,
Obserwuj
Polska

"Ciśnie się pracowników, wyciska z nich siódme poty". Czy warunki pracy na kolei zagrażają bezpieczeństwu pasażerów?

2 min. czytania
20.04.2023 06:30
Przeniesienie na odległe posterunki, służbowe polecenia pracy fizycznej i zastraszanie. Tak ma wyglądać praca kolejowych dyżurnych ruchu. - Tak naprawdę nikt nie dba nawet o to, żeby była dla nich zapewniona przerwa w pracy, bo każda minuta musi być wypełniona - alarmował w TOK FM Tomasz Gidelski ze Stowarzyszenia Bezpieczna i Przyjazna Kolej.
|
|
fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Dyżurni ruchu na kolei, od których zależy życie i bezpieczeństwo tysięcy pasażerów, twierdzą, że poza stałymi obowiązkami są wykorzystywani do prac porządkowych np. koszenia trawy, sprzątania czy noszenia węgla. Jak ustalił reporter TOK FM Szymon Kępka, ci, którzy się buntują, są przenoszeni na posterunki oddalone od miejsca zamieszkania.

Koszenie trawy, noszenie węgla. Dyżurni ruchu na kolei o 'kuriozalnych poleceniach' od przełożonych

O trudnej sytuacji dyżurnych ruchu na kolei mówi się ostatnio coraz częściej. Niedawno na tokfm.pl opisywaliśmy problem związany z kierowaniem pociągów na niewłaściwe tory. Do takich sytuacji doszło kilka razy w Warszawie. Według ekspertów to efekt m.in. problemów kadrowych wśród dyżurnych ruchu oraz ich przepracowania.

Tomasz Gidelski ze Stowarzyszenia Bezpieczna i Przyjazna Kolej problem widzi głównie w "koszmarnej polityce zarządzania" spółką PKP Polskie Linie Kolejowe. - To efekty niezrozumiałej i kuriozalnej polityki kadrowej, właściwie braku nadzoru nad obszarem eksploatacji. Jest naciskanie na pracowników szeregowych, którzy odpowiadają za nasze bezpieczeństwo, zamiast szukać oszczędności wśród szeroko rozwiniętej dyrekcji PLK-i czy też w samym zarządzie - mówił w audycji "A teraz na poważnie" w TOK FM.

Jak dodał, "tam nie szuka się cięć, ograniczania kosztów". - Ciśnie się tych pracowników na dole, wyciska się z nich siódme poty. Tak naprawdę nikt nie dba nawet o to, żeby była zapewniona dla nich przerwa w pracy, bo każda minuta musi być wypełniona - stwierdził w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

"Związki zawodowe dają się poniekąd kupić"

Gość TOK FM skrytykował także kolejowe związki zawodowe, które w założeniu powinny wstawiać się za pracownikami. - Pozostaje pytanie, gdzie realnie te związki są? Poza wydawaniem oświadczeń w takich sytuacjach jak ta omawiana. Dopiero teraz związki publicznie mówią o problemie - podkreślił. Dodał też gorzko: "Mam wrażenie, że związki zawodowe to organizacje, które poszumią, pokrzyczą, natomiast zwykle dają się ugłaskać pracodawcy. I efekty mamy takie, jakie mamy".

Tomasz Gidelski ocenił, że obecne organizacje działające na kolei nie przypominają związków zawodowych, które pamiętamy z przeszłości. - Teraz związki zawodowe finansowane częściowo przez pracodawcę, pokrzyczą sobie, a najczęściej dają się poniekąd kupić. Więc ich rola jest dla mnie marginalna. Tak naprawdę słyszymy o nich wtedy, kiedy dopiero dochodzi do jakichś szumów medialnych czy problemów, które się nawarstwiają - podsumował członek Stowarzyszenia Bezpieczna i Przyjazna Kolej.

Linia kolejowa, na której obowiązuje prędkość 0 km/h. 'Obrano sobie za cel, by zniechęcić do jeżdżenia tam pociągami'