"Polska łamie prawo". Dziecko zabiera pogotowie, a rodzic słyszy: "Kim pani jest?"
W Polsce są rodziny gorszej kategorii, inaczej traktowane przez prawo - niedostrzegane. To rodziny, które tworzą osoby ze społeczności LGBT+.
Ile takich rodzin jest w naszym kraju? - Nie możemy podać dokładnej liczby, bo GUS cały czas nie zbiera takich danych. Ale według szacunkowych danych dr Agaty Stasińskiej i prof. Joanny Mysielińskiej, które od lat badają tęczowe rodziny, jest to ok. 150 tys. rodzin - mówił w TOK FM dr Anna Strzałkowska z Fundacji Tęczowe Rodziny.
'Urodziłem dziecko'. Matko-ojciec niebinarny opowiada, z czym zmaga się każdego dnia
"Miłość do dziecka jest taka sama"
- Czym macierzyński/rodzicielstwo osób ze społeczności LGBT+ różni się od macierzyństwa osób heteroseksualnych? - pytała swoją rozmówczynię Anna Piekutowska.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Z jednej strony niczym się nie różnią, bo miłość do dziecka jest taka sama. Wielka, czasami trudna. Jednocześnie kontekst, w którym wychowujemy nasze dzieci, jest niesprzyjający. Tęczowe rodziny mają w codziennym życiu bardzo dużo trudności. Są one związane z niemożnością reprezentowania swojego dziecka w placówkach oświatowych, medycznych, jeśli nie jest się rodzicem biologicznym - odpowiedziała gościni niedzielnego "Poranka Radia TOK FM".
Jak dodała, można wskazać dwa źródła tych trudności. Pierwszym jest brak w Polsce regulacji prawnych, które uwzględniają istnienie tęczowych rodzin. - Z drugiej strony ogromnym kłopotem jest bardzo niska świadomość społeczna oraz brak wiedzy profesjonalistów, praktyków odnośnie do naszej społeczności. Brak regulacji powoduje liczne trudności w życiu społecznym. Na przykład to, że faktyczny rodzic (wychowujący od lat dziecko) nie jest w stanie wypełniać swojej funkcji w żadnej instytucji, bo nie jest w stanie reprezentować dziecka. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której dziecko jest zabierane przez pogotowie i rodzic musi się przedzierać przez pytania: "Ale kim pani jest?". Doświadczyłam tych sytuacji osobiście - mówiła Strzałkowska.
Lublinianki wzięły ślub na Maderze. Teraz o swoje małżeństwo chcą walczyć w Strasburgu
Podkreśliła, że takich zdarzeń nie rozumieją też dzieci. - Wyobraźcie sobie, że jesteście jako rodzice niewpuszczani do pokoju własnego dziecka, tylko dlatego, że prawo was nie rozpoznaje. To są zdarzenia, z którymi cały czas się spotykamy wszędzie tam, gdzie są oficjalne, urzędowe sytuacje - mówiła. Zwróciła też uwagę na to, że jedną z wielu konsekwencji obowiązującego w Polsce prawa jest to, że dziecko może dziedziczyć tylko po biologicznym rodzicu.
- Już nie mówię o sytuacjach, w których mamy trudności polskich dzieci urodzonych za granicą, które często są bezpaństwowcami. Dlatego, że Polska nie chce uznać aktu urodzenia, gdzie są dwie matki lub dwóch ojców - powiedziała gościni TOK FM.
Rosję Putina zalewa fala mordów i gwałtów. 'To bomba z opóźnionym zapłonem'
Jak dodała rozmówczyni Anny Piekutowskiej, w sprawie tęczowych rodzin "Polska cały czas łamie prawo", na przykład poprzez zapisy konstytucji, z których wynika, że "rodzina, macierzyństwo, rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką" państwa. - Jest tak tylko fragmentarycznie, nie dotyczy to naszych dzieci z tęczowych rodzin. To jest dla mnie coś kompletnie niezrozumiałego, dlaczego tak jest - przyznała przedstawicielka Fundacji Tęczowe Rodziny.