Gdzie się podziały akta w biurze RPD? "To będzie do wyjaśnienia dla prokuratury"
Gdy Monika Horna-Cieślak objęła urząd Rzecznika Praw Dziecka, postanowiła dokładnie zbadać sprawę kilkuletniej Sylwii z Królówki w Małopolsce. Historię dziewczynki przedstawiliśmy w serialu 'Niedorzecznik' w listopadzie. Z naszych ustaleń wynikało, że Mikołaj Pawlak osobiście angażował się w spór o prawo do opieki nad Sylwią i przyczynił się do wywiezienia dziecka z kraju. Jak dowiadujemy się teraz, w biurze RPD nie ma na ten temat śladu, a w sprawie brakuje kluczowych fragmentów dokumentacji.
- Mam wiedzę, jaką przedstawił pan w serialu "Niedorzecznik", ale nie mam takich informacji w głównym źródle informacji na temat danej sprawy - mówi TOK FM Horna-Cieślak. I podkreśla, że w wewnętrznym systemie nie ma wzmianek ze strony Mikołaja Pawlaka o podejmowanych przez niego działaniach.
- To będzie do wyjaśnienia dla prokuratury, bo sprawę na pewno zgłoszę. Uważam, że takie działania nigdy nie powinny się wydarzyć - twierdzi Horna-Cieślak. Jak dodaje, referent w biurze Rzecznika, który zajmował się sprawą Sylwii, też nie miał pojęcia, co robił jego szef, a kolejnych wątkach tej historii dowiadywał się po jakimś czasie - z pism, które trafiały na jego biurko.
Na to szły pieniędze z biura byłego RPD. Druzgocący raport NIK
O co chodziło w sprawie Sylwii?
Dziewczynkę, której historię opowiedzieliśmy w pierwszym odcinku serialu 'Niedorzecznik', nazwaliśmy Sylwią. Jej rodzice poznali się w Kanadzie i tam urodziła się też Sylwia. Był 2016 rok. Kilka miesięcy później jej matka poważnie zachorowała. Ponieważ nie mieli odpowiedniego ubezpieczenia, zdecydowali się wrócić do Polski. Zamieszkali w Królówce - małej miejscowości w Małopolsce niedaleko Bochni. Tu byli bowiem dziadkowie Sylwii ze strony mamy.
Kobieta przegrała walkę z nowotworem. Sylwia zaś znalazła się w centrum rodzinnego konfliktu. Początkowo prawo do opieki nad nią miała babcia, jednak ojciec postanowił odzyskać dziecko. Finalnie, po czterech latach walki, prawo do opieki sąd dał właśnie ojcu, który przebywał w Kanadzie i z jakiegoś powodu nie mógł przyjechać do Polski, by odebrać dziecko. Babcia postanowiła zabrać wnuczkę i uciec. - Liczyłam, że coś się uda w tym czasie zrobić, że ktoś zadziała - mówiła w serialu 'Niedorzecznik' pani Anna.
Sprawą zainteresował się ówczesny Rzecznik Praw Dziecka. Mikołaj Pawlak zorganizował spotkanie z prawnikami reprezentującymi obie strony. Przekonał męża Anny (babci), by się z nią skontaktował i namówił do wyjścia z ukrycia. - Miałem powiedzieć, gdzie jest żona. On twierdził, że z nią porozmawia i wszystko załatwi - relacjonował dziadek Sylwii. Jak dodawał, Pawlak miał mówić, że jest 'szóstą osobą w państwie' i 'wszystko załatwi'. Dziadkowie zaufali więc ówczesnemu Rzecznikowi i zgodzili się ujawnić miejsce ukrycia Anny i Sylwii. Zdawali sobie sprawę, że nie zatrzymają dziecka w Polsce, bo wyrok sądu jest jednoznaczny. Przekonywali, że chodziło im o to, by nie 'wyrywać' wnuczki siłą, ale przygotować do wyjazdu do Kanady.
Pawlak wsiadł w samochód i pojechał kilkaset kilometrów do Rzeszowa, gdzie ukrywała się babcia. Namówił ją, by wróciła do domu i spotkała się z dziadkami dziewczynki ze strony ojca. Do spotkania doszło - w domu Anny i jej męża. Dziadkowie zgodzili się, by rodzice ojca Sylwii zabrali dziecko na spacer, aby lepiej je poznać. Z tego spaceru już jednak nie wrócili.
Anna i Jerzy dzwonili po lotniskach, na policję. Ślad zaginął. Pawlak - jak mówili - przestał odbierać od nich telefon. Kilka dni później Sylwia była już w Kanadzie, ale nikt nie wiedział, jak się tam dostała. - My mamy jej paszport, wszystkie dokumenty - mówił nam Jerzy.
Dzięki Dudzie byłe Rzecznik Praw Dziecka został sędzią. Jak Pawlak sprawdzi się w tej roli?
Dziwna zbieżność
W serialu "Niedorzecznik" szukaliśmy powodów wyjątkowej aktywności Mikołaja Pawlaka w sprawie Sylwii. W innych, podobnych historiach były już RPD robił przecież wszystko, by dziecko zostało w kraju. Tak było choćby w przypadku głośnej sprawy małej Ines.
Trafiliśmy na pewną zbieżność. Okazało się, że ojciec i dziadkowie Sylwii z Kanady byli reprezentowani przez kancelarię adwokacką z Łodzi, która miała siedzibę w tej samej kamienicy, w której działała kancelaria Mikołaja Pawlaka. Wszyscy byli członkami tej samej wspólnoty mieszkaniowej. Ustaliliśmy też, że żony Pawlaka i jednego ze wspólników kancelarii są sędziami w Łodzi i pracują w tym samym sądzie. Pytaliśmy więc, czy względy osobiste i kontakty między byłym RPD a pełnomocnikami jednej ze stron miały tu znaczenie. Biuro Mikołaja Pawlaka ani on sam na to i inne pytania nigdy nie udzielili nam odpowiedzi.
Dziś to pytanie jest jeszcze bardziej zasadne. Jeśli referent w biurze nie miał pojęcia, co się w sprawie Sylwii dzieje, to skąd Pawlak czerpał informacje na ten temat? To między innymi ma wyjaśnić prokuratura. Monika Horna-Cieślak mówi nam, że jeszcze zawiadomienia nie wysłała, ale zapewnia, że zrobi to w najbliższym czasie. Nie ukrywa też, że obawia się, jak przekonać babcię Sylwii, by jeszcze raz zaufała Rzecznikowi Praw Dziecka.