Koszenie trawy, noszenie węgla. Dyżurni ruchu na kolei o "kuriozalnych poleceniach" od przełożonych
O trudnej sytuacji dyżurnych ruchu na kolei mówi się ostatnio coraz głośniej. Kilka dni temu na tokfm.pl opisywaliśmy problem związany z kierowaniem pociągów na niewłaściwe tory. W marcu i w kwietniu w Warszawie taka sytuacja miała miejsce pięciokrotnie. Incydenty wyjaśnić ma specjalna komisja kolejowa. Jednak, jak mówili nam ludzie z branży, kierowanie składów nie tam, gdzie trzeba, to efekt m.in. problemów kadrowych wśród dyżurnych ruchu oraz ich przepracowania.
Głównym obowiązkiem dyżurnych powinno być - jak zresztą wskazuje nazwa - kierowanie ruchem. Jak słyszymy jednak od Aleksandra Motyki, przewodniczącego Związku Zawodowego Dyżurnych Ruchu PKP, na co dzień zleca się im także szereg innych zadań. - Koszenie trawy koło posterunku, żeby była lepsza widoczność albo wycinanie krzewów. Takie prace czysto porządkowe - podaje Motyka.
Starszy węglowy
Związkowcy zresztą sami odnieśli się szeroko do sprawy w wydanym kilka dni temu oświadczeniu. Zwrócili w nim uwagę na szereg problemów, w tym dodatkowe obowiązki, nieprzystające do ich kwalifikacji.
„?Czy słyszeli Państwo kiedyś o kontrolerze ruchu lotniczego - do którego porównuje się pracę Dyżurnych ruchu - który w przerwach między jednym a drugim samolotem udawałby się do kotłowni w celu wyczyszczenia i dołożenia opału do pieca c.o. z wcześniejszym obowiązkiem przebrania tego opału w celu usunięcia z niego kamieni i przy okazji przeliczenia pozostałego opału aby przekazać to w ramach zmiany dyżuru? To tylko jedno z kuriozalnych poleceń wydawanych przez zwierzchników Dyżurnych ruchu” - czytamy w stanowisku.
Po co dyżurni mieliby "przebierać" węgiel? - Do kotłowni zostały zakupione piece z podajnikami na ekogroszek. Zakład zakupił węgiel, w węglu był kamień, a wiadomo, że jeśli ten węgiel wrzuci się do podajnika, to piec się uszkodzi. I dlatego pracownicy mieli wybierać kamień z węgla - wyjaśnia w rozmowie z nami Motyka.
Przypomina, że dawniej takimi sprawami zajmowali się tzw. robotnicy stacyjni. Obecnie, jak mówi, takich osób już nie ma, a dodatkowe obowiązki spadają na barki dyżurnych. - Pracodawca twierdzi, że jeżeli jest luka między pociągami, to można to wykonać - mówi Motyka.
Zdaniem przewodniczącego związkowców, pracownicy obawiają się zgłaszania nieprawidłowości w obawie o konsekwencje. - Ci pracownicy są tak zastraszeni przez zwierzchników, że nawet jeżeli chcą przesłać zdjęcia jakiegoś polecenia niezgodnego z obowiązującym instrukcjami, to po prostu się boją, żeby go nie zidentyfikowali. To jest przykre, ale prawdziwe - twierdzi Motyka.
Pytaliśmy o tę sprawę PKP PLK. Do momentu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Przenosiny w "nagrodę"?
Osoby, z którymi rozmawialiśmy, przekonują, że z nadprogramowymi obowiązkami dyżurni ruchu muszą borykać się od dawna. Szczególnie na mniejszych posterunkach.
- Na starego typu nastawniach to norma. Dochodzi do tego sprzątanie - zwraca uwagę były pracownik PKP, który chce zachować anonimowość. - Nie wolno korzystać z urządzeń elektrycznych ani czytać prywatnych książek, ale podczas prowadzenia ruchu można sprzątać nastawnie - dziwi się pracownik, który kilka lat temu pożegnał się ze spółką.
Dyżurni ruchu to specjaliści, którzy w ramach swoich uprawnień mogą pracować w kilku miejscach - na kilku posterunkach. W grę wchodzą także, jak słyszymy od naszych rozmówców, posterunki oddalone od siebie, ale też od miejsca zamieszkania pracownika. To - według naszego rozmówcy - wykorzystują zwierzchnicy dyżurnych. - Jeżeli pracownik się skarży, to "w nagrodę" zostaje przeniesiony na inny posterunek. Jeżeli taki pracownik głośno mówi, co myśli, to zwierzchnik daje go na posterunek odległy i taki pracownik przestaje głośno mówić, co myśli - słyszymy.
Posłowie interweniują
O problemach dyżurnych ruchu mówili ostatnio posłowie Lewicy - Paulina Matysiak i Wiesław Szczepański, zasiadający w sejmowej komisji infrastruktury.
- Pasażer, który wsiada do pociągu, musi czuć się bezpiecznie. Dlatego zanim dojdzie do tragedii, pytamy prezesa PKP PLK Ireneusza Merchela, jakie działania naprawcze wprowadzono i jak wygląda nadzór nad ruchem - pytali podczas konferencji prasowej.
- Czy wprowadzone w Warszawie koła ratunkowe dla dyżurnych pomagają pracownikom, czy są dodatkowym czynnikiem stresującym? Czy problemy wynikają z niedoborów kadrowych i przeciążenia pracowników pracą? Chcemy się dowiedzieć, czy zostały podjęte działania, które miałyby na celu poznanie przyczyn nieprawidłowości - kontynuowała posłanka Matysiak.
Wspomniane przez polityczkę koła ratunkowe to wzmocnienia obsady dyżurnych, jakie miały zostać wprowadzone przez PKP PLK. Jak mówili nam niedawno związkowcy, takie wsparcie zostało wdrożone, ale tylko w ciągu dnia. W nocy, jak podawali, nie ma o tym mowy.
Co na to PKP?
Pytaliśmy PKP PLK zarówno o kwestie dotyczące przepracowania dyżurnych ruchu, ale też o sytuację kadrową wśród dyżurnych. Spółka zapewnia, że prowadzi stały monitoring nad stanem zatrudnienia i współpracuje ze szkołami, które przygotowują absolwentów do możliwości wykonywania obowiązków, między innymi na stanowiskach dyżurnych ruchu. "Prowadzone są szkolenia przygotowujące do wykonywania zadań związanych z bezpieczeństwem ruchu kolejowego" - odpowiada nam PKP PLK.
Na pytania dotyczące obciążenia pracą dyżurnych - otrzymujemy jedynie odpowiedź, że zakres pracy dyżurnych ruchu jest "ściśle określony wewnętrznymi procedurami".
Związkowcy twierdzą, że sytuacja kadrowa jest trudna, bo coraz więcej osób odchodzi na emerytury. - Pracownicy widzą po sobie przemęczenie. Wolą odejść, a nie ryzykować [błędu]. Wynika to z nawarstwienia obowiązków różnego rodzaju - mówił nam Grzegorz Herzyk, ze Związku Zawodowego Dyżurnych Ruchu PKP.
O trudnej sytuacji dyżurnych ruchu mówił w programie 'A teraz na poważnie' Mikołaja Lizuta Tomasz Gidelski ze stowarzyszenia Bezpieczna i Przyjazna Kolej: