advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świętokrzyskie

Wielka awantura i pat w Bodzentynie. "Nawoływano do wywożenia nas taczkami"

4 min. czytania
25.11.2024 20:58
Sytuacja w Bodzentynie (woj. świętokrzyskie) jest wyjątkowo napięta. Chodzi o wiszące nad gminą widmo bankructwa i próby wprowadzenia przez burmistrza Dominika Dudka drakońskiego planu naprawczego. Nie chcą tego radni opozycji. - Gdyby siedem miesięcy temu zakasał rękawy, (...) bylibyśmy w zupełnie innym miejscu - mówiła w TOK FM członkini klubu "Przyjazna Gmina Bodzentyn" Agnieszka Barcikowska.
|
|
fot. Miasto i Gmina Bodzentyn

Na biurku szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Tomasza Siemoniaka na rozpatrzenie czeka wniosek o zawieszenie burmistrza oraz rady miasta i gminy Bodzentyn (woj. świętokrzyskie) oraz - co za tym idzie - ustanowienie zarządu komisarycznego. To skutek patu, który trwa od kilku tygodni w tamtejszym samorządzie.

Awantura o program naprawczy dla Bodzentyna. Gminie grozi zarząd komisaryczny

Władze gminy bezskutecznie próbują przeforsować wprowadzenie planu naprawczego, którego opracowanie nakazała na początku września Regionalna Izba Obrachunkowa. Potrzebę wprowadzenia drakońskich oszczędności, rządzący od kwietnia burmistrz Dominik Dudek tłumaczy tym, że poprzednie władze w budżecie gminy wpisały 'wirtualne, nierealistyczne kwoty po stronie dochodów'. Wśród nich miały być 'dotacje zewnętrzne, które zostały już wcześniej wykorzystane'. Termin już dawno minął, a bez programu Bodzentyn nie może zaciągnąć kredytu z budżetu państwa i grozi mu bankructwo. Już teraz poszkodowani są nauczyciele, którzy w listopadzie nie otrzymali wynagrodzenia.

Wprowadzenie planu naprawczego skutecznie blokują stronnicy byłego burmistrza Dariusza Skiby - radni z "Przyjaznej Gminy Bodzentyn", nie pojawiając się na kolejnych obradach. Agnieszka Barcikowska, przewodnicząca rady miasta i gminy Bodzentyn oraz członkini klubu "Przyjazna Gmina Bodzentyn", pytana w TOK FM o bojkotowanie posiedzeń, tłumaczyła to podejmowaną przez władzę "próbą zakamuflowania i przemycenia do uchwalenia dwóch ważnych uchwał". - Mówię tu o planie naprawczym i o uchwale dotyczącej zaciągnięcia kredytu z budżetu państwa. Od samego początku mówimy, że nie wyrażamy zgody na wprowadzenie planu naprawczego w gminie. O tym, że ten plan był tworzony przez firmę zewnętrzną, dowiedzieliśmy się od osób trzecich. Nie byliśmy informowani też o tym, co on będzie zawierał - zaznaczyła radna w "Poranku Radia TOK FM".

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

'Nawoływano do przychodzenia pod nasze domy ze zniczami'

Gdy prowadzący audycję Piotr Jaśkowiak zwrócił swojej gościni uwagę, że plan naprawczy można odrzucić w drodze głosowania, Barcikowska zaczęła mówić o "ogromnej ilości hejtu" kierowanego w stronę radnych opozycji. - W internecie wrzało, a opinie na nasz temat były drastyczne. Zdarzało się, że nawoływano do przychodzenia pod nasze domy ze zniczami i wywożenia nas taczkami. We wrześniu mieliśmy sesję, na którą przyszło kilkadziesiąt osób - był krzyk, jazgot i wulgarne słowa, które powodowały, że baliśmy się, że ktoś nas uderzy czy zepchnie ze schodów - przekonywała.

'Co się stało z Beatą Szydło? 'Prezes uznaje, że nie dorasta mu do pięt'

Jest alternatywa dla Bodzentyna? Radna opozycji podaje przykład Zabrza

Przede wszystkim - zdaniem opozycyjnej radnej - programu naprawczego w gminie Bodzentyn "w ogóle nie powinno być", ponieważ wprowadzenie go miałoby dla gminy tragiczne konsekwencje. - Przez okres trwania planu naprawczego nie dostaniemy złotówki ze środków zewnętrznych - nie będziemy mogli występować po pieniądze unijne, te z budżetu państwa. Bodzentyn jest gminą biedną - nie ma tu elektrowni, nie ma kopalni, nie ma dużych firm. A my potrzebujemy pozyskiwać środki zewnętrzne po to, żeby nasz region uatrakcyjniać pod kątem turystycznym, bo tutaj powinna bezwzględnie rozwijać się turystyka - argumentowała gościni TOK FM.

W zamian - wskazała Agnieszka Barcikowska - można zastosować inne rozwiązanie. Jako przykład  podała przypadek innej miejscowości znajdującej się na skraju bankructwa - Zabrza (woj. śląskie). - Nie tylko plan naprawczy daje możliwość zaciągnięcia kredytu z budżetu państwa. Zabrze kilkukrotnie miało negatywną opinię lub taką z uwagami, z Regionalnej Izby Obrachunkowej. Oprócz tego od 2017 roku były tam problemy z płatnościami w ZUS. W Zabrzu opracowano dla tego miasta plan ostrożnościowy przy pomocy Regionalnej Izby Obrachunkowej i oni będą mogli na tych samych warunkach uzyskać środki z budżetu - mówiła.

'Miasto na skraju bankructwa. Mają prawie miliard złotych długu. 'Złapali zadyszkę''

Według członkini Klubu Przyjazna Gmina Bodzentyn burmistrz Dudek forsuje wprowadzenie programu naprawczego jedynie po to, by pokazać, "jak bardzo złą sytuację zastał" w gminie po rządach swojego poprzednika. - Pan burmistrz powinien zacząć od siebie. Jego wynagrodzenie cały czas jest na poziomie maksymalnym, czyli prawie 20 tys. złotych. Gdyby siedem miesięcy temu, gdy został burmistrzem, zakasał rękawy i wziął się do solidnej pracy, ale też zaangażował nas radnych, bylibyśmy w zupełnie innym miejscu - podsumowała Agnieszka Barcikowska w TOK FM.

Tak o planie naprawczym dla gminy i swoim zawieszeniu mówił kilka dni temu burmistrz Bodzentyna. - Gmina Bodzentyn znajduje się w tak trudnej sytuacji finansowej, że jedynym źródłem pokrycia deficytu w tym momencie jest zaciągnięcie pożyczki z Ministerstwa Finansów (...) Robiliśmy swego rodzaju rozpoznanie prawne. Wiemy, że od tego zawieszenia organy mogą się odwołać, a więc, aby skutecznie powołać zarząd komisaryczny musi najpierw być skuteczne zawieszenie - mówi burmistrz Dominik Dudek cytowany przez portal kieleckiego oddziału TVP.