Ola poroniła. Medycy mieli zadzwonić na policję, że "utopiła dziecko w toalecie". "Takich historii jest coraz więcej"
Ola poroniła w swoim domu. Kobieta bardzo źle się poczuła i zadzwoniła na pogotowie. Do szpitala przyjechała policja, a prokuratura kazała wypompowywać szambo na jej posesji, szukając dowodów na dokonanie aborcji. - Nie popełniłam żadnego przestępstwa. To było poronienie, tragedia dla mnie, a zostałam potraktowana, na życzenie pani prokuratorki, jak śmieć - powiedziała Ola 'Wysokim Obcasom'.
Ola poroniła w domu. Prokuratura kazała wypompować szambo i w ściekach szukać płodu
To kolejna wstrząsająca historia o policyjnej przemocy wobec kobiet. I kolejna (po historii pani Joanny z Krakowa, którą w zeszłym tygodniu nagłośnił TVN), w której to prawdopodobnie medycy zawiadomili policję. Ola podejrzewa, że zgłoszenia, że "dokonała aborcji i utopiła dziecko w toalecie" dokonała ratowniczka medyczna.
Niestety nie dziwi to Natalii Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu. - To jest skandaliczne, ale to sytuacja, która bardzo często łączy tego typu historie. Osoba dzwoni na pogotowie albo jedzie do szpitala, żeby otrzymać pomoc, a oprócz niej dostaje oskarżenie, że zrobiła coś złego. I my w Aborcyjnym Dream Teamie, w Aborcji bez Granic mamy dużo takich sytuacji. I to się intensyfikuje, tych historii jest coraz więcej - ubolewała w "A teraz na poważnie" w TOK FM.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zdaniem rozmówczyni Mikołaja Lizuta dzieje się tak dlatego, że w Polsce karana jest pomoc w aborcji. - A organy ścigania i personel medyczny są w tyle za nowoczesną technologią aborcyjną, która pozwala samodzielnie przerwać ciążę. I uderza to przede wszystkim w osoby, które tak jak pani Ola, ronią samoistnie - oceniła Broniarczyk. Aktywistka podkreśliła przy tym, że samoistne poronienie dotyczy aż 35 proc. ciąż. Tymczasem podejrzliwość medyków powoduje, że osoby w zagrożonej ciąży boją się korzystać z pomocy personelu medycznego. - Dzwonią np. do Aborcji bez Granic i pytają: "Jak mogę sobie poradzić z tym sama, żeby nie ściągać na siebie jeszcze większego problemu" - opisywała aktywistka.
Gościni TOK FM podkreśliła, że w przypadku poronień w drugim trymestrze bardzo ważne jest odpowiednie postępowanie, takie jak np. nieodcinanie samodzielnie pępowiny. Konieczna bywa także pomoc personelu medycznego, bo może dojść do krwotoku i zagrożenia życia. Jak mówiła, "kobiety są w matni". Nieustannie towarzyszy im strach. - Ciągle czekam na lekarzy, którzy wyjdą i powiedzą: "Zawsze możesz się do nas zgłosić. Nie zadzwonimy na ciebie na policję, do prokuratury" - apelowała.
- Mam nadzieję, że Naczelna Izba Lekarska, autorytety medyczne wyjdą i powiedzą publicznie: "Nie możecie tak robić, to jest wbrew etyce lekarskiej". Bo to nie jest ratowanie życia. Wierzę, że historie kobiet, które to publicznie nagłaśniają spowodują zmianę tego systemu - podsumowała Broniarczyk.