Zima w szpitalu: połamane ręce i nogi, zatruci czadem i wyziębieni bezdomni
- Ulica była śliska. Przechodziłem do domu i nie stanąłem tak dobrze, jak powinienem. Stopa boli, widocznie się wykrzywiła, przewróciłem się i jest efekt. Jeszcze nigdy nie miałem niczego złamanego - śmieje się pan Piotr, który trafił na bydgoską urazówkę.
Tak niestety dla wielu osób kończy się spacer po śliskim chodniku. Ortopedzi mają ręce pełne roboty. - Przyjmujemy po 200-300 pacjentów w jednym dniu. W większości są to w pewnym sensie niegroźne załamania, ale jednak bardzo bolesne - tłumaczy dr Jacek Mućka z Kliniki Ratownictwa Medycznego Szpitala Uniwersyteckiego nr 2.
Ale zimą przybywa też innych pacjentów. - Pojawili się pacjenci wyziębieni, zwłaszcza bezdomni. To bardzo specyficzne przypadki, bo wymagają szczególnego nadzoru, często bardzo kosztownego i długotrwałego leczenia. Pojawili się też pacjenci zatruci tlenkiem węgla, bo ludzie nieostrożnie posługują się piecykami. - dodaje Jacek Mućka.
- Zima jest bardzo piękna w swoim wyrazie, ale dla nas jest to okres wzmożonej pracy. Czasami nie mamy chwili wytchnienia - mówi lekarz.