Kolejarze mają dość i wychodzą na ulicę. "To jest hipokryzja"
- Kolejarze ze Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych protestują w 13 miastach Polski przeciwko polityce transportowej rządu;
- Według nich rządzący faworyzują transport drogowy;
- Szef związku zapowiada zaostrzenie protestu jeśli rząd nie zacznie rozmawiać z kolejarzami.
Do środy w 13 lokalizacjach w Polsce odbywa się czasowa blokada dróg w ramach protestu Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce. Zdaniem związkowców, decyzje rządu faworyzują transport drogowy kosztem kolejowego i prowadzą do nieodwracalnych skutków. - Jest to niestety akt naszej desperacji z uwagi na fiasko jakichkolwiek rozmów, negocjacji, które tak naprawdę prowadziłyby do rozwiązania problemu - powiedział w "TOK360" w TOK FM Leszek Miętek szef Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych.
Przypomniał, że związkowcy w ubiegłym roku w listopadzie złożyli w ministerstwie infrastruktury petycję mówiącą o zrównoważeniu konkurencyjności w transporcie "zwracając uwagę na antykolejową politykę transportową państwa, która zabija kolei towarową". - Widzimy to, co się dzieje, 2 mld ton ładunków (przewiezionych - przyp. red.) na drogach a kolej z tego to zaledwie 10 proc., czyli około 200 tys. ton - podkreślił Miętek.
Wskazał, że ma to swoje konsekwencje. - To są zwolnienia z pracy - powiedział gość Filipa Kekusza. Dodał, że, tylko w 2024 roku ze spółki PKP Cargo zwolniono około 4 tys. pracowników, w tym maszynistów, rewidentów i ustawiaczy, a kolejne zwolnienia są planowane na 2025 i 2026 rok.
Posłuchaj podcastu!
- Chciałbym wiedzieć, jakie zamierzenia ma Ministerstwo Infrastruktury, żeby rozwiązać ten problem, skoro przyznaje, że jest on rzeczywiście przez nich dostrzegany - mówił w TOK FM Miętek.
Do kiedy potrwają protesty?
Związek zapowiada, że protesty będą kontynuowane do środy (30 lipca) i odbywać się będą codziennie między 10 a 14. Blokady mają charakter rotacyjny - ruch będzie okresowo przepuszczany, a pojazdy uprzywilejowane i autokary przewożące dzieci (np. wycieczki) będą przepuszczane w pierwszej kolejności.
Pytany o dalsze działania "jeśli ten protest przejdzie niezauważony" Mietęk odpowiedział: "będziemy eskalować". - My walczymy o przyszłość kolei towarowych, o przyszłość miejsc pracy i o pewne logiczne ułożenie kwestii transportowych w Polsce - dodał.
Wskazał, że nie można z jednej strony mówić o zmianach klimatu i zagrożenia z tym związanych zapominając o transporcie kolejowym. - Nie można uruchamiać 100 tirów do przewozu materiałów ciężkich, budowlanych na setki kilometrów, gdy taki ładunek mógłby przewieźć jeden pociąg. To jest hipokryzja - podkreślił.