"Będą ciskane gromy". Kwiatkowski wyjaśnia, co wydarzy się po decyzji w sprawie Kamińskiego i Wąsika
Sąd Najwyższy uchylił umorzenie sprawy Mariusza Kamińskiego i innych byłych szefów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. A to oznacza, że sprawa wraca do Sądu Okręgowego drugiej instancji. Jeszcze w piątek Trybunał Konstytucyjny uznał, że 'prawo łaski jest wyłączną i niepodlegającą kontroli kompetencją prezydenta', a Sąd Najwyższy 'nie ma kompetencji do sprawowania kontroli' nad tym działaniem.
- Sąd Najwyższy jak każdy sąd w Polsce, ma obowiązek zbadania konstytucyjności innych organów. W tym wypadku stwierdził to, co stwierdzić musiał, że kieruje sprawy do ponownego rozpatrzenia przez sąd okręgowy, bo ta sprawa się nie zakończyła – wyjaśniał były minister sprawiedliwości.
Prezydent nie wie, co podpisuje?
Przypomnijmy, że w listopadzie 2015 roku prezydent Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika i dwóch innych członków kierownictwa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, zanim sąd okręgowy rozpatrzył apelację przez nich złożoną. W marcu 2016 r. sąd okręgowy uchylił wyrok sądu rejonowego i wobec aktu łaski prezydenta prawomocnie umorzył sprawę. – Mam wrażenie, że pan prezydent i jego otoczenie, ma pewien problem z czytaniem aktów prawnych. (…) Nikt mu nie powiedział, że prawo łaski jest od prawomocnego wyroku – ironizował Krzysztof Kwiatkowski.
Ułaskawieni przez Dudę Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik kierują resortem spraw wewnętrznych. Mikołaj Lizut pytał swojego gościa, czy orzeczenie Sądu Najwyższego oznacza, że obaj związani z PiS politycy nie mogą pełnić swoich urzędów?
Były minister sprawiedliwości wyjaśnił, że sprawa trafi teraz do sądu i - jak ocenił Kwiatkowski - 'rozstrzygnąć ją można tylko w jeden sposób, prawomocnym wyrokiem'. - Nie będę tutaj ekstrapolował, jakie będzie rozstrzygnięcie sądu, bo w przeciwieństwie do działaczy PiS-u my nie mówimy, tak jak oni o wyroku sądu pierwszej instancji, że jest on skandaliczny. Sąd w tym zakresie wyda prawomocny wyrok – tłumaczył senator.
Jeśli wyrok będzie skazujący, to skazani będą mogli ubiegać się o ułaskawienie. – Gdyby sąd orzekł: 'Skazujemy pana na trzy lata pozbawienia wolności', to oczywiście prawidłowo wykonany, wydany akt łaski - po prawomocnym wyroku - powoduje, że te osoby tej kary nie odbywają – wyjaśniał były minister sprawiedliwości.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Upolitycznienie sprawy. "Będą gromy"
Krzysztof Kwiatkowski nie ma wątpliwości, jak obóz władzy zareaguje na wtorkową decyzję Sądu Najwyższego. - Za chwilę usłyszymy głosy oburzenia przedstawicieli PiS-u, że to skandal, że Sąd Najwyższy nie mógł tego zrobić. Sędziowie mogli to zrobić, bo są prawidłowo obsadzeni. Będą ciskane gromy, że sędziowie mieszają się do polityki – ocenił gość TOK FM.
Krytyka pojawiła się praktycznie zaraz po ogłoszeniu decyzji SN. Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta skomentował na Twitterze, że Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, w którym ignoruje podział władz. Według polityka Suwerennej Polski sędziowie SN uczestniczą "w rebelii przeciw własnemu państwu".
- Sąd Najwyższy pokazał, że nie ma dla niego żadnych granic w anarchizacji polskiego systemu prawnego, oczywiście z konstytucją na ustach - stwierdził wicemarszałek Senatu Marek Pęk z Prawa i Sprawiedliwości. A rzecznik PiS-u Rafał Bochenek powiedział, że 'prawo łaski jest samodzielną prerogatywą prezydencką i nie podlega kontroli ani weryfikacji przez jakikolwiek organ'.