advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

"Obudził mnie huk. Zobaczyłam samoloty". W Tyszowcach żyją jak na bombie

4 min. czytania
26.08.2024 20:58
Polacy mieszkający przy granicy z Ukrainą muszą mieć nerwy ze stali. Zdarza się, że rosyjskie pocisku "zbłądzą" i znajdują się po naszej stronie. - Obudził mnie huk, strach trochę jest, ale do wszystkiego można przywyknąć - mówią mieszkańcy gminy, gdzie polscy żołnierze szukają zagubionego rosyjskiego drona.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

W poniedziałek (26 sierpnia) rano doszło do zmasowanego ataku Rosji na cele w Ukrainie, również w zachodniej części kraju, przy granicy z Polską. Rosjanie odpalili rakiety z 11 bombowców strategicznych oraz wypuścili nad Ukrainę 60 dronów. Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych RP z samego rana informowało, że w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, na płudniowym-wschodzie Polski poderwano wojskowe samoloty.

Niedługo potem wojsko ujawniło, że do polskiej przestrzeni powietrznej wleciał jakiś niezidentyfikowany obiekt. Był obserwowany przez środki radiolokacyjne systemu obrony powietrznej kraju.

Od momentu wejścia w polską przestrzeń powietrzną podjęto próby weryfikacji wizualnej obiektu w celu identyfikacji przed ewentualną neutralizacją. Niestety z uwagi na panujące warunki atmosferyczne nie udało się go jednoznacznie zidentyfikować, co uniemożliwiło podjęcie decyzji o jego zestrzeleniu - przekazało wojsko w komunikacie. I dodało, że ostatecznie obiekt zniknął z radarów.

Tajemniczy latający obiekt to - według wojska - najprawdopodobniej dron. Wciąż jest on poszukiwany. W akcję zaangażowanych jest ponad 100 osób, które metr po metrze, kawałek po kawałku penetrują miejscowe lasy. To m.in. żołnierze 2 Lubelskiej i 19 Nadbużańskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Niezidentyfikowany obiekt latający nad Polską. 'Strach trochę jest'

- Obudził mnie jakiś huk. Było to bardzo głośne. Zobaczyłam samoloty nad naszymi domami. Nie tylko helikoptery, bo one też latają, ale też jakieś takie duże samoloty - mówi pani Agnieszka z miejscowości Wojciechówka w gminie Tyszowce.

- Od nas do granicy z Ukrainą jest jakieś 25 km, to bardzo blisko, te samoloty latają tu często, ale dziś było wyjątkowo głośno. Z drugiej strony, my już jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Przecież wojna w Ukrainie trwa ponad dwa lata. Blisko nas jest Przewodów, gdzie spadła rakieta. Jakiś strach we mnie jest, ale staram się podchodzić do tego na spokojnie. Choć dzisiaj z córką żartowałam, że chyba trzeba się będzie przeprowadzić do siostry na Śląsk - dodaje.

Wojciech Baj sekretarz gminy Tyszowce mówi tokfm.pl, że telefony się urywają. Dzwonią przede wszystkim media, ale też m.in. straż pożarna.

- Dzwonili, by się upewnić, czy nic nietypowego się nie wydarzyło, czy gdzieś w gminie nad ranem nie było pożaru. Nie było, nic takiego nie odnotowaliśmy. Było głośno, to prawda, samoloty latały, ktoś nawet napisał na lokalnym portalu, że coś widział w powietrzu. Jednak nic więcej oficjalnie nie wiem. To działania wojskowe, wojsko nas o nich szczegółowo nie informuje - tłumaczy Baj.

Sekretarz gminy Tyszowce podkreśla, że rzeczywiście mieszkańcy w jakimś sensie musieli się przyzwyczaić do tego, na jakim terenie przyszło im żyć. - Co ciekawe, praktycznie w ogóle nie dzwonili do nas mieszkańcy. Nie było paniki czy strachu i pytań, "co się stało" - dodaje nasz rozmówca.

Pana Wojciecha spotykamy przy drodze, pochodzi z Tyszowiec, tu się urodził i tu mieszka. - Wstaję codziennie o piątej rano, wychodzę na podwórko. Przed siódmą pies zaczął głośno szczekać. Usłyszałem taki potężny huk, który chwilę trwał. Jednak nie miałem poczucia, by coś wybuchło. Raczej, że gdzieś coś przeleciało, z ogromną siłą. I potem zobaczyłem w telewizji, że u nas żołnierze szukają jakiegoś drona z Rosji. Nie wiem, czy znajdą. Tu są pola kukurydzy, są lasy, mogą nie znaleźć. Choć szukają bardzo intensywnie, bo widziałem tłum ludzi na polu - dodaje.

- Ruscy nas sprawdzają. Jak bardzo nasza obrona powietrzna jest skuteczna - takie jest moje zdanie. A niestety mamy w niej luki i takie są efekty - mówi TOK FM jeden z okolicznych mieszkańców. Wtóruje mu pani Maria, która również zamieszkuje tę okolicę. - Powiem szczerze, że dziś rano jak usłyszałam te głośne odrzutowce, to się wystraszyłam. Zresztą, za każdym razem się boję. Oczywiście, idzie przywyknąć, ale to nie znaczy, że nie ma strachu. Lęk ciągle jest, jesteśmy tak blisko granicy - podkreśla.

Na okolicznym polu spotykamy pana Michała. Trochę obserwuje, trochę pracuje. Gdy pytamy, czy nie boi się wychodzić w pole po porannym zdarzeniu, kręci głową. - Jestem rolnikiem, moje miejsce jest w polu. Nie mam się co bać, co ma być, to będzie, a pracować trzeba. Widzę z dużej odległości, że wojskowi czegoś tu szukają. Może znajdą, ale wątpię - dodaje nasz rozmówca.

Niezidentyfikowany obiekt wleciał do Polski. Dlaczego Rosjanie atakują w tej okolicy?

Był Przewodów, teraz pobliska gmina Tyszowce. Ataki są skupione na ukraińskiej energetyce. "Tymczasem w okolicy gminy Tyszowce oraz Przewodowa leży ważny ukraiński węzeł energetyczny: będąca częścią tzw. wyspy bursztyńskiej elektrownia Dobrotwór, oraz połączenie 220 kV Dobrotwór-Zamość. Dobrotwór to najdalej wysunięta na zachód ukraińska jednostka wytwórcza, a linia łącząca Polskę z Ukrainą może być istotna z punktu widzenia funkcjonowania tego drugiego kraju zimą"- napisał na portalu społecznościowym X analityk, Jakub Wiech.

To nie pierwszy raz, gdy rosyjskie pociski czy drony "plątają się" po polskiej stronie. Od początku wojny na Ukrainie rosyjskie pocisku już kilkakrotnie naruszały naszą granicę. Oprócz wspomnianej już wsi Przewodów w woj. lubelskim, gdzie w listopadzie 2022 r. spadł pocisk, który zabił dwie osoby, w grudniu tego samego roku, tym razem w lesie niedaleko Bydgoszczy, spadła rosyjska rakieta Ch-55.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>