,
Obserwuj
Polska

Da się żyć z memów? Marszał: Staram się nie krzywdzić ludzi postronnych

Kamil Śmiałkowski
4 min. czytania
09.11.2024 19:58
Internet to przestrzeń w której świetnie rozwija się humor memowy. - Ktoś coś wrzuci, inny sobie to przekształci, jeszcze inny dopowie. Jest taka społeczność, która sobie od lat, dzień i noc, robi jaja - tłumaczył na antenie TOK FM Michał Marszał.
|
|
fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Memy internetowe to dziś jedna z najpopularniejszych form rozrywki. Powstają i są rozpowszechniane błyskawicznie. W zabawny sposób pokazują absurdy życia, zwłaszcza polityki i są dostępne dla każdego, kto korzysta z internetu. Jednym z najważniejszych i najpopularniejszych twórców memów jest Michał Marszał (aktualnie 435 tys. obserwujących na Instagramie). Goszcząc w audycji "Humor i Teraźniejszość" Marszał tłumaczył, że kiedyś pracował jako dziennikarz, ale teraz jest memiarzem. - Mam nadzieję, że ten zawód już jest wpisany w jakieś klasyfikacje, gdzie są wszystkie zawody. A jeśli nie ma, to protestuję i będę namawiał, żeby dopisano - oświadczył.

"Zjazd polityków Prawa i Sprawiedliwości"

Jak przyznał, został memiarzem przez przypadek. - Pracowałem od 2008 r. w tygodniku "Nie" i pisałem tam teksty, głównie reporterskie, jeździłem po kraju - wspominał. Kiedy w 2017 r. z pracy zwolniła się osoba zajmująca się social mediami on, jako najmłodszy, przejął jej zadania - Szukali naiwniaka i ja się trafiłem - żartował gość Kamila Śmiałkowskiego.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

- Wrzucałem co tam będzie w gazecie, jaki to ciekawy artykuł, albo, że wyszła nowa okładka. I miałem 5, 10 lajków. Czasami 7, czasami 11, ale generalnie niewiele - opowiadał. Wszystko zmieniło się pewnego dnia, gdy politycy Prawa i Sprawiedliwości mieli dużo wypadków samochodowych. - Jeden po drugim, chyba były trzy tego samego dnia. I wtedy zrobiłem takiego mema: zdjęcie karambolu i podpis "Zjazd polityków Prawa i Sprawiedliwości" - opowiadał. Efekt - 12 tys. lajków, 4 tys. udostępnień. Wtedy zrozumiał, że to jest właśnie to, co warto robić.

Teraz Marszał dostaje kilka tys. wiadomości dziennie. - Mam dwie osoby, które pomagają mi przeglądać te wiadomości - mówił gość TOK FM. Jak przyznał, wiele z tego co publikuje, to efekt tej korespondencji - Tworzy się taki ferment memomy. Coś, co ja najbardziej lubię. Ktoś coś wrzuci, inny sobie to przekształci, jeszcze inny dopowie. Jest taka społeczność, która sobie od lat, dzień i noc, robi jaja. Bardzo mi się to podoba - przyznał.

Z czasem, pojawienie się z żartem, memem, czy komentarzem na profilu Marszała, stało się dla wielu wręcz nobilitacją. - Faktycznie, jest tak, że początkujący memiarze za punkt honoru traktują, żeby gdzieś tu zaistnieć - stwierdził. I dodał, że nie rzadko jest to początek pasji, czy nawet kariery. - Często widzę, że ci ludzie zaczynają dalej tworzyć te memy i to jest bardzo fajne, że nie pozostają przy jednym.

Harówka codziennie 7-23

W rozmowie z Kamilem Śmiałkowskim Marszał mówił także o opłacalności takiego zajęcia. - We wszystkich dziedzinach postępuje specjalizacja i tutaj ta wąska specjalizacja memowo-polityczna też pozwala jakiejś garstce ludzi w Polsce z tego żyć - przyznał, dodając, że bardzo go to cieszy. - Zawsze miałem ambicje czy marzenia, żeby robić sobie żarty całe życie - stwierdził. Przyznał też, że stabilnie zarabia dopiero od niedawna - roku, może dwóch lat.

Obecnie Marszał nie pracuje już sam, co mnoży koszty. Stąd też pomysł na przyjmowanie i tworzenie reklam. - Żeby utrzymać ten zespół który mam, a to jest generalnie koło pięciu osób, które pomagają mi to tworzyć, opłacić pensje, biuro i pozostałe rzeczy, i żeby myśleć o jakimś rozwoju, to zaczęliśmy zarabiać - gość TOK FM przyznał, że cieszy go pojawianie się odważnych reklamodawców. - Oni się nie boją i w fajny sposób udaje się dzięki temu robić zabawne reklamy. Przynajmniej tak się staramy, żeby to było śmieszne - skomentował. Poza śmiechem praca Marszała, jak przyznał, oznacza także ciężką pracę, a nawet "harówkę codziennie 7-23".

Konto zleci

Granice humoru, który można zobaczyć na jego profilu, wyznacza Instagram i jego polityka. - To znaczy to, co tam wolno pokazać, a czego nie wolno i po czym konto zleci - mówił. - Staram się nie krzywdzić ludzi postronnych. Nie robić krzywdy nikomu losowemu - tłumaczył, dodając że robiąc mema o pani sklepowej dziś tworzy ją przez AI, albo robi to tak, "żeby żadnej Polki, konkretnej sklepikarki, nie skrzywdzić". - Bardzo za to staram się krzywdzić polityków, zwłaszcza tych z prawej strony, z Prawa i Sprawiedliwości, z Suwerennej Polski i okolic - przyznał z uśmiechem.

- Granice są spójne z moimi poglądami, czyli staram się nie naśmiewać, nie wyszydzać, tak jak to często prawicowe memy mają w zwyczaju, koloru skóry. Nie szydzę z niepełnosprawnych. Tego wszystkiego, na co człowiek nie ma wpływu w swoim życiu, staram się nie tykać, bo to nie jest jego wina. Ale pozostałe rzeczy jak najbardziej - przyznał, dodając, że prywatnie jest wielkim fanem czarnego humoru i wiele co lepszych, niepublikowalnych rzeczy sobie archiwizuje. - Staram się też, żeby to było w dobrym smaku, dobrym guście, ale nie zawsze się udaje.

Stanę się boomerem

Jak powiedział Marszał, w tym co robi jest potencjał na coś większego. Gdyby zebrać "tych wszystkich śmieszków" można by wejść na wyższy poziom. - Myślę, że jest miejsce na rynku na takie nowe, świeże medium, łączące humor z informacją - stwierdził. Przyznał jednak, że jego kompetencja to robienie żartów, a poważnymi kwestiami organizacyjnymi musiałby zająć się ktoś inny. - Działania biznesowe czy wszelkie inne jakie w życiu podejmowałem, kończyły się sromotną klęską.

- Moja kariera zapewne zakończy się za lat 15 czy 20, kiedy stanę się boomerem i przestanę zauważać, że już nikt nie śmieje się z moich żartów - powiedział gość TOK FM, dodając, że pewnego dnia zda sobie sprawę, że już pora na emeryturę. - Ale jeszcze żyję i jeszcze się rozwijam - spuentował.