advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Rosyjski dron nad Polską. "Wykazaliśmy się niemocą"

Anna Siek
2 min. czytania
27.08.2024 10:09
Trwają poszukiwania rosyjskiego drona, który w poniedziałek wleciał na terytorium Polski. - Dron leci z prędkością kukuruźnika. To naprawdę nie jest wielkie zagadnienie, żeby go namierzyć i zestrzelić - mówił w TOK FM Zbigniew Parafianowicz. Dziennikarz ocenił, że Polska "wykazała się niemocą".
|
|
fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

Rosyjski dron wleciał w poniedziałek na terytorium Polski. W poszukiwaniach bierze udział ponad stu żołnierzy.

Dlaczego dron nie został zestrzelony? Jan Wróbel cytował w 'Poranku Radia TOK FM' wypowiedź dowódcy, który wyjaśnił, że wojsko nie strąciło obiektu ze względu na złą pogodę. - Ale ten dron radził sobie z warunkami atmosferycznymi. Z czego można wysnuć wniosek, że przy złej pogodzie mogą nam nawpuszczać dronów, ile chcą, niekoniecznie tylko, żeby robiły zdjęcia - ocenił dziennikarz TOK FM.

- Przecież przy złej pogodzie się nie walczy, to jest oczywiste. Jak jest zła pogoda, to się siedzi w domu i pije ciepłą herbatę - komentował ironicznie Zbigniew Parafianowicz. Dziennikarz 'Dziennika Gazety Prawnej' przyznał od razu, że są pewne 'okoliczności łagodzące dla wojska'. - Czyli procedury w czasach pokoju, które każą nawiązać kontakt wzrokowy z tym, co leci, żeby nie zestrzelić - krótko mówiąc - samolotu cywilnego, który gdzieś się zapodział. Ale to nie był ten przypadek. Zresztą też czujni internauci wykazali na podstawie map pogodowych, że pogoda w poniedziałek w tamtym rejonie nie była tak zła w momencie, gdy ten dron - jak podaje RMF FM - przez 30 minut latał w przestrzeni powietrznej Polski i pewnie wyleciał - mówił komentator.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Rosyjski dron nad Polską. "Wykazaliśmy się niemocą"?

Jak podkreślił Parafianowicz 25-30 minut to wystarczająco długi czas, by się zorientować, czy do Polski wleciał dron, czy rosyjska rakieta. - Pocisk manewrujący leci mniej więcej z prędkością samolotu pasażerskiego, a dron z prędkością kukuruźnika, wydaje specyficzny odgłos jak dawny motor WSK. To naprawdę nie jest wielkie zagadnienie, żeby go namierzyć, ustalić i zestrzelić. To jest już kolejny przykład, w którym jednak mimo wszystko wykazaliśmy się niemocą - uważa dziennikarz, przypominając sprawę rosyjskiej rakiety, która została znaleziona - przez przypadkową osobę - w lesie pod Bydgoszczą.

To, co wydarzyło się wtedy, Parafianowicz nazwał "kompromitacją". - Teraz chyba idziemy dalej w tym kierunku... Dobrze by było po prostu w końcu taką instalację zestrzelić, żeby pokazać, że państwo jest sprawcze i że może działać w takich sytuacjach. Teraz tłumaczenia pogodowe nie budują morale społeczeństwa - podkreślił gość TOK FM.

'Obudził mnie huk. Zobaczę samoloty'. W Tyszowcach żyją jak na bombie

Zdaniem dziennikarza 'DGP' może trzeba wziąć pod uwagę obowiązujące procedury, żeby wojsko mogło szybciej reagować w sytuacji zmasowanych ataków, które odbywają się w Ukrainie. Bo poniedziałkowe i dzisiejsze ostrzały rosyjskie są jednymi z największych od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.