"Turyści nie są skłonni do wakacyjnych szaleństw bez pamięci". Polacy zmieniają urlopowe nawyki
Wysoka, dwucyfrowa inflacja mocno uderzyła Polaków po kieszeniach. Widać to m.in. w miejscowościach nadmorskich, gdzie ceny znacząco wzrosły. Czy nad Bałtykiem widać tłumy turystów? - Nie jest źle, ale oczywiście mogło być dużo lepiej - przyznała w "Magazynie EKG" w TOK FM Hanna Mojsiuk, prezeska Północnej Izby Gospodarczej.
Rozmówczyni Macieja Głogowskiego poinformowała, że obłożenie w lipcu to między 50 a 90 procent, w zależności od wielkości kurortu. - W bardzo dużych ośrodkach obłożenie jest w granicach 80-90 procent - dodała. Jak tłumaczyła szefowa PIG, to tam więcej jest droższych hoteli. - Zamożnego klienta zawsze będzie stać na hotel o wysokim standardzie. Największym zainteresowaniem cieszą się te luksusowe albo apart hotele [apartamenty, mieszkania wynajmowane w systemie hotelowym - red.] - wskazała Mojsiuk.
Co ważne, dużą część turystów, którzy korzystają z droższych ofert, to turyści ze Skandynawii i Niemiec. - Jeżeli chodzi o Polaków jest to w granicach 40 procent - podkreśliła.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gościni TOK FM wskazała, że spadek liczby klientów najbardziej widać w mniejszych miejscowościach turystycznych. - Mamy tam obłożenie w granicach 55 proc. Nie wszystkich klientów stać na to, żeby płacić tak dużo, jak np. w zeszłym roku - stwierdziła, dodając, że jak zawsze dużą popularnością cieszą się pola namiotowe.
'Gofry po 20 złotych?'. Turyści nad morzem płacą i płacą, a będzie tylko gorzej
"Polscy turyści nie są skłonni do wakacyjnych szaleństw bez pamięci"
Wzrost cen nad Bałtykiem najbardziej uderzył w osoby średnio zamożne. Jak mówiła Mojsiuk, widać, że wielu Polaków zmienia w związku z tym urlopowe nawyki. - Turystyka po pandemii COVID-19 odradza się bardzo powoli, ale inflacja stała się większym hamulcem dla naszych planów turystycznych niż sama pandemia. Bo polscy turyści oglądają każdy wydatek ze wszystkich stron i nie są skłonni do wakacyjnych szaleństw bez pamięci - wyjaśniła.
Co to oznacza? - Nasi hotelarze zauważyli, że turyści są bardziej oszczędni i mniej przeznaczają na dodatkowe atrakcje. Często wybierają nocleg bez wyżywienia. Jest bardzo dużo turystów, którzy kupują jedzenie w dyskontach - mówiła rozmówczyni Macieja Głogowskiego. Ponadto Polacy często rezerwują wyjazd spontanicznie, z niewielkim wyprzedzeniem. Skracają również czas wypoczynku. - Kiedyś bywały to dwa tygodnie, teraz często nie jest to nawet tydzień i te urlopy są 3-4 dniowe - podsumowała prezeska Północnej Izby Gospodarczej.
Przez euro Chorwacja już nie na polską kieszeń? 'Panuje jakaś chora propaganda'