana Grzegorza, który jest w posiadaniu protokołu zatrzymania i notatki służbowej policji, panią Ewę potraktowano jak przestępcę. - W protokole wprost stwierdzono, że przyczyną zatrzymania jest fakt uczestniczenia w przerwaniu ciąży. Tyle tylko, że przerwanie własnej ciąży przez samą kobietę nie stanowi przestępstwa - wyjaśnia w rozmowie z nami Podgórski. - Wolność pani Ewy została całkowicie ograniczona, a jej działanie zostało zrównane z działaniami innych osób, podejrzewanych o popełnienie przestępstw. Stygmatyzacja takiego działania jest wyjątkowa, tym bardziej że Pińczów to małe miasteczko, a takie wiadomości bardzo szybko się rozchodzą pocztą 'szeptaną' - dodaje adwokat.

Podgórski informuje, że kobieta nie tylko spędziła kilka godzin na komisariacie. Z jego informacji wynika, że najpierw - gdy w domu trwało przeszukanie - do mieszkania nie mogły wejść dzieci pani Ewy, które były w tym czasie na podwórku z opiekunką. Gdy dzwonił domofon, kobieta nie mogła go nawet odebrać.

Co więcej - po przesłuchaniu na policji i po sporządzeniu protokołu zatrzymania, kobieta miała usłyszeć, że następnego dnia o godz. 7 rano ma się zgłosić ponownie na komisariat, bo musi być zbadana przez ginekologa. - Nikt jej nie zapytał, czy się zgadza, mimo że takie pytanie paść powinno - dziwi się prawnik. - Wprost przeciwnie, zagrożono jej, że jeśli nie stawi się na te badania, to trafi na policyjny dołek. Dlatego była przestraszona, zestresowana, stawiła się na policji kolejnego dnia, badanie zostało wykonane - relacjonuje Podgórski.

Wysłaliśmy w tej sprawie pytania do Komendy Powiatowej Policji w Pińczowie. Pytamy, czy policjanci, którzy uczestniczyli w formalnym zatrzymaniu pani Ewy, co jest potwierdzone w dokumentach, ponieśli jakiekolwiek konsekwencje służbowe. Jeśli tak, to jakie? Jeśli nie, to dlaczego? Czekamy na odpowiedź.

Mecenas Jerzy Podgórski podkreśla, że w tej sprawie reprezentuje pana Grzegorza, a o protokole z zatrzymania kobiety i o jej traktowaniu, miał dowiedzieć się dopiero w czasie procesu. - Być może partnerka pana Grzegorza podejmie jakieś kroki prawne - mówi adwokat. Najpierw para chce zakończyć sprawę Grzegorza i jego apelacji.

'Działania bezprawne'

- Mamy do czynienia z sytuacją, gdy osoba, która była w ciąży, sama tę ciążę przerwała, a to nie jest przestępstwo. Przerwanie ciąży przez kobietę, za pomocą tabletek, nie jest złamaniem prawa. W mojej ocenie to działania policji wobec tej pani były bezprawne - komentuje mecenas Agata Bzdyń, radczyni prawna, która specjalizuje się m.in. w prawach człowieka. Jak dodaje, ta sprawa pokazuje, że albo funkcjonariusze nie znają prawa, albo mają inny światopogląd i uznają, że 'aborcja to zło' i stąd takie nadmiarowe działania.

- Zatrzymanie pani Ewy było ewidentnym pozbawieniem jej wolności - na określony czas, ale jednak. Tego typu działania policji - w mojej ocenie - powinny być podstawą do wszczęcia np. postępowania dyscyplinarnego wobec funkcjonariuszy. Przełożeni powinni kontrolować, w jaki sposób ich podwładni stosują prawo i czy w tym przypadku nie doszło do deliktu dyscyplinarnego, a nawet przestępstwa przekroczenia uprawnień - dodaje Bzdyń.

Justyna Wydrzyńska, aktywistka aborcyjna z Aborcyjnego Dream Teamu, mówi TOK FM wprost: "Jeśli policjant nie zna prawa i zatrzymuje kobietę za aborcję, to winę za to ponoszą jego przełożeni". - Dlatego, że ewidentnie nikt takiemu policjantowi nie wyjaśnił, jak powinien w takiej sytuacji działać. To jest bardzo smutne. W wielu przypadkach mamy dowody na to, że policja nie zna obowiązującego prawa, a to prawo przecież wcale nie jest nowe - komentuje Wydrzyńska.

Prokurator generalny przygotował niedawno wytyczne dla prokuratorów w sprawie aborcji. Mają obowiązywać także policję. - Mam obawy, że one nie będą działały tak, jak sobie autorzy tego dokumentu życzyli. Wiele rzeczy zależy od wiedzy czy podejścia lokalnych policjantów i tego, na ile oni znają prawo czy właśnie te wytyczne. A ta sprawa pokazuje, że bywa z tym różnie - kwituje Wydrzyńska.