Powodzi będzie więcej. "Sami prowokujemy zjawiska ekstremalne"
Ulewne deszcze w ostatnich dniach doprowadziły do powodzi w wielu miastach całej Polski - ucierpiały m.in. Poznań, Bielsko-Biała. Nie było ofiar, ale o podobnym szczęściu nie mogą mówić Niemcy. W południowej części kraju również doszło do podtopień, utonęło pięć osób, a położona nad Dunajem Pasawa ogłosiła we wtorek stan klęski żywiołowej.
"Sami te zjawiska ekstremalne prowokujemy"
- Specjaliści od klimatu mówią, że będziemy mieć coraz więcej zjawisk ekstremalnych. Być może po średniej ilości opadów tego nie widać, ale te zjawiska będą coraz częstsze. Sami je prowokujemy - powiedział w 'Pierwszym Programie' w TOK FM dr inż. Tadeusz Rzepecki, przewodniczący rady Izby Gospodarczej 'Wodociągi Polskie', prezes Tarnowskich Wodociągów.
- To my, betonując i asfaltując miasta, zmniejszamy retencję, uniemożliwiamy naturalne odprowadzanie wody do gruntu w szybkim czasie poprzez wody podziemne - precyzował ekspert. - Betonując uszczelniamy powierzchnię i musimy zapewnić możliwość odbioru tej wody przez systemy kanalizacyjne. A to naprawdę nie jest proste - zaznaczał.
Dopytywany o to, dlaczego betonujemy miasta, odparł krótko: "Ze względu na wygodę". - Mamy chęć chodzić w butach po chodnikach, twardej nawierzchni, a nie szutrowej czy chłonnej na wodę. To naczelny problem naszych - ale nie tylko naszych - miast. Powodzie błyskawiczne obserwujemy wszędzie na świecie - podkreślił rozmówca Piotra Jaśkowiaka.
Systemy sprzed 150 lat
Czy rozwiązaniem problemu mogłyby być większe kolektory, czyli rurociągi odprowadzające ścieki i wody opadowe z sieci kanalizacyjnej? - Trudno ustalić granice, jak wielkie miałyby one być, żeby tego typu sytuacjom zapobiec. Budowa systemów kanalizacyjnych to całkowita przebudowa infrastruktury miasta. (...) To niemożliwe w ciągu pięciu czy dziesięciu lat. To zatrzymanie ruchu na wielu ulicach - mówił ekspert.
- W wielu miastach mamy tak zwany ogólnospławny system kanalizacji, w którym ścieki sanitarne i przemysłowe mieszają się z wodami opadowymi i roztopowymi. W normalnych warunkach, przy słonecznej pogodzie, ten ściek płynie na dnie kolektorów, wykorzystanych w maksimum pięciu-dziesięciu procentach. W momencie kiedy przychodzą deszcze nawalne, powodzie błyskawiczne, te kolektory są wypełnione w stu procentach i to bardzo szybko od rozpoczęcia tego typu opadu - opisywał Rzepecki.
Co mogą zrobić wodociągi, jeśli zauważą, że kolektory błyskawicznie się wypełniają? - Zarządca wodociągów ma niewielkie możliwości, dlatego że spływ tak ogromnej ilości ścieków to efekt projektu, który wykonany był 50, 100 czy nawet 150 lat temu, więc sterować za bardzo się tym nie da - przyznał gość TOK FM. - Są miasta, które wprowadzają sterowanie, duże retencje kanałowe, dodatkowe zbiorniki pod ulicami, które potrafią spłaszczyć falę powodziową. To kosztowne rozwiązania i trzeba wdrażać je przez wiele dziesięcioleci. To musi być konsekwentna polityka każdego włodarza miasta i każdego przedsiębiorstwa wodociągowego - zaznaczył.
I dodał, że także my sami mamy wpływ na bezpieczeństwo w przypadku powodzi. - Jesteśmy nieświadomi, że same przepisy prawa o tym mówią. Użytkowanie instalacji kanalizacyjnych w piwnicach, w których odprowadzanie ścieków może być utrudnione, musi być zabezpieczone: przepompowniami albo klapami przeciwzalewowymi - powiedział Rzepecki.