,
Obserwuj
Polska

Instruktorzy nauki jazdy. Chamskie teksty i "obczajanie d**". A nadzór? "Fikcyjny"

6 min. czytania
17.05.2025 07:01
"Koleżanka całe lato jeździła w spodniach, bo gdy raz założyła sukienkę, nie odważyła się zrobić tego ponownie. Gapił się i komentował, pytał, jaki lubi seks. Ona ma męża i dwoje dzieci. A on to wiedział". Takie zachowania spotykają kobiety na kursach na prawo jazdy. Kto to kontroluje?
|
|
fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Kobiety niejednokrotnie są ofiarami molestowania przez instruktorów nauki jazdy;
  • Nadzór nad szkołami sprawuje starosta powiatowy. Zdaniem eksperta, jest to jednak kontrola fikcyjna;
  • Według właścicielki jednej ze szkół, kobiety boją się zgłaszać przypadki molestowania. Choć zmienia się to w młodszych pokoleniach;
  • Łukasz Zboralski uważa, że potrzebna jest zmiana całego systemu i być może przekazanie nadzoru nad szkołami państwu.

 

W Polsce działa kilka tysięcy ośrodków szkolenia kierowców (OSK) przygotowujących do egzaminu na prawo jazdy. Część z nich to jednoosobowe działalności gospodarcze. Kandydat na instruktora, w myśl ustawy z 2011 roku, nie może być wcześniej karany m.in. za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Ale czy daje to gwarancję, że potem - już w pracy - nie przekroczy granicy? Historie naszych bohaterek pokazują, że niekoniecznie.

- Najgorsze jest lato, ponieważ instruktorzy notorycznie omawiają wygląd kobiet, które zauważą na chodnikach czy przejściach dla pieszych. Ale komentują też wygląd kursantek - opowiada tokfm.pl Justyna z powiatowego miasta na Pomorzu. - Znam dwa przypadki, gdzie instruktor prosił moje koleżanki, aby podjechały w określone miejsce, bo on musiał "obczaić jakieś dupy". Jednej z nich dał do zrozumienia, że nie musi się go bać, bo interesują go tylko szesnastolatki, a ona była matką po trzydziestym roku życia. Inna koleżanka całe lato jeździła w spodniach, bo gdy raz założyła sukienkę, nie odważyła się zrobić tego ponownie. Gapił się i komentował. Pytał, jaki lubi seks. Ona ma męża i dwoje dzieci. On to wiedział - podkreśla kobieta.

O "obczajaniu dup" opowiada też Sandra spod Łodzi, która jeździła z instruktorem prowadzącym szkołę na jednoosobowej działalności. - Kazał mi jechać za jedną kobietą, która wsiadła do autobusu. Gdy z niego wysiadła po kilku przystankach, musiałam ją śledzić. W pewnym momencie na ruchliwej ulicy zatrzymaliśmy się obok niej. Przez okno ją bajerował, dała mu numer, odjechaliśmy. Jak zniknęła z widoku, to go [ten numer - red.] wyrzucił przez okno. Pytam się, po co w ogóle brał. Usłyszałam: "Dla sportu". I że za głupia była, bo się tak dała zbajerować - piekli się Sandra.

- Instruktorzy, pod pozorem nauki zmiany biegów, dążą do kontaktu fizycznego. Podobnie przy korzystaniu z pedału gazu. Oczywiście nie jest tak, że każdy przypadkowy dotyk to od razu molestowanie. Jeden z instruktorów powiedział mi na wstępie, że może przypadkowo dotknąć mojej ręki przy zmianie biegów i nie będzie to intencjonalne i wyrachowane. Wierzyłam mu, bo intencje od razu się wyczuwa - dodaje znów Justyna.

Kto kontroluje instruktorów prawa jazdy?

W myśl Ustawy o kierujących pojazdami z 2011 roku nadzór nad OSK sprawuje starosta. Ma on obowiązek kontrolować każdy ośrodek szkolenia kierowców co najmniej raz w roku lub w przypadku pojawienia się nieprawidłowości.

Jak to wygląda w praktyce? Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się sprawie dwa lata temu i w swoim raporcie z 2023 roku nie pozostawiła na kontrolach suchej nitki.

"W każdym skontrolowanym starostwie nadzór sprawowany był w sposób nierzetelny, a w konsekwencji nie przyniósł oczekiwanych efektów" - podkreśla NIK. I dodaje wręcz, że "praktycznie nie funkcjonował system nadzoru i kontroli" a "starostwa nie były przygotowane do wywiązywania się z nałożonych na nie ustawowych zadań, zarówno pod względem organizacyjnym, jak i kadrowym".

Czy w Łomży łatwiej zdać prawo jazdy? 'Nie jest prawdą, co opowiadają'

Justyna z Pomorza zwraca nam uwagę na jeszcze dwie kwestie. - Gdy próbowałam znaleźć listę instruktorów z aktualnymi uprawnieniami w moim mieście, najnowsza, na jaką trafiłam, pochodziła z 2009 roku - rozkłada ręce. - A dodatkowo, gdy pojawia się problem z instruktorem, który jest równocześnie właścicielem ośrodka, tak naprawdę nie wiadomo, co z tym zrobić i do kogo się zwrócić - podkreśla.

- Nie ma jasnej ścieżki postępowania, gdzie - poza policją - ofiara może pójść. Nie wiem nawet, czy mój instruktor ma w ogóle uprawnienia. Mam wrażenie, że działalność ośrodków to ten sam kaliber co sprzedaż warzyw na bazarze. Jednoosobowa działalność gospodarcza bez żadnych zabezpieczeń dla kursantów - twierdzi dalej Justyna.

Jak kobieta z kobietą

Nasza rozmówczyni uważa, że "dopóki w samochodach szkoleniowych nie będzie rejestracji audio i wideo każdego przejazdu, nadużycia nie ustaną". Na razie jakąś alternatywą i sposobem na to, by kobiety poczuły się pewniej, są lekcje jazdy z innymi kobietami. Justyna też zdecydowała się na takie rozwiązanie.

Coraz częściej można spotkać szkoły jazdy zakładane przez panie i mające damską obsadę instruktorską. Powstają one m.in. właśnie po to, by chronić kursantki przed niechcianymi zachowaniami ze strony mężczyzn. Potwierdza to Małgorzata Chylińska, właścicielka łódzkiej szkoły Girlsschool. - Często kobiety chcą jeździć z kobietami, ponieważ miały już nieprzyjemności z panami. To nie zawsze jest dotyk czy molestowanie seksualne. Jest też szowinizm i teksty, że kobiety nadają się do garów - opowiada w rozmowie z tokfm.pl.

Chylińska przyznaje, że w szkole ma obsadę mieszaną (również instruktorów mężczyzn). - Ale kobieta woli jeździć z kobietą, zwłaszcza na początku, żeby się tak bardzo nie stresować - podkreśla.

Mobbing, podteksty seksualne i karanie ciszą. Opole przyjrzało się pracy w urzędach

Jednak właścicielka szkoły Girlsschool - jak sama mówi - "nie czepiałaby się nadzoru", bo w jej opinii "ma on związane ręce, dopóki ktoś nie złoży oficjalnej skargi". - A kobiety, które są krzywdzone, nie zgłaszają tego. Nawet tego nie opisują. Jeśli ktoś prosi o skargę na piśmie, nagle się okazuje, że absolutnie tego nie zrobią. Kobiety się boją - mówi. Zastrzega jednak, że to się trochę zmienia wśród młodszych kobiet, które potrafią "się bronić".

Czasem takie sprawy wychodzą na światło dzienne. Głośno było np. o instruktorze z powiatu nowotomyskiego (woj. wielkopolskie), którego o molestowanie oskarżyło dziesięć kursantek. W ubiegłym roku został skazany na półtora roku bezwzględnego więzienia i 20 tys. zadośćuczynienia dla każdej z pokrzywdzonych. Wyrokiem pięciu lat więzienia zakończyła się natomiast sprawa Jerzego Cz. z Kielc. Mężczyzna miał zmusić 12 kursantek do poddania się innym czynnościom seksualnym i naruszyć nietykalność cielesną kolejnych dwóch. Według nieoficjalnych informacji TVP3 Kielce, Jerzy Cz. dotykał je w miejscach intymnych.

System do wymiany

- Ten nadzór jest fikcyjny - nie ma wątpliwości Łukasz Zboralski, specjalista od bezpieczeństwa ruchu drogowego, wydawca i redaktor naczelny serwisu Brd24.pl poświęconego tej tematyce. Jego zdaniem jednostki samorządowe działają słabo i nie realizują powierzonych im działań, także w zakresie kontroli nad obowiązkowymi egzaminami wewnętrznymi w szkołach nauki jazdy. - W Polsce tak naprawdę nie ma nadzoru nad tak ważną dziedziną, jak szkolenie przyszłych kierowców - podkreśla ekspert w rozmowie z tokfm.pl.

- Formalne wymogi prawne są w Polsce dramatycznie niskie, bo dzisiaj każdy może zostać instruktorem nauki jazdy. Wystarczy, że ma podstawowe wykształcenie i prawo jazdy od dwóch lat. Nie musi mieć żadnego przygotowania psychologicznego czy pedagogicznego - zwraca uwagę Zboralski.

Naczelny Brd24.pl nie ma wątpliwości, że do wymiany jest cały system szkolenia i egzaminowania kierowców. - Chodzi także o to, żeby cała nauka nie była prowadzona tylko po to, żeby zdać egzamin. A tak to dzisiaj w Polsce wygląda - ocenia.

Oto prawda o pracy kurierów. 'Jak masz potrzebę, to tu za paczkomatem się wysikaj'

Pole do zmian jest, ale kolejne rządy nie garną się do reformy. Innym problemem jest specyficzny podział obowiązków, bo starostwa nadzorują ośrodki szkolenia kierowców, a egzamin nadzorują urzędy marszałkowskie. I nie zawsze, jak twierdzi nasz rozmówca, znają się na rzeczy.

Co zatem powinno się stać? - Powinniśmy usiąść przy ogromnym stole, modernizując cały system i nadzór nad nim. Czy wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego powinny być w systemie państwowym? Być może kontrola nad szkołami powinna być państwowa? Najlepsze zasoby kadrowe do kontroli szkół mamy w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego. Być może warto wydzielić komórki, które by się tym zajmowały. Choć pewnie pojawią się kontrowersje, że OSK to ich klienci - stwierdza Zboralski.

Posłuchaj: