advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Bydgoszcz: rejestratorki ze szpitala wysłuchują obelg i wyzwisk

Agnieszka Wynarska, TOK FM
2 min. czytania
17.03.2010 11:37
Kilkaset osób każdego dnia zapisuje się na wizytę do poradni przyklinicznych w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 w Bydgoszczy im. dr Jurasza. W rejestracji dzieją się dantejskie sceny, bo stojącym w kolejce pacjentom puszczają nerwy. Szpital wprowadza więc zmiany, by usprawnić rejestrację.

Codziennie przed okienkiem ustawia się długa kolejka pacjentów. - Młodzi nie mają siły stać, a co dopiero starsi. Mnie już bolą nogi i plecy - narzeka Żaneta Głowacka z Włocławka. - Najpierw trzeba odstać dwie godziny w kolejce, żeby potwierdzić ubezpieczenie, potem poczekać u lekarza i jeszcze wrócić tutaj i następne dwie godziny czekać, by zapisać się na wizytę kontrolną - dodaje.

Do poradni można zarejestrować się także telefonicznie. Szpital uruchomił pięć nowych numerów telefonów, zwiększył też liczbę rejestratorek. - Dwie panie przyjmują tylko zgłoszenia telefoniczne, a pozostałe rejestrują na zmianę, tzn. dwie osoby przy okienku, jedną przez telefon. - tłumaczy Maria Budnik-Szymoniuk, dyrektor ds. pielęgniarstwa.

"Zdarzają się wyzwiska i to bardzo niewybredne"

Często jednak pacjenci przychodzą bez dowodów ubezpieczenia i nie mogą zostać zarejestrowani. A to wywołuje agresję, prowadzi do awantur i obelg.

- Zdarzają się wyzwiska i to bardzo niewybredne. Nasze rejestratorki są obrażane przez pacjentów, zdarzają się takie awantury, że interweniują ochroniarze. Proszę postawić się czasami z tej drugiej strony. Jeśli rejestratorka prosi o dowód ubezpieczenia, to nie znaczy, że sobie coś wymyśliła. Takie są wymagania płatnika, czyli NFZ-u - dodaje Budnik-Szymoniuk.

Pacjent musi mieć przy sobie dowód osobisty i dowód ubezpieczenia, czyli np. druk RMUA od pracodawcy, książeczkę ubezpieczeniową czy legitymację emeryta lub rencisty.

Na szczęście, większość pacjentów jest wyrozumiała i nie wyżywa się na rejestratorkach. Sylwia Lutyńska z Bydgoszczy czekała w kolejce do okienka półtorej godziny. - Cierpliwie stoimy, bo nerwami nic tu nie zdziałamy. Panie muszą wysłuchiwać wszystkich żalów, a przecież wiadomo, że pracują w pocie czoła. Wcale to nie jest miłe zajęcie. Taki mamy system opieki zdrowotnej i to nie ich wina, że są kolejki - tłumaczy.

Z poradni przyklinicznych w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 każdego dnia korzysta blisko tysiąc osób.