,
Obserwuj
Polska

Prace domowe zniknęły, ale pojawiło się to. "Chyba bardziej stresujące"

4 min. czytania
31.03.2025 06:35
W kwietniu mija rok od kiedy w szkołach podstawowych ograniczono prace domowe. Sukces czy porażka? - Intencją minister było rzeczywiście to, by odciążyć dzieci. Ale dociążyła rodziców - ocenia w rozmowie z tokfm.pl Iga Kazimierczyk.
|
|
fot. Piotr Kamionka/REPORTER / PIOTR KAMIONKA/REPORTER
  • Od początku kwietnia ubiegłego roku prace domowe dla uczniów szkół podstawowych są nieobowiązkowe i nieoceniane;
  • Zdaniem ekspertki, paradoksalnie sprawiło to, że pracą domową obciążeni są teraz... rodzice dzieci;
  • Iga Kazimierczyk: rodzice nie wiedzą, co się dzieje na lekcjach, co ich dzieci robią, czego nie umieją, co należy poćwiczyć;
  • Jak dodaje, resort nie wycofa się ze zmian, bo przedstawiał je jako wielki sukces, jeden z pierwszych obecnego rządu.

Od kwietnia ubiegłego roku w klasach I-III szkół podstawowych nie ma prac domowych (poza ćwiczeniami umiejętności ruchowych dłoni), a dla klas IV-VIII są nieobowiązkowe i nieoceniane. To efekt rozporządzenia, które w marcu 2024 r. wydała ministra edukacji Barbara Nowacka. Warto zaznaczyć, że zmiany dotyczą szkół publicznych. - Moja córka chodzi do IV klasy prywatnej szkoły podstawowej. Ma prace domowe. Zawsze ma robić, co jej każą i tyle - mówi jeden z naszych rozmówców.

Brak prac domowych. Jak działa w praktyce?

Agnieszka ma dwie córki w szkole publicznej. Młodsza - mimo, że jest w I klasie - też ma prace domowe. - Nie jest tego bardzo dużo, na przykład strona czy pół strony kaligrafii, której dzieci nie dokończyły w szkole. Tak samo zadawane są do domu czytanki albo wiersz do nauczenia - opowiada. Jak dodaje, rodzice w klasie o tym wiedzą i nikt zastrzeżeń nie zgłasza. Zwłaszcza, że ćwiczenia nie są zadawane z dnia na dzień.

W przypadku starszej córki - w klasie VII - "zadania domowe są dla chętnych". - Są to różne projekty i zależy od ucznia, czy je przygotuje. Zazwyczaj większości się nie chce - przyznaje Agnieszka. Zauważa, że odkąd rozporządzenie Nowackiej weszło w życie, jej starsza córka ma więcej czasu na zajęcia dodatkowe czy swoje pasje. Pytana zatem, czy decyzję ministry Nowackiej uważa za słuszną, waha się. - Wydaje mi się, że pewne rzeczy trzeba w domu jednak przećwiczyć. Weźmy na przykład matematykę w klasie 25-osobowej. Pani coś wytłumaczy, ale - żeby to zrozumieć - trzeba samemu policzyć - uważa matka uczennic z Bydgoszczy.

"Sprytny" plan ministerstwa

Krytycznie na pomysł Nowackiej patrzy dr Iga Kazimierczyk, pedagożka i koordynatorka programów edukacyjnych, prezeska Fundacji "Przestrzeń dla edukacji". - Ministerstwo sprytnie to sobie zaplanowało. Wprowadzając zmianę, od razu uznało, że nie będzie monitorować, czy była to zmiana sensowna. Skarg nie ma, nikt nie narzeka, bo ministerstwo tych danych po prostu nie zbiera - stwierdza w rozmowie z tokfm.pl.

Ale, jak dodaje, obserwacje są - chociażby nauczycieli czy rodziców. I okazuje się, że tym drugim - po zniesieniu obowiązkowych zadań domowych - pracy przybyło. I to całkiem sporo. - Bo kiedy dzieci przynosiły prace domowe, zwłaszcza te w klasach IV-VI, rodzice wiedzieli, co się na lekcji dzieje. Teraz nie wiedzą nic. Pytają się wzajemnie na grupach rodzicielskich, co dzieci robiły na zajęciach, żeby wiedzieć, jaki materiał ewentualnie powtórzyć - dodaje.

Zwraca uwagę, że uczniowie nie przynoszą do domu nic. Rodzice nie wiedzą zatem, co sprawia uczniom problem, co warto powtórzyć. - O tym, że są braki, dowiadujemy się w Librusie, kiedy pojawia się jedynka - zaznacza ekspertka.

Czy zatem zmiana, która miała odciążyć przemęczone dzieci, nie poszła za daleko? - Wyleczyliśmy dżumę cholerą. Nauczyciele stracili narzędzie do monitorowania postępów uczniów. Jeśli nie mogą zadać prac domowych, to nie wiedzą, czy materiał jest opanowany. Aby to sprawdzić, mogą zrobić w zasadzie wyłącznie kartkówkę. I tych kartkówek jest rzeczywiście więcej. One są chyba bardziej stresujące niż prace domowe, a ich znaczenie w szkolnym systemie jest poważniejsze - zauważa nasza rozmówczyni.

Palec chory, nogę odcinają

Kazimierczyk nie ma wątpliwości, że nadmiarowe prace domowe były złe i trzeba było coś z tym zrobić. - Ale to nie znaczy, że jeżeli chory jest palec, to trzeba odcinać całą nogę. A w tej sytuacji tak właśnie zrobiono - przekonuje. W jej opinii ministerstwo powinno ograniczyć się do rekomendacji - pokazywania dobrych praktyk i organizacji szkoleń dla nauczycieli na ten temat.

Tymczasem resort poszedł na całość. - I jest zakaz. Nie dość, że weszliśmy w obszar autonomii nauczyciela, to przy okazji zabraliśmy dzieciom i nauczycielom możliwość monitorowania postępów w pracy - powtarza nasza rozmówczyni.

Dopytywana, czy ministerstwo może się zreflektować i pod naporem krytycznych głosów wycofać z rozporządzenia - mówi, że jest to raczej niemożliwe. Przypomina, że ten brak prac domowych był jednym z pierwszych 'tak śmiało pokazanych' sukcesów tego rządu. - A przecież z sukcesów się nie wycofujemy. Jestem przekonana, że żadna zmiana się w tym temacie nie pojawi - przewiduje Kazimierczyk.

- W wielu miejscach rodzice proszą otwartym tekstem, żeby nauczyciele zadawali prace domowe. Ale nauczyciele, którzy już nieraz usłyszeli, że nie zasługują na podwyżki, mówią: "to jest dla nas dodatkowa praca, za którą nam nikt nie zapłaci. A ministerstwo właśnie powiedziało, że mamy jej nie robić, więc nie będziemy jej robić" - opowiada nasza rozmówczyni.

Ekspertka zwraca uwagę na coś jeszcze. Jak mówi, nauczyciele widzą, że ich podopieczni po prostu słabiej się uczą i wolniej robią postępy. - Uczniowie, mówię tu w szczególności o tych z klas IV-VI, nie wiedzą, czego mają się uczyć, ponieważ nie ma panowania nad materiałem. W momencie, kiedy jest praca domowa, nawet jak rodzic tam nie zagląda, dziecko wie, na czym ma się skupić. Teraz tego nie wie - mówi Kazimierczyk.

Sukcesy kosztem dzieci?

Nasza rozmówczyni podkreśla, że uczniowie są nieustannym obiektem eksperymentów przeprowadzanych w oświacie. - Jak nie pandemia, to zmiany podstaw programowych. Niekończące się pasmo. A w tym systemie są dzieci! One naprawdę zasługują na stabilne warunki - podkreśla.

Wysłaliśmy pytania do rzecznika ministerstwa. Spytaliśmy m.in. o to, jak resort ocenia rok bez prac domowych i czy nie planuje w tej kwestii zmian. Czekamy na odpowiedzi.