Za mało pieniędzy na WOPR. "Fnansowanie jest niezmienne od 2012 roku"
Jak wylicza Jarosław Sroka, prezes Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, państwo na ratownictwo wodne w całym kraju przeznacza co roku około 4 mln złotych. Na Mazury trafia tylko część tej kwoty. - To finansowanie jest od 2012 roku niezmienne. Otrzymujemy zawsze pomiędzy 650 a 700-ileś tysięcy. W tym roku jest to 736 tysięcy złotych - wylicza.
Tymczasem na same pensje dla swoich ratowników, którzy dostają minimalne krajowe wynagrodzenie, prezes wydaje półtora miliona złotych.
Dlatego ratownicy proszą, by nie dokładać im pracy i zachowywać się nad wodą i na wodzie odpowiedzialnie i zgodnie z prawem. - Są znaki, które stoją na wodzie, na brzegu i w portach. Wypadałoby je chociaż odrobinę znać. Wiedzieć, co oznaczają - mówi Sroka.
Tragedia na Jeziorze Mikołajskim. Odnaleziono ciała rodziców czterolatki
Tragiczne statystyki utonięć
Z policyjnych statystyk wynika, że od początku czerwca w całym kraju utonęło już niemal 150 osób. Najtragiczniejszy był weekend 20-21 lipca, kiedy zginęło łącznie aż 17 osób (siedem w sobotę i 10 w niedzielę).
W tym tygodniu dużo mówiło się o mężczyźnie, który utopił się w Brdzie, w centrum Bydgoszczy. Chłopak założył się z kolegą o to, kto szybciej przepłynie na drugi brzeg rzeki. Wcześniej - na ławce - pili razem alkohol.
- Strońmy tego od alkoholu. Zostawmy go na wieczór, ale nie pijmy na wodzie ani przy wodzie - apeluje ratownik Roman Guździoł. - Alkohol rozszerza nasze naczynia krwionośne. Sprawia, że psychika działa inaczej. Podpowiada nam, że jesteśmy bohaterami, potrafimy dużo - dodaje.
Osoby toną w ciszy
Joanna Szulc, starsza asystentka zarządu WOPR i wykwalifikowana ratowniczka - która kilka tygodni temu gościła w TOK FM - podkreśliła, że często mamy błędny obraz osoby tonącej. - Osoba tonąca według filmów macha rękami i krzyczy, co jest absolutną bzdurą. Osoby toną w ciszy, w absolutnej ciszy. Ponieważ są tak skupione na łapaniu oddechu, że werbalizacja spada na milionową pozycję ważności - tłumaczyła ekspertka.
I relacjonowała, że "często ratownicy opowiadają, że często wyciągają dzieci, które topią się dosłownie 2-3 metry od rodziców". - I rodzic jest ciężko zdziwiony, że ono nie krzyczało. Dziecko nie krzyczy - zaznaczyła Szulc.