advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Poseł PiS ma pretensje do Sikorskiego. "Nie możemy akceptować takiej sytuacji"

Jacek Stawiany, PAP
2 min. czytania
03.12.2024 11:25
Protesty w Tbilisi są brutalnie pacyfikowane przez służby. - Nie widzę specjalnej aktywności polskiego resortu dyplomacji w tej sprawie. Mam pretensje do ministra Sikorskiego. Z reguły jest bardzo aktywny - mówił w TOK FM Marcin Przydacz, poseł PiS i były wiceminister w MSZ.
|
|
fot. Anita Walczewska/East News

- Nie możemy my - jako świat zachodni, w tym Polska - akceptować sytuacji, w której bije się protestujących, zakrwawione osoby są ściągane z głównej ulicy Tbilisi - mówił w "Poranku Radia TOK FM" Marcin Przydacz, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Protesty w Gruzji trwają od czwartku. Protestujący sprzeciwiają się decyzji władz o zawieszeniu rozmów akcesyjnych z Unią Europejską. Policja używa przeciwko nim m.in. gazu łzawiącego i armatek wodnych.

- Reakcja dyplomatyczna powinna być jak najbardziej prowadzona. A póki co nie widzę specjalnej aktywności polskiego resortu dyplomacji. Mam pretensje do naszej dyplomacji i ministra [Radosława] Sikorskiego. Z reguły jest bardzo aktywny w różnych sprawach, kampania prewyborcza się skończyła, przegrał wybory w Platformie z Trzaskowskim, ale to nie znaczy, że należy się obrażać na rzeczywistość - stwierdził gość Jana Wróbla.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Według polityka - szczególnie dzisiaj polska dyplomacja powinna być aktywna. - Tym bardziej, że to kierunek dla nas zupełnie naturalny. To nie Niemcy i Francuzi powinni w pierwszej kolejności interesować się Gruzją. To był nasz kierunek, począwszy od Lecha Kaczyńskiego i jego sławnej wizyty w Tbilisi w 2008 roku - podkreślał Przydacz. Polski prezydent wraz z przywódcami państw bałtyckich i Ukrainy odwiedził wtedy stolicę Gruzji, która mierzyła się z agresją Rosji. Słynna była szczególnie jego decyzja o lądowaniu w Tbilisi mimo niebezpiecznej sytuacji.

Pacyfikacja protestów w Tbilisi

Gruzińskie siły bezpieczeństwa w poniedziałek wieczorem przystąpiły do pacyfikacji antyrządowego protestu przed parlamentem w Tbilisi. Policjanci wyłapywali demonstrantów z tłumu i stosowali wobec demonstrantów gaz łzawiący. "Niech żyje Gruzja!" - krzyczał cofający się tłum.

Funkcjonariusze wkroczyli na plac przed parlamentem z trzech stron - od strony placu Wolności i dwóch pobliskich ulic. Przed rozpoczęciem pacyfikacji słychać było syreny ostrzegawcze wzywające protestujących do rozejścia się.

"Eurorewolucji nie da się powstrzymać", "Władza narodu jest silniejsza od ludzi u władzy" - to niektóre z haseł widocznych na transparentach zebranego w centrum miasta tłumu.

- Putin, ty ch***! - krzyczeli duszący się od gazu protestujący.

Pod naporem policji demonstranci zaczęli wycofywać się sprzed parlamentu, a policjanci przystąpili do zatrzymań. Protestujący zatrzymali się kilkaset metrów od parlamentu, przed gmachem opery, i obrzucali funkcjonariuszy fajerwerkami.